W Paderborn świat dalej stoi na głowie

Zapomnijcie o Dortmundzie, Augsburgu czy Werderze. Najbardziej niesamowite rzeczy w tym sezonie Bundesligi wyczynia bezsprzecznie SC Paderborn. Klub, który:

– na płace dla całej drużyny wydaje rocznie tylko o pięć milionów euro więcej niż Bayern Monachium przelewa samemu tylko Robertowi Lewandowskiemu;

– jest przy tym zadłużony na 4,6 miliona euro;

– nie ma własnego centrum treningowego. Tuła się po obiektach miejskich, bez podgrzewanej ani sztucznej murawy;

– nie ma własnego autobusu. Wynajmuje;

– ma osiem razy mniej członków stowarzyszenia niż Hamburger SV;

– pierwszego skauta zatrudnił w sierpniu, już po awansie do Bundesligi;

– nie może grać u siebie w piątki o 20:30 żeby nie łamać ciszy nocnej;

– gra na najmniejszym stadionie w Bundeslidze;

– ma trenera, który wcześniej nie prowadził żadnej profesjonalnej drużyny;

– przystąpił do sezonu z kadrą, która łącznie rozegrała 202 mecze w Bundeslidze. Sam Łukasz Piszczek ma ich, przypomnijmy, 200;

– miał w kadrze jednego reprezentanta. Albańczyka Albana Mehę;

– zdaniem 73,8% ankietowanych w sondzie “Kickera” przystąpił do ligi ze słabszą kadrą niż Greuther Fuerth i Eintracht Brunszwik, które z hukiem spadły w ostatnich latach.

Mamy luty. Mimo różnych anomalii, typu Paderborn przyjeżdżającego na mecz z Bayernem Monachium jako lider (dyrektor sportowy Martin Born proponował wtedy, by dział marketingu wprowadził do sprzedaży tapety z tabelą po 4. kolejce), mimo że Paderborn jest znacząco lepsze niż najgorsza w historii ligi Tasmania Berlin, co przed startem ligi nie wydawało się oczywiste, nie znam zajmującego się Bundesligą śmiałka, który powiedziałby na głos, że wierzy, iż Paderborn nie spadnie.

Ja, mimo swoich różnych szaleńczych wpisów, które z mojej klawiatury wypływały, dając wam radość z tego, jak łatwo wystawiam się na kompromitację, też tego akurat zdania nie wyduszę (chyba. Zobaczymy, dokąd mnie doprowadzi fabuła tego wpisu ;)), ale cholera jasna, za cicho jest o tym, co oni wyprawiają. Halo, ludzie, szum róbmy, Paderborn do Bundesligi nie pasuje. Miało tu nie wygrać meczu! OK, wytłumaczyliśmy sobie to, że na początku wygrywali tym, że jadą na fantazji, chociaż akurat Brunszwik czy Fuerth też jechały na fantazji i nic im to nie dało. Gdy od 2 listopada nie mogło wygrać żadnego z 10 meczów, kiwaliśmy sobie porozumiewawczo na Twitterze głowami, wiedząc, że jednego spadkowicza już mamy, tak jak wszyscy przewidywaliśmy. Gdy Mainz wygrało z nimi w pierwszej wiosennej kolejce 5:0, spojrzeliśmy na siebie wymownie. Gdy Hamburg wygrał tam w drugiej wiosennej kolejce 3:0, zaczęliśmy szukać drugiego spadkowicza. Gdy Kolonia nie potrafiła im w trzeciej kolejce strzelić gola, znaczyło to, że Kolonia ma naprawdę straszliwy problem z grą u siebie. 

Ale w czwartej wiosennej kolejce oni wygrali w Hanowerze. Mają 23 punkty. Rok temu Hamburg utrzymał się mając 27. Oczywiście, to 27 punktów HSV to był najniższy wynik, jaki kiedykolwiek dał utrzymanie. Ale dał. Patrzę na ten dół tabeli i tam jest tyle beznadziejnie słabych drużyn, że strefa spadkowa ich wszystkich nie pomieści. Myślę, że jest już jasne, że w tym sezonie z Bundesligi nie spadną wszyscy ci, którzy na to zasługują. Hamburg, choć – jak sugerowałem ostatnio, stara się bardziej – jest momentami  (w sobotę nawet przez 90 minut) beznadziejny. Mainz zatraciło większość atutów z poprzednich lat i jego spadek byłby przykry, ale nie niesprawiedliwy. Hertha gra… jak Hertha. Stuttgart nie daje żadnych znaków życia. A Freiburg zawsze może spaść. Mamy jeszcze Dortmund, który długimi fragmentami sezonu o zdegradowanie z ligi się prosił. Ta cała beznadziejna zgraja sprawiła, że Paderborn jeszcze ani razu w tym sezonie nie było w strefie spadkowej.

Zrobili w Paderborn coś niesamowitego wiosną, zrobili coś niesamowitego jesienią. Teraz znów nikt im nie daje szans. Ale jest w tym Paderborn coś wyjątkowo bezczelnie walecznego. Tytuł klubowego hymnu to “Helden geben nie auf”, czyli “Bohaterowie nigdy się nie poddają”. Fajny zresztą, posłuchajcie.

To nie tylko puste hasło. Wczoraj po raz szósty w sezonie Paderborn zdobyło punkty, choć pierwsze straciło bramkę. Łącznie 10 z 23 punktów beniaminek zgarnął w meczach, w których przegrywał. Przeciwko Dortmundowi odrobił nawet dwie bramki. Paderborn naprawdę nigdy się nie poddaje. Nawet jeśli cała ta dramatyczna walka o utrzymanie zakończy się spadkiem, który każda mądra głowa skwituje wzruszeniem ramion i stwierdzeniem: “No, tak od początku mówiłem, że spadną (gdy to piszę, słyszę głos Chałaśkiewicza)” wieczny szacunek dla tego klubiku.

Owszem, każdy mówił, że spadną. Ale nie spotkałem nikogo, kto by mówił, że spadną po tak pięknej walce. A może jednak nie spa…? <łapie uciekające wodze fantazji>

Podziel się wpisem: