"Werder wzmocnił skład, a kasa i tak została w budżecie"

Werder Brema to jeszcze jakiś czas temu był poważny kandydat do czołowych miejsc w Bundeslidze. W ostatnich latach, z powodu problemów finansowych, klub popadł w przeciętność i nierzadko musiał drżeć do samego końca o utrzymanie. W lecie doszło w Bremie do zmiany na stanowisku dyrektora sportowego, co zawsze rodzi nowe nadzieje. Czy Werder w końcu rozpoczął drogę do odbudowy dawnej potęgi? Pytam o to dzisiaj, w dniu inauguracji Bundesligi, w której Bayern Monachium podejmie właśnie bremeńczyków, Mariusza Mońskiego, kibica Werderu, prowadzącego twitterowy, polskojęzyczny profil na temat tego klubu.

Lata minęły od czasów, kiedy Werder Brema ostatni raz liczył się choćby w walce o europejskie puchary. Widzisz chociaż jakieś światełko w tunelu, że bremeńczycy będą powoli wracać do czołówki?

Mariusz MOŃSKI: – Bardziej liczyłem przed meczem w Pucharze Niemiec (Werder odpadł ze Sportfreunde Lotte – przyp. MT). To był dla mnie trochę kubeł zimnej wody przed nowym sezonem. Ale generalnie, Frank Baumann, nowy dyrektor sportowy, zrobił fantastyczną robotę. W jedno okienko zrobił więcej dobrego niż Thomas Eichin przez całą karierę. Mam poczucie, że wzmocnił skład, a kasa i tak została w budżecie. Przyszło bardzo dużo nowych piłkarzy, jest cała nowa obrona. Jest na czym opierać nadzieję.

W poprzednim sezonie posada trenera Viktora Skripnika parę razy wisiała na włosku. Jesteś zadowolony, że jednak z klubu odszedł dyrektor sportowy Eichin, a nie trener?

– Jeżeli mają do niego szczere zaufanie, to jestem zadowolony. A jeżeli mają już kogoś innego nagranego, a tylko czekają na jego wpadkę, to moim zdaniem nie ma to sensu. Jeśli go nie zwolnią po kilku nieudanych meczach, to będzie znaczyło, że jest częścią jakiegoś planu. Ma w końcu pięciu nowych piłkarzy. Nie da się zrobić tak, żeby wszystko grało od razu. Zwłaszcza, że to zmiany w obronie. W ofensywie to można sobie jeszcze pokombinować, ale w defensywie zawodnicy muszą się choć trochę nawzajem znać. Z czasem pewnie defensywa będzie wyglądać lepiej, ale na inaugurację, z Bayernem Monachium, może być łomot…

Zachwycałeś się transferami Baumanna. Dlaczego?

– Odniosłem wrażenie, że wszystkie były przemyślane. Nie kupował ludzi tylko do zapełnienia składu, ale na konkretne pozycje. Kadra jest teraz bardzo liczna. Moim zdaniem zbyt liczna. Jeszcze z dziesięciu piłkarzy trzeba wytransferować lub przynajmniej wypożyczyć. 33 graczy do grania na jednym froncie, to za dużo. Szkoda na to pieniędzy. W ostatnich dniach okienka transferowego trzeba usiąść i zacząć ostre wycinanie. Przy takiej liczebności kadry, zbyt dużo byłoby ludzi niezadowolonych, siedzących wiecznie na trybunach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: “NIE ZABOLAŁA MNIE STRATA LEROYA SANEGO. ZA ROK MÓGŁBY PRZEJŚĆ DO BAYERNU”

Kilku piłkarzy też odeszło. Którego będzie ci brakować najbardziej?

– Na pewno boli strata Jannika Vestergaarda, bo to był prawdziwy lider defensywy. Gdy przychodził, różnie się o nim mówiło, ale okazał się strzałem w dziesiątkę. Zarówno na nim, jak na Anthonym Ujahu, Werder zarobił kupę pieniędzy. Obaj musieli odejść, bo Bremy nie stać, by odrzucać takie wielomilionowe oferty. Ale z nazwisk wynika, że następcy powinni być dobrze. Kompletnie się nie spodziewałem, że Baumann tak szybko załata te ubytki. I to nie piłkarzami nie wiadomo skąd, tylko konkretnymi, o realnej wartości. Gdy dany zawodnik odchodził, dwa dni później przychodził nowy. Widać, że dyrektor sportowy działał z planem.

Po którym ze wzmocnień obiecujesz sobie najwięcej?

 Będę mało obiektywny – po Florianie Kainzu. Oglądam go już wielu lat w austriackiej lidze. Dla mnie to najlepszy piłkarz austriackiej Bundesligi obok Jonathana Soriana z Salzburga. Kainz musi w Niemczech nabrać trochę masy, bo na razie może mieć syndrom Marcina Kamińskiego w Stuttgarcie. Ma umiejętności, ale twardzi obrońcy z Bundesligi go zniszczą. Podobnie było z Kevinem Kamplem po transferze z Austrii do Niemiec – w Borussii Dortmund przepadł, ale w Bayerze Leverkusen zaczął grać bardzo dobrze. Jeżeli Skripnik chwilę poczeka, da mu czas, to będzie z niego pożytek. Zresztą chyba tak będzie, bo nie ma potrzeby, by od razu go wstawiać, skoro jest chociażby Fin Bartels. Z tym że Kainz to dla mnie piłkarz o klasę lepszy od Bartelsa. Ciekaw jestem też nowych francuskich obrońców. Lamine Sane w Bordeaux podobno był długo liderem obrony, ciepło mówili o nim spece od Ligue 1. Niklas Moisander to były kapitan Ajaksu Amsterdam, co ma swoją wymowę. Swego czasu to był świetny obrońca. Pytanie, jak jest dzisiaj. Umiejętności zostają, ale szybkość może już nie być ta. Szybkim testem będzie mecz Bayernem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: “TO MOŻE BYĆ PRZEŁOMOWY SEZON BAYERU LEVERKUSEN”

Gdzie w tej kadrze widzisz największe braki, które z czasem mogą być problemem Werderu?

– Trudno powiedzieć o brakach, ale moim zdaniem największym błędem Skripnika jest to, że Sambou Yatabare jest ustawiany jako prawy, a nie defensywny pomocnik. W Belgii grał tylko i wyłącznie na środku pomocy. On nie ma technicznych umiejętności, kreatywności i szybkości na skrzydłowego. Jeżeli trener dalej będzie tak robił – a w Pucharze Niemiec tak zrobił – to wyrządzi krzywdę zarówno drużynie, jak i chłopakowi, wystawiając go cały czas na nie jego pozycji. W środku pomocy mógłby sobie świetnie poradzić. Nie znam Roberta Bauera, wziętego z Ingolstadt, ale Santiago Garcia przynajmniej będzie czuł, że ma na prawej obronie jakiegoś zmiennika. Ważne, że na każdej pozycji są po dwaj zawodnicy, nikt – poza Claudiem Pizarrem – nie ma pewnego miejsca w składzie.

Nie boisz się o obsadę bramki?

Mam nadzieję, że Raphael Wolff szybko spakuje walizki. Doszedł Jaroslav Drobny, który swoim doświadczeniem może bardzo pomóc Feliksowi Wiedwaldowi na treningach. Może nie poprawi jego bramkarskich umiejętności, ale przekaże trochę doświadczenia. Jeśli Wiedwald będzie bronił tak, jak w końcówce poprzedniej rundy, to nie mam się czego obawiać. W dużej mierze to on uratował Werderowi miejsce w Bundeslidze. Trudno, żebym teraz wieszał na niego psy, skoro bronił całkiem niedawno rewelacyjnie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: “PISZCZEK OPIERA SIĘ ODMŁODZENIU W BORUSSII, BŁASZCZYKOWSKI MUSIAŁ ODEJSĆ”

Najgłośniejszym nazwiskiem, które trafiło do Werderu, był niewątpliwie Max Kruse. Czego się po nim spodziewasz?

– Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, jak będzie szło drużynie. Jeśli będą punkty i atmosfera, to powinien szybko – po wyleczeniu kontuzji – wpaść w swój rytm. Jeśli zespół będzie przegrywać, od niego będzie się natychmiast wymagało bramek, nie dadzą mu kilku meczów na złapanie formy. Kosztował bardzo duże – jak na Werder – pieniądze. Jeśli początek sezonu będzie jak za Robina Dutta i bremeńczycy będą dostawać od każdego bęcki, będzie problem. Wiadomo, że z Bayernem przegrają, ale później w miarę może się to ułożyć. A wtedy Kruse będzie bardzo silnym punktem zespołu, bo to klasowy piłkarz. Generalnie, w Werderze napastnicy z Bundesligi generalnie nie zawodzą. Ten klub wypromował kilku napastników. Niektórzy w Werderze się sprawdzali, a w innych klubach już nie. Ale nigdy nie było problemu z tym, żeby napastnicy strzelali dla Werderu gole.

Znów wszystko się będzie kręcić wokół nieśmiertelnego Claudia Pizarra?

Myślę, że nie. Poprzedni sezon miał rewelacyjny, choć zawodnicy w tym wieku, po 60 minutach powinni być zmieniani. A on był za bardzo eksploatowany przez cały sezon. Od niego wymaga się za dużo, dlatego grał prawie bez przerwy. Myślę, że teraz to skutkuje kontuzjami. Jeśli będzie zdrowy, to on nie musi biegać, żeby strzelić gola. Wie, gdzie stać, ma umiejętności. Ale Werder ma teraz taką możliwość rotacji, tylu napastników, że powinien się trochę od Peruwiańczyka uniezależnić. Pytanie, czy Skripnik będzie potrafił z tych napastników korzystać.

PRZECZYTAJ TAKŻE

“Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego”

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: