Dzień 3. Co tam się dzieje, Wąski?!

Tak dobrych meczów na mistrzostwach świata nie widziałem od…, od…, od wczoraj. Tak dobrego rozpoczęcia turnieju nie widziałem nigdy. Dziadek mówi, że ostatni raz tak dobre rozpoczęcie widział w 1974 roku, czyli jeszcze przed czasami gdy Józefa Wojciechowskiego ostatni raz bolał ząb.

Nie wiem, w co ręce wsadzić, bo wczoraj/dzisiaj cztery mecze i każdy coś wniósł. Wydawało się, że nikt nie zagra tak ciekawego meczu jak Hiszpanie z Holendrami przez najbliższe 10 lat, tymczasem 24 godziny później Anglicy i Włosi stworzyli nawet lepsze widowisko. Od pierwszej do ostatniej minuty ostrzeliwanie jak w Szklanej Pułapce.

Anglicy niby przegrali jak zwykle, ale nie sposób nie zauważyć, że kadrę mają świeżą, energiczną jak dawno. I obrona i pomoc i atak wyglądały bardzo dobrze. Świetnie prezentował się Henderson, bardzo dobrze Stirling. Liverpool może i nie wygrał mistrzostwa Anglii, ale dla atrakcyjności angielskiej piłki zrobił więcej niż ktokolwiek inny w ostatnim czasie. Zresztą aż siedmiu zawodników z wczorajszego podstawowego składu występuje w klubach z miasta Beatlesów. Klubach, bo Everton też miał swoich ważnych przedstawicieli.

A Włosi? Zawsze życzyłem im tego, co się stało w RPA, tymczasem dziś mają fascynującą drużynę. Kto mówi o catenaccio i symulowaniu w kontekście Włochów, ten zatrzymał się gdzieś w latach 90. Dzisiaj to zapierająca dech w piersiach drużyna. Pirlo jest jak wiadomo bogiem, ale to, że np. Antonio Candreva potrafi grać aż tak dobrze, było pewnym zaskoczeniem. Nieobecność Buffona dobrze przykrył Salvatore Sirigu. Naprawdę, ta grupa śmierci jest bardziej śmierci niż wszyscy przypuszczaliśmy.

A to przez Kostarykę. Cóż, nie wyobrażałem sobie, że ktokolwiek z nią straci punkty, a co dopiero, że po pierwszej kolejce będzie liderem i rozsmaruje mistrza Ameryki Południowej! Że Keylor Navas jest znakomity wiadomo było od dawna, ale wczoraj pokazała się i świetna defensywa i Christian Bolanos i przede wszystkim Joel Campbell. Mistrzostwa świata są nie po to, by świat znów podziwiał Iniestów i Messich, ale by dowiadywał się o takich właśnie Campbellach.

Osiem lat temu Polska ograła na mistrzostwach świata Kostarykę. My teraz nie umiemy prosto kopnąć piłki, a oni zachwycili planetę. Trzeci świat – przynajmniej piłkarski – jest tutaj, a nie tam.

Mówi się, że Urugwaj właściwie jedzie już do domu. Bzdura. Dlaczego zakładamy, że Anglicy i Włosi rozbiją Kostarykę? Niemożliwe, że Kostaryka ich ogra? Wczoraj o tej porze niemożliwe było, że ogra Urugwaj.

***

Mecz Kolumbii z Grecją był dotychczas najsłabszym, ale to świadczy tylko o tym, jak dobre mistrzostwa oglądamy. Świat przez te 90 minut stał na głowie. Grecy po raz pierwszy od czasów Sokratesa i Platona stracili gola po stałym fragmencie gry, a po raz pierwszy od Homera byli zmuszeni do gry atakiem pozycyjnym. To się musiało źle skończyć. Kolumbia nie zachwyciła, ale wygrała 3:0, bez swojej największej gwiazdy. To pokazuje, jak wielkie ma możliwości. Ozdobą meczu była gra Juana Cuadrado. Piszczkowi życzę, żeby wzięła go Barcelona, ale Barcelonie życzę, żeby wzięła Cuadrado. Sorry, Łukasz.

***

Z kolei mecz nie dla słabych, czyli rozgrywane o trzeciej w nocy spotkanie Wybrzeża Kości Słoniowej i Japonii pokazało, co to jest autorytet i charyzma. Cały świat ma tendencje do nazywania “charyzmatycznym” tego, który najwięcej krzyczy. Drogba nie krzyczał, nie pajacował. Samo jego wejście na boisko wytworzyło jakąś mistyczną atmosferę. Na trybunach zrobił się tumult, kibice afrykańscy zaczęli rytmiczniej podskakiwać, a piłkarze lepiej grać. Drogba nie musiał dotykać piłki. Wystarczyło, że był, a jego koledzy  w trzy minuty zdobyli dwie identyczne bramki. Jedno z objawień dnia to prawy obrońca Tuluzy Serge Aurier. Oj, Wenger, trzeba go było kupić przed mundialem.

Żal mi Japończyków, którzy przez godzinę grali lepiej. Ale grupa jest na tyle wyrównana, że mogą się jeszcze w niej dziać cuda.

W ogóle, spodziewam się cudów. Nie ma co chwalić mistrzostw po trzech dniach, nie ma co wyciągać wniosków po jednym meczu, ale na pewno te mistrzostwa są za dobre, żeby ich nie oglądać.

Podziel się wpisem: