Bundesliga jak mundial. Spożywać w całości

Uwaga! Tekst zawiera ulepszacze w postaci dwóch cytatów z Jerzego Pilcha.

Pierwszy przeczytałem wczoraj u Michała Okońskiego. Kradnę: “Jak się ogląda mundial, trzeba oglądać wszystko. Tylko frajerzy oglądają wybrane mecze, tylko oni wiedzą, które wybrać. Dziecinada czysta – na mundialu nie ma meczów mniej ważnych. Ileż to razy, gdy byłem młody i naiwny, opuszczałem jakieś spotkania na oko bezbarwne i na rozum bez znaczenia i zawsze się okazywało, że na tych trzeciorzędnych sparingach działy się rzeczy wstrząsające i niepoczytalne: jakieś monstrualne wyniki, jakieś niebywałe ekscesy, jakieś krwawe porażki stuprocentowych faworytów, jacyś kuwejccy szejkowie na płycie”

Dzisiaj stwierdziłem, że tak samo jest z Bundesligą. Pojechałem na mecz naprawdę daleki od hitowego, ot dwóch średniaków, VfB Stuttgart z Hannoverem i gorzko zapłakałem. Naprawdę już za chwilę będę musiał oglądać na żywo Widzew i Zagłębie Lubin? Wydawało mi się, że Stuttgart zagrał w ofensywie zjawiskowo, ale dziennikarz “Kickera”, który ogląda ich regularnie na żywo, mówi, że owszem nieźle, jednak bywało lepiej. No, to ja już nie wiem, co o tym myśleć.

Sześć goli, w tym trzy w odstępie pięciu minut (ciekawe pytanie zadało wtedy Deutsche Welle na Twitterze: “Czy oni grają w koszykówkę?”). Hannover był niezły, imponowała niesamowita szybkość i siła Dioufa. Co ciekawe, okazało się, że nie warto strzelać gole. Sobiech, zdobywając bramkę, został zahaczony przez Schwaaba (nazwisko) w kolano i mocno cierpiał. Sane zdobywając drugą bramkę został znokautowany przez Ullreicha. Nie dziwota, że się Hannoverowi odechciało dalej strzelać. Cieszy mnie, że Sobiech zaczął wyglądać jak pełnoprawny uczestnik Bundesligi – to znaczy gdy wyskakuje do główki, to zwykle obrońca ląduje na ziemi bez amortyzacji, a gdy się zastawia, to rywal się kładzie. Jak by to powiedział Hardkorowy Koksu: Siła! Sobiech nie będzie gwiazdą na miarę Lewandowskiego, ale ma wszelkie szanse utrzymać się na średnim poziomie Bundesligi (czyli bardzo wysokim!) przez lata. Oby tak było. Poza tym, przyjemność patrzeć na to, jak Marcelo wyprowadza piłkę. Pełen spokój, świetna technika, widać, że Brazylijczyk. To jeden z nielicznych obcokrajowców, którzy po wyjeździe z Polski zrobili karierę. A o Wiśle i tak dalej pamięta. Znajomością najnowszego wyniku mi zaimponował.

Ale co tam Hannover, przede wszystkim zjawiskowy był Stuttgart! Leitner posyłał kluczowe podanie za asystą. Harnik strzelał i asystował. Ibisević do szczupaków fruwał idealnie poziomo (nogi na wysokości tułowia i głowy; wyglądał jak poziomica), ale Werner, Werner, co to jest za dzieciak! Rocznik 1996, więc za moich czasów na podwórku mógłby maksymalnie, ewentualnie biegać nam po piłkę. A tu szybkość, spokój i ta bezczelność. Mija rywali i ich upokarza. Jak mu któryś nie połamie nóg, to będzie kolejnym zawodnikiem ze Stuttgartu który zrobi wielką karierę. Dla mnie młodzi z Schalke (Draxler, Meyer) są fajni, ale Werner jest zjawiskowy.

Podpytałem przy okazji to tu to tam o Dominika Furmana, bo w mediach pojawiało się, że Stuttgart ma go zimą kupić. Otóż nikt tu o nim nie słyszał, a gdy podałem cenę ok. 3 milionów euro i dodałem, że nie jest specjalną gwiazdą ekstraklasy, to powiedzieli, żebym zapomniał. Gdyby był do wzięcia za darmo i przy tym czarował w lidze, to może by była szansa. Ale Stuttgart jest za biedny, by płacić za byle kogo 3 miliony euro. Bardzo ciepło wspominają za to Radosława Gilewicza, choć raczej za to jakim był człowiekiem, niż piłkarzem.

Czy ja napisałem Stuttgart jest za biedny? Cóż, wszystko na stadionie i wokół bije przepychem. Centrum Mercedesa wokół stadionu, wszędzie Mercedesy, gdy pada gol w innym meczu, w Stuttgarcie rozlega się trąbienie Mercedesa. Nie widziałem jeszcze wszystkich stadionów Bundesligi, ale na tych, które widziałem – włącznie z Allianz Areną – nie ma takiego komfortu pracy dla dziennikarzy. Telewizory z 15-sekundowym opóźnieniem pokazują na każdym stanowisku cały mecz. Nie ma już opcji, by – jak w Polsce – dogadywać się “to piszemy wszyscy, że to był Witold Cichy. Nikt się nie wyłamuje, ok?”.

Wyobrażam sobie, że tak jak Mercedes Arena będzie kiedyś wyglądał Stadion Śląski, o ile go ukończą. Przejeżdżam koło budowy i rozwiązania wyglądają podobnie. Z bliska wygląda to mało efektownie, ale z daleka ten podwieszany dach robi wrażenie.

Tak, w Bundeslidze trzeba oglądać każdy mecz. Kto patrzy tylko na Dortmund i Bayern, życia nie zna.

* * *

A wczoraj byłem w Norymberdze na meczu z Mainz i – tu drugi prawie cytat z Pilcha – “Nie wiedziałem, że Norymberga jest takim Podbeskidziem”. Tak, ten klub, mimo że nie żywię do niego sympatii, zapewnia mi tu w Niemczech odpowiednią dawkę uczuć, które znam od dziecka, a teraz mogę oglądać z zewnątrz i współczuć. Cholernie zimno, śnieg, że nic nie widać, 14 meczów bez zwycięstwa na “początku” sezonu, o jeden mecz od rekordu wszech czasów. A przecież nie miało być źle. Poprzedni rok był całkiem udany. Jak na warunki Bundesligi, stadion pusty, tylko 31 tysięcy. Po drodze, w pociągu, nie ma żadnych śpiewów, jak zwykle. Wszyscy idą jak na ścięcie.

Znam doskonale ten mechanizm. Tydzień temu byli w Leverkusen i patrzyli, jak Bayer ich łomocze trzema bramkami. Wychodzili ze stadionu i mówili sobie, że już nigdy się nie pojawią na stadionie i zapiszą się do kółka modelarskiego. Dzień później niechętnie obejrzeli powtórki i stwierdzili, że może nie nigdy, ale w tym sezonie to już na pewno. W poniedziałek poszli do pracy, pomyśleli o czymś innym, koło środy zaczęli myśleć, że w sumie można by ostatni raz, w czwartek zdecydowali, że pójdą, ale bez żadnej nadziei i emocji – chcą po prostu na chłodno obejrzeć mecz.

Siedzą więc tacy chłodni, oblepieni soplami i w 4. minucie Norymberga strzela gola. Najgorsze co może być. Zapominają o wszystkim, drą się, cieszą, wierzą, gęby im się śmieją. Dalej, na nich! Norymberga marnuje kolejną sytuację i następną, sędzia się myli na jej niekorzyść, obrońcy wybijają z bramki. W 60. minucie wiem już dokładnie, jak to będzie – zaraz dostaną gola. Jeśli ktoś taki ma się przełamać, musi wygrać 3, 4-0. Jeśli trzyma 1-0 do końca, to zawsze straci. Głowa. I w 75. minucie Mainz wyrównuje. 1-1. 15. mecz bez zwycięstwa. 31 tysięcy ludzi stwierdza, że już nigdy nie pójdzie na stadion…

Podziel się wpisem: