Zwiedzam Kraków, odcinek 27: Pogoń Skotniki

Krakowskie Skotniki, część dzielnicy Dębniki, miały w ostatnich latach zaskakująco dużo wspólnego z wielkim futbolem. Cztery lata temu treningi pokazowe prowadził w niej Massimo Mariotti, który w Borussii Dortmund był tłumaczem Juergena Kloppa, odpowiedzialnym m.in. za kontakty Pierre’a-Emericka Aubameyanga ze światem, a obecnie podobną rolę odgrywa w Schalke 04. Dziesięć lat wcześniej z kolei, pierwszy trening z Wisłą Kraków pod wodzą Wernera Liczki odbył młody Jakub Błaszczykowski z KS-u Częstochowa. Skotniki zawdzięczały obecność postaci tego formatu dobrej infrastrukturze. To jednak nie na tym boisku rozgrywa A-klasowe mecze istniejąca już od ponad siedemdziesięciu lat Pogoń Skotniki.

Akapit o kaczkach

Miejsce, w które tym razem zaprowadził mnie cykl, wyjątkowo też jest jednak dla mnie w pewnym sensie znajome. Żona ma tę przypadłość, że w jakiejkolwiek restauracji by nie była, jeśli tylko jest taka możliwość, zamawia kaczkę. Od lat przekonuję ją, że powinna zostać kaczą influencerką, prowadzić kaczego bloga i ranking najlepszych kaczek w Polsce. To więc oczywiste, że byliśmy już w restauracji Trzy Kaczki, której nomen zdecydowanie omen, mieszczącej się tuż obok boiska Pogoni. Skoro ona pozostaje głucha na moje apele, może chociaż ja po influencersku napiszę: Polecam Trzy Kaczki, Michał Trela.

Niebieski stadion

Na mecz przyjeżdżam prosto ze stadionu Orła Piaski Wielkie, który mieści się przy ulicy Niebieskiej. To kolejna nielogiczna nazwa na krakowskiej piłkarskiej mapie, bo już pierwszy rzut oka każe stwierdzić, że to stadion Pogoni powinien być przy Niebieskiej. Niebieska jest połowa herbu, budzącego skojarzenia z TSG Hoffenheim.

 

Niebieskie są krzesełka. Niebieski jest dach budynku klubowego. Niebieski jest dach trybun. Niebieskie są barierki. Niebieskie jest niebo podczas meczu z Krakusem Swoszowice. Niebieskie pasy mają koszulki gospodarzy, czym przypominają stroje SC Heerenveen, tyle że nie ma na nich serduszek. No i są to pasy poprzeczne, co w niższych ligach jest dość ryzykowne. Bo pogrubiają. Wszystko w okolicy jest niebieskie, tylko nie ulica.

Problem ciemności

Jak zwykle bywa w niższych ligach, gdy nastaje jesień, mecz zaczyna się zdecydowanie za późno. Godziny pierwszego gwizdka są chyba wyznaczane, gdy jeszcze trudno sobie wyobrazić, że o 19.00 może być kiedyś ciemno. Ale im dłużej trwa jesienne granie, tym częściej jest. Do ekstremum doprowadzane jest to zwykle w okolicach zmiany czasu na zimowy, gdy bardzo często komuś ustalającemu terminarz trudno jest wyobrazić sobie, że za tydzień o danej porze będzie już ciemno. Gdy więc widzę, że zaczynają o 17.15, wiem, że będą kończyć w mroku. A że jeszcze spóźnili się z rozpoczęciem o sześć minut, telewizja transmitująca rozgrywki na pewno każe im płacić kary. O ile ktoś transmituje krakowską A klasę.

Wymagająca publika

Wygląda na to, że ktoś powinien, bo licznie zgromadzona publika ma wobec piłkarzy wielkie wymagania. Przed rzutem wolnym z trzydziestu metrów, piłkarz Pogoni słyszy z trybun podpowiedź: Strzelże z kozłem dwa metry przed bramkarzem”. A mnie zadziwia wiara, że piłkarz Pogoni Skotniki tak sobie będzie umiał wszystko wymierzyć, wystarczy mu tylko podpowiedzieć, w którym punkcie ma spaść piłka. Gdy napastnik nie daje sobie rady w sytuacji sam na sam z bramkarzem, publika pyta go, dlaczego nie próbował podcinką. Bo w A klasie to już trzeba takie piłki strzelać. To nie jest B klasa, trzeba mieć jakieś umiejętności – uświadomił fan piłkarza. Tu są Skotniki, tu mają być wyniki.

Przerażony junior

Na to się jednak nie zanosi, bo Krakus jest wyraźnie lepszy. Po każdym z trzech goli dla gości spora część publiki podrywa się z miejsc, co sugeruje, że z pobliskich Swoszowic przyjechała pokaźna grupa wyjazdowa. Gospodarze ożywiają się tylko po golu na 2:3. Gdy w niższych ligach pada bramka kontaktowa, nagle zawsze z jednej strony zaczyna się ogień, a z drugiej panika. Gole kontaktowe potrafią odmienić każdy mecz. Zapał Pogoni trwa jednak krótko i wkrótce wygasa, wraz z widocznością na boisku. Jeden z juniorów, oglądający to spotkanie, pyta ojca z przerażeniem w oczach: – Jak my gramy, to też tak wygląda…? Mam nadzieję, że nie. Lubię A-klasowy folklor, ale Pogoń reklamuje się tym, że ma największą akademię piłkarską w Małopolsce i najlepszą jakość szkolenia. Mam nadzieję, że to, jak wygląda jej dorosła drużyna, wynika tylko z tego, że wychowankowie akademii jeszcze nie dotarli do pierwszego zespołu.

Podziel się wpisem: