Dla polskiej piłki lepiej, by Probierzowi się udało

Michał Probierz polaryzuje jak żaden inny trener w polskiej piłce. Odczuwam to bardzo wyraźnie, wrzucając co tydzień cytaty z jego konferencji prasowych do mediów społecznościowych. Niemal zawsze to, co mówi Probierz, wywołuje falę komentarzy. Najczęściej negatywnych. Trenerowi Cracovii można wiele zarzucić, bo starannie pielęgnuje wizerunek oblężonej twierdzy. To sprawia, że jego porażki u wielu wywołują Schadenfreude. Radość z cudzego nieszczęścia. A jednak, kibicując polskiej piłce, trzeba kibicować Probierzowi.

Makiaweliczny początek

Za pracę w Krakowie zabrał się w sposób niespotykany. Praktycznie każdy trener mówi na początku, że jest zwolennikiem ewolucji, a nie rewolucji. Probierz dostał na dzień dobry od Janusza Filipiaka pełnię władzy i od pierwszego dnia udowodnił całemu otoczeniu, że ją dostał. Jak z podręcznika polityki Machiavellego: wszystkie „okrucieństwa” popełnił od razu, jednocześnie, nie czekając ani chwili. Był jak nowy właściciel domu, który stwierdził, że tu nie ma co remontować, tylko trzeba wszystko wypalić do samej ziemi. I zacząć od nowa. O Cracovii Filipiaka przez piętnaście lat mówiło się jako o klubie z dużym, ale uśpionym potencjałem. W tym czasie tylko raz awansowała do europejskich pucharów (no, dwa, jeśli zaliczyć Puchar Intertoto). Mniej, niż Ruch Chorzów, Piast Gliwice czy Jagiellonia Białystok, mające znacznie mniejsze możliwości. Chcąc naprawdę coś w Cracovii osiągnąć, raczej nie można było przyjść tam i powiedzieć: „Wszystko robicie dobrze, róbcie tak dalej”. Szaleństwem jest robić cały czas to samo i oczekiwać innych rezultatów. Probierz podkreślał jesienią, że nie można mieć do niego pretensji o zrobienie rewolucji kadrowej, bo większości zawodników, którzy odeszli, i tak kończyły się kontrakty. Ale to bajerowanie. Jeśli trener jakiegoś zawodnika naprawdę chciał, jak Jaroslava Mihalika, potrafił przekonać prezesa, by wydał na niego rekordowe w skali klubu 850 tysięcy euro. Można uznać, że Probierzowi było na rękę, iż większości kadry kończyły się kontrakty. Łatwiej było budować od zera.

Nadeszła nowa era

Nie wiadomo do końca, ile jest zasługi nowego trenera w tym, że tuż po jego pojawieniu się w klubie, sporo zaczęło się dziać w ośrodku treningowym przy ulicy Wielickiej. Cracovia miała budować porządną bazę w podkrakowskiej Rącznej, ale na razie nie wbito jeszcze pierwszej łopaty. Na jakość bazy treningowej regularnie narzekał Jacek Zieliński, poprzednik Probierza. Nagle, w lecie, zrobiony nowy drenaż boiska z naturalną nawierzchnią, wymieniono sztuczną murawę, w miejscu dawnego sklepu z gadżetami zrobiono siłownię. Cracovia dostała na renowację bazy zewnętrzne dofinansowanie. Prawdopodobnie niektóre z przeprowadzonych zmian doszłyby do skutku także, gdyby nie zatrudniono Probierza. Może nawet większość. Siłownia też nie była wielką rewolucją, bo jedna już w ośrodku była. Rzeczywiste zasługi mają jednak w tej kwestii drugorzędne znaczenie: ważne, że w lecie, gdy przyjeżdżało się na Cracovię, widać było, że praca wre. Kotłowało się jak w ulu. Jedna ekipa remontowa mijała się w bramie z drugą. Powstało wrażenie, jakby naprawdę w klubie rozpoczynał się nowy etap, a nie tylko zmienił się trener i kilku zawodników.

Patrzyli wilkiem

Terapia wstrząsowa w drużynie trwała nieustannie i nie zakończyła się na kilkunastu transferach z klubu i do klubu. Dotyczyła też zmiany hierarchii wśród tych, którzy zostali w kadrze. Wystawienie w składzie na pierwszą kolejkę Adama Wilka czy Kamila Pestki mogło wyglądać na pokazówkę i kupowanie sobie czasu. Podobnie jak wpuszczanie 17-latka Sylwestra Lusiusza przy niepewnym wyniku w meczu ze Śląskiem Wrocław (ostatecznie 1:2) czy ciągłe miotanie się od ściany do ściany, najbardziej widoczne na przykładzie Huberta Adamczyka: w poniedziałek wychodzącego w podstawowym składzie na mecz z Koroną (2:4), a w piątek tego samego tygodnia wskazanego przez trenera do wypożyczenia. Probierz przypominał w tym czasie Franciszka Smudę z czasów pracy w Jahnie Ratyzbona: „wprawdzie spadłem z ligi, ale do dziś mi dziękują za to, jak im wyremontowałem szatnię”. Na każdej konferencji diagnozował krytycznie polski futbol, raz na parę miesięcy przemawiał w ciemnych okularach, czasem sadził roślinkę. Na boisku nie mógł wygrać przez prawie trzy miesiące. Jego krytycy mieli używanie: „Probierz potrafi tylko gadać. Probierz potrafi tylko pracować w Białymstoku. Probierz nie stawia na młodzież, tylko wrzuca ją do oceanu pełnego rekinów, niech się Probierz zajmie trenowaniem”. Puentą tego okresu było historyczne lanie w derbach Krakowa na własnym stadionie i tamto pamiętne zdjęcie z Radosławem Sobolewskim, gdy obaj nie podali sobie ręki przez dawne zaszłości. To był moment, w którym Cracovia sięgnęła dna. Przez pół roku grała futbol, na który – poza drobnymi wyjątkami, jak w derbach na stadionie Wisły – nie dało się patrzeć, a na dodatek została upokorzona przez lokalnego rywala. Wśród kibiców „Pasów” Probierz wtedy stracił chyba ostatnich zwolenników. Na klubowej wigilii dzień później mówił, że czuje, iż patrzy się na niego wilkiem. W tym momencie Filipiak mógł go z czystym sumieniem zwolnić, wszyscy by to zrozumieli, wielu by przyklasnęło. Do składu wróciliby wszyscy ci, których Probierz pomijał. Cracovia jakiś mecz by wygrała, jakiś przegrała, pewnie ostatecznie utrzymałaby się w lidze, bo jednak skład ma raczej zbyt mocny, by spaść. Probierza obwołano by nieudacznikiem, on by dosadnie odpowiedział, wylałaby się na niego fala hejtu. Scenariusz na kolejne miesiące był już rozpisany. Tylko prezes Cracovii go potargał.

Szukanie piłkarskiego Rohaczka

Filipiakowi przypięto łatkę prezesa wyjątkowo niecierpliwego. Drugiego Bogusława Cupiała czy Józefa Wojciechowskiego. Miał oczywiście w czasie swoich rządów takie epizody. Trzeba jednak zauważyć, że Wojciech Stawowy za pierwszym razem pracował u niego prawie cztery lata (owszem, miał czternaście, ale cztery lata to też nie taki częsty wynik), za drugim razem prawie dwa, Stefan Majewski i Jacek Zieliński ponad dwa. Nawet w ostatnich latach nie wydaje się, by Filipiak nie trzymał ciśnienia. Zielińskiego, choć po pucharowym sezonie drużyna zjechała tuż nad strefę spadkową, co prezesi zwykle ciężko znoszą, nie zwolnił przez całe rozgrywki. Nie zwolniłby nawet po nich, gdyby akurat na rynku nie pojawił się Probierz. Nawet Robert Podoliński, który w Cracovii miał słabe wyniki i słaby styl, przez co od praktycznie samego początku był pod presją, wytrwał na stanowisku od początku sezonu do kwietnia. Nie chcę robić z Filipiaka wzoru cierpliwości, ale w polskich warunkach na pewno nie jest najbardziej w gorącej wodzie kąpanym szefem klubu. W czasie, gdy pozostałe drużyny z dolnej części tabeli zwalniały trenerów, nawet po dwa razy, jak Lechia i Termalica, Filipiak przedterminowo przedłużył kontrakt z Probierzem, co można traktować jako wotum zaufania. Całkiem możliwe, że gdzieś w głębi serca marzy się właścicielowi Cracovii znalezienie takiego trenera, jakim w jego hokejowej sekcji jest Rudolf Rohaczek, który zajmie się wszystkim, co trzeba. Czech pracuje w Cracovii już od czternastu lat.

Druga rewolucja

Probierz więc został. I przeprowadził drugą rewolucję. W pierwszej pozbył się zawodników, o których już patrząc z boku wiedział, że świata, Polski ani nawet Krakowa z nimi nie podbije. W drugiej pozbył się tych, którzy rozczarowali go przy bliższym poznaniu. Znów, trenera mocno się krytykowało, bo zrezygnował z kilku takich, których lubiano, którym pamiętano, że kiedyś dobrze grali, albo kiedyś dobrze się zapowiadali. Patrząc jednak na szczegóły, trudno się trenerowi dziwić. Mateusz Szczepaniak (napastnik; zwykle ustawiany na skrzydle, ale stamtąd też się da strzelać gole) przez cały 2017 rok zdobył jedną bramkę. Jakub Wójcicki, skrzydłowy, przez całą rundę regularnej gry nie strzelił gola i zaliczył jedną asystę. Przesympatyczny Deleu już od jakiegoś czasu przestał dawać jakość. Sebastian Steblecki ma 26 lat, ponad osiemdziesiąt występów w lidze i ledwie siedem goli oraz pięć asyst na koncie, choć jest przecież ofensywnym zawodnikiem. Każdego ze skreślanych zawodników w jakiś sposób było szkoda, ale też w praktycznie każdym przypadku (może poza Sandomierskim), rozstanie dało się bardzo łatwo sportowo wytłumaczyć. Od czasu drugiej rewolucji Probierza, Cracovia wygrała cztery mecze, zremisowała jeden i jeden przegrała. W tym czasie jest najlepiej punktującą drużyną w lidze. Rozbiła czterema bramkami na wyjeździe Górnika Zabrze. Urwała punkt Legii, co Cracovii nie zdarzało się często. Zaczęła wygrywać na własnym stadionie. Przede wszystkim, zaczęła wyglądać jak niezła drużyna, ze względnie stabilną obroną i łatwym do rozpoznania pomysłem na grę.

Powiew młodości

Jednocześnie, wciąż nie porzucono kursu wpuszczania do ligi młodych graczy. Po kilku miesiącach, Pestka przestał wyglądać jak pokazówka trenera, a zaczął jak normalny ligowy lewy obrońca. Milan Dimun wyrósł na dość solidnego środkowego pomocnika, Wilk w kilku meczach nieźle się pokazał, ważnymi postaciami obrony są 22-letni Michał Helik i Michal Siplak, a jednym z najlepszych strzelców ligi ich rówieśnik Krzysztof Piątek. W Cracovii obecność młodzieży stała się tak powszechna, że 21-letniego Mateusza Wdowiaka, mającego na koncie już ponad sześćdziesiąt występów w ekstraklasie, przestaje się traktować jak młodego. Czyli tak, jak docelowo powinno być. W tym sezonie Probierz dał zagrać sześciu nastolatkom, ale ważniejsze jest, że aż czterech graczy U-21 rozegrało w ekstraklasie ponad pięćset minut, czyli gra względnie regularnie. Żaden inny zespół, łącznie z Górnikiem Zabrze, nie może się pochwalić takim rezultatem. Generalnie, trzydzieści najmłodszych wyjściowych jedenastek wystawionych w tym sezonie ekstraklasy należało do Górnika i Cracovii. Pasy są też drugim co do najmniej doświadczonych zespołów w ekstraklasie po Górniku. W niektórych miesiącach tego sezonu należały do najmłodszych zespołów w Europie. W lidze, w której najpierw zapowiada się odmłodzenie, a później wystawia na hit piłkarzy o średniej wieku powyżej 31 lat (Legia), trzeba to docenić. Cracovia, strzelając w niedzielę zwycięskiego gola Arce, miała na boisku piłkarzy o średniej wieku 24,09. Najstarszy Polak w kadrze – Damian Dąbrowski – ma 25 (!) lat. Jedynymi zawodnikami powyżej 30. roku życia są bramkarz Michal Pesković i kapitan Miroslav Covilo. Zespół jest ewidentnie zbudowany według zasady: młodzi Polacy otoczeni doświadczonymi obcokrajowcami. Zagraniczni mają być gwarantem, że Cracovia, stawiając na młodzież, nie spadnie jednocześnie z ligi.

Podobieństwa Górnika i Cracovii

Koronnym argumentem przeciwników Probierza przy wyliczankach średniej wieku jego drużyny było: „nie sztuka stawiać na młodzież, ale sztuka stawiać na gotową młodzież. Dlatego Marcin Brosz robi to dobrze, a Probierz źle”. Mam wielki szacunek do pracy trenera Brosza. Od dziesięciu lat jestem pod jego wrażeniem i od tego czasu wróżę mu selekcjonerską karierę. Trzeba jednak pamiętać, że zanim Szymon Żurkowski, Maciej Ambrosiewicz czy Tomasz Loska zaczęli robić furorę w ekstraklasie, przez rok trenowali z pierwszym zespołem, byli wprowadzani w sparingach, ewentualnie grali ogony w I lidze. Nie było tak, że Żurkowski przyszedł z juniorów i z miejsca podbił ekstraklasę. Nie, Żurkowski przyszedł z juniorów, dziewięć miesięcy trenował u boku doświadczonych i był powoli przygotowywany do tego, aż nadejdzie jego moment. W I lidze było to trochę łatwiej przeprowadzić. Grając w ekstraklasie i walcząc o przetrwanie, Probierz kilku graczy musiał rzucić na głęboką wodę. Niemniej, przez cały czas robi coś podobnego, jak Brosz: daje młodym grać w sparingach, ma ich codziennie na treningach i gdy pewnego dnia stwierdzi, że to jest ten moment, wpuści 18-letniego Sebastiana Strózika na godzinę gry w ekstraklasie (jak w ostatnią niedzielę). Cała zgraja, która ciekawie prezentowała się w sparingach, czeka w przedsionku. Można powiedzieć: „w sparingach się nie liczy”. A jednak nie widzę wielu trenerów, którzy w zimie dawali nastolatkom grać w meczach przygotowawczych tak dużo, jak Probierz. Nie widzę wielu, którzy zabierali na obóz 16-letniego Michała Rakoczego i w każdym meczu przekazywali mu indywidualne wskazówki. Dla takiego 16-latka indywidualne wskazówki od najbardziej doświadczonego trenera w ekstraklasie, to uniwersytet. Sam Brosz, opowiadając o swoim Górniku, wspomina zimowe sparingi w Słowenii, gdzie kadra B spisała się lepiej, niż kadra A. W kadrze B grali m.in. Loska, Żurkowski, Ambrosiewicz czy Wolniewicz. Sparingi mają znaczenie.

Zdolny drugi szereg

Zarzuca się często Probierzowi, że ściąga wielu zagranicznych piłkarzy. W ciszy jednak Cracovia ściąga wielu Polaków. Tyle że do juniorów. Pasy w zimie wzmocniły się Danielem Pikiem i Filipem Majchrowiczem z Polonii Warszawa. Radosława Kanacha wcześniej, jeszcze za Zielińskiego, wzięły ze Stali Rzeszów, Lusiusza z Karpat Krosno. Krakowianie od lat robią z juniorami jak z Bartoszem Kapustką czy z Mateuszem Klichem – ściągają ich jako nastolatków z mniejszych klubów i starają się wprowadzać do dorosłej piłki. Mało kto, jak Wdowiak czy Wilk, jest wychowany w Pasach od pierwszego dnia. Efekt sporej transferowej aktywności do drużyny juniorów jest taki, że w drugim szeregu czeka zdolna grupa, która widzi, że trener postawi na nich, gdy tylko dadzą sygnał. To bardzo cenne i może dać efekty nawet wiele lat po tym, jak Probierza już w Cracovii nie będzie.

Idzie wiosna

Po kilku miesiącach od drugiej rewolucji i lania z Wisłą, Cracovia traci pięć punktów do grupy mistrzowskiej. Nikt by w grudniu nie powiedział, że na cztery kolejki przed końcem sezonu zasadniczego nadal będzie miała szanse na grę w górnej ósemce. Nawet jeśli jednak to się nie uda (a myślę, że raczej jednak się nie uda), Cracovia ma coś ważniejszego: na nowych fundamentach coś zaczyna wzrastać. Mówimy o klubie z tradycjami, kibicami (wiem, że aktualnie trwa bojkot, ale jednak losy Pasów obchodzą wiele osób), bogatym właścicielem, z dużego miasta, z nowym stadionem, z perspektywami na niezłą bazę treningową i takim, w którym trener ma naprawdę dużą wolność i narzędzia, by wdrażać swoje pomysły. Jednocześnie kibice Cracovii są takimi fatalistami, przyzwyczajonymi do tego, że nic się w tym klubie nigdy nie udaje, że presja jest mniejsza, niż w wielu innych miejscach. Typowy kibic Wisły spodziewa się, że jego klub będzie walczył o mistrzostwo, a gdy okazuje się, że jednak nie walczy, jest rozczarowany. Kibic Cracovii spodziewa się, że jego klub będzie walczył o utrzymanie (i raczej na końcu spadnie). W takich warunkach może być łatwiej o odrobinę cierpliwości. Gdyby Probierzowi się udało, polska piłka zyskałaby na mapie miejsce, w którym można notować przyzwoite wyniki, przy jednoczesnym stawianiu na młodzież i zarabianiu na transferach. Jest początek wiosny, roślinka Probierza naprawdę zaczyna kiełkować.

Podziel się wpisem: