Kiedy Bayern staje się na moment przaśny

Może Bayern chcieć być globalną superkorporacją jak Real, Manchester United czy Barcelona. Może nawet już się nią stał. Może zatrudniać trenera ze światowego topu, ściągać najlepszych piłkarzy i dawać im wielkie pieniądze, a przy tym wygrywać trofea. Ale przychodzi jeden czas w roku, kiedy wszystko to staje się tak bawarsko przaśne. Jaką by ktoś nie był metroseksualną gwiazdką, przestanie nią być jak się go zakuje w skórzane spodenki.

Jest coś niezwykłego, a przy tym bardzo sympatycznego w tym, że w świecie wielkich marek, coraz bardziej oderwanych od swoich naturalnych środowisk, Bayern raz w roku, jak sama nazwa wskazuje, we wrześniu, przypomina, że w nazwie ma jednak Bawarię. I tłumnie stawia się na Oktoberfeście.

To połączenie wszystkiego, co Niemcy lubią najbardziej. Kiwania się przy dożynkowej muzyczce na wielkich ławach, picie piwa z wielkich kufli, trzymanych przez kelnerki z wielkimi piersiami. Mężczyźni są wyjątkowo poszkodowani. O ile jeszcze koszule oktoberfestowe są w porządku, o tyle do założenia tych skórzanych spodenek trzeba mieć sporo dystansu, albo sporo polanego piwa. Z kobietami lepiej. Zwłaszcza tymi hojnie obdarzonymi, co akurat w przypadku żon i dziewczyn piłkarzy jest niemal normą, nawet jeśli sowicie opłaconą.

Piwnych festiwali lepszych od Oktoberfestu jest w całych Niemczech mnóstwo. Np. odbywający się równolegle Michaeli Kirchweih w Fürth. Piwo oktoberfestowe jak na warunki ogólnoświatowe jest dobre, ale jak na warunki niemieckie, nie porywa. Tandety dużo, trudno o miejsce, bo jak ktoś siądzie i łupnie dwa litrowe kufle, to już nie wstanie do listopada. Ale nie o to w gruncie rzeczy chodzi w Oktoberfeście. Chodzi o “zicke zacke, zicke, zacke hoi, hoi, hoi!”

Bayern jak co roku obfotografował się już z kuflami i w tradycyjnych strojach. Nie jest niespodzianką, że najbardziej do twarzy w tym Thomasowi Müllerowi. On ma bawarską przaśność wypisaną na twarzy.

Xabi Alonso wygląda na lekko zagubionego.

Bawarczycy pojawią się jeszcze na Oktoberfeście po to, by legalnie, pod okiem trenera, nachłeptać się piwa i pokazać jak sobie z wielkimi kuflami radzą ich partnerki. Poszkodowani są tylko Ribery i Benatia, muzułmanie, którzy nawet do pozowania kufli nie wzięli.

Ale w Monachium jest przecież nie tylko Bayern, ale też TSV 1860. II-ligowiec przygotował na ten rok FANTASTYCZNE okolicznościowe koszulki meczowe, w których można od razu iść na Oktoberfest.

Nie trzeba dodawać, że “Lwy” też potrafią się bawić przy piwie. Rok temu nagrałem – też w porze Oktoberfestu – bawarskich grajków występujących na Allianz Arenie przed meczem TSV 1860 z Borussią Dortmund. Kłócili się ta melodyjka i grajcarzy z futurystyczną areną.

Piękna tradycja. Trochę jeszcze lokalnego romantyzmu w futbolu zostało. Nawet na najwyższej półce.

Podziel się wpisem: