Czy Niemcy będą cyniczni

Jak się ogląda mundial, trzeba oglądać wszystko. Tylko frajerzy oglądają wybrane mecze, tylko oni wiedzą, które wybrać. Dziecinada czysta – na mundialu nie ma meczów mniej ważnych. Ileż to razy, gdy byłem młody i naiwny, opuszczałem jakieś spotkania na oko bezbarwne i na rozum bez znaczenia i zawsze się okazywało, że na tych trzeciorzędnych sparingach działy się rzeczy wstrząsające i niepoczytalne: jakieś monstrualne wyniki, jakieś niebywałe ekscesy, jakieś krwawe porażki stuprocentowych faworytów, jacyś kuwejccy szejkowie na płycie.

Chyba żaden mecz mundialu nie potwierdzał tych słów Jerzego Pilcha bardziej niż spotkanie Algierii z Koreą Południową. Jeszcze bluźnierczo kwiliłem na Twitterze, że z grupy H nikt nie powinien wyjść, a zamiast tego powinniśmy dobrać dwie najfajniejsze odpadające drużyny z innych grup. Ustawiałem w głowie, kogo bym wybrał i wyszło mi, że dwie to za mało. Bo za dobrzy żeby odpaść są Meksyk/Chorwacja, Anglia, Włochy/Urugwaj, Ghana/Stany Zjednoczone. Wyszło więc na to, że system jest jednak bardzo sprawiedliwy i wychodzi dokładnie tylu, ilu trzeba. A na końcu okazało się nawet, że tę grupę H strasznie niesprawiedliwie oceniłem.

Dlaczego niby taka Algieria miałaby nie wyjść? Zagrała wczoraj z Koreą znakomitą piłkę (nudne to już, wszyscy znakomici). Odkryła ponownie piękno “lagi do przodu”. To była w pełni zdyscyplinowana drużyna, która z zamysłem nie bawiła się w rozegranie tylko waliła z całej siły w kierunku napastnika. Podwórkowość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ja się wychowałem na podwórkach, na których grało się lagę do przodu. Żal mi było patrzeć, gdy dzisiejsi młodzi utrzymywali piłkę i próbowali grać tiki-takę. Nuda. Nam się najfajniej grało – laga od obrony lub bramkarza, bieg, strzał. Futbol to szybki sport jak Algieria. A Korea, choć do przerwy wyglądała na przybłędę, po przerwie pokazała, po co tam przyjechała. Hueng Min Son przechodził samego siebie. I tylko szkoda, że Belgia nie musiała nic pokazać, by wygrać grupę. Dalej uważam, że ta drużyna świata nie zawojuje.

Świat zawojują Amerykanie, czy nam się to podoba czy nie, choć jeszcze nie teraz. Zrobili to z siatkówką, która była dla nich obcym sportem, ale nauczyli się podbijać i dziś są w tym jednymi z najlepszych na świecie. Z piłką idzie im dłużej, oporniej, ale też to zrobią. Robią wielkie postępy, które każą mi o Klinsmannie zacząć myśleć jako o naprawdę porządnym trenerze. Tym razem mecz kompletnie im się nie ułożył, kiks Camerona to był kryminał, to, że bramkarz siadł na tyłku przed strzałem – też. Wszystko układało się przeciw nim. A jednak byli za dobrzy, by przegrać. Pudłowali na potęgę, inaczej niż w meczu z Ghaną, ale zasługiwali. Nigdy nie widziałem Fabiana Johnsona tak biegającego do przodu. Mamy mundial bocznych obrońców, ale występ Johnsona i tak był jednym z najbardziej spektakularnych na tych mistrzostwach.

Podobnie gol Jermaina Jonesa, po takich nie ma co zbierać. Zasłużenie Amerykanie prowadzili, bo Portugalia była szokująco słaba. Tym razem Jankesi nie zagrali do końca, a to przede wszystkim wina Bradley’a. Sorry, ale jak w 95. minucie tak głupio traci się piłkę w środku pola, to zawsze kończy się to golem. Futbol nie wybacza błędów w doliczonym czasie gry.

Sytuację mają Amerykanie i tak dość przyzwoitą. Szykuje się mecz przyjaźni Loewa z Klinsmannem, choć… oni się wcale nie przyjaźnią. Turniej to jednak turniej, trzeba umieć kalkulować. W dłuższej perspektywie wiadomo, że Amerykanie nie zagrożą Niemcom w wygraniu turnieju, a Portugalczycy – jak się rozkręcą, jak strzeleckie buty znajdzie Ronaldo – już mogą. Według mnie należy cynicznie wykorzystać okazję, perfidnie zremisować i nie wypuścić z grupy Portugalczyków. Sport zawodowy i podwórkowy łączy może piękno lagi do przodu, ale dzieli kalkulacja. W tym pierwszym jest pożądana, w drugim zakazana.

Podziel się wpisem: