Układanie polskiego systemu rozgrywek piłkarskich. Najgorsza praca na świecie

Nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że układanie systemu polskich rozgrywek piłkarskich, to najgorsze zajęcie w kraju.

Gdy grudzień, luty i marzec są mroźne, jak w tym roku, słychać narzekania, że w tym klimacie nie można grać w piłkę w grudniu, lutym i w marcu, bo ani to dobre dla piłkarzy, ani dla kibiców. Gdyby jednak w grudniu, lutym i w marcu nie grać w piłkę, jak było jeszcze całkiem niedawno, byłoby słychać narzekania, że nie da się odnosić sukcesów w Europie, gdy w grudniu, styczniu, lutym i w marcu nie gra się w piłkę.

Gdy w latach nieparzystych, kiedy w Europie i na świecie nie rozgrywa się wielkich turniejów, ekstraklasa kończy rozgrywki w czerwcu, słychać narzekania, że nie da się odnosić jakichkolwiek sukcesów, bo przerwa między sezonami trwa tylko kilka tygodni i zawodnicy nie mają czasu na psychiczny odpoczynek. Trzeba bowiem z następnym sezonem ruszyć w lipcu, bo inaczej kluby będą narzekać, że mecze w pierwszych rundach europejskich pucharów wypadają im w środku letniego okresu przygotowawczego, gdy nie są jeszcze przygotowani. W lipcu i w sierpniu gra się jednak ciężko, bo są upały i piłkarze poruszają się ślamazarnie. Nie najlepszą frekwencję tłumaczy się tym, że większość osób jest na urlopach.

Względnie optymalne do grania w piłkę są więc wrzesień, październik, listopad, kwiecień i maj (początek. Bo w latach turniejowych UEFA i FIFA każą kończyć ligę w pierwszej połowie maja). Ale ligi, która zmieści się w pięć miesięcy, jeszcze nie wymyślono.

Zwłaszcza, że dwanaście lub czternaście drużyn to za mało, bo polscy piłkarze rozgrywaliby wtedy zbyt mało meczów w porównaniu do rywali w innych krajach. Poza tym, telewizje chcą pokazywać jak najwięcej, a nie jak najmniej meczów. Można by grać z tymi samymi rywalami po kilka razy. Ale wtedy kibicom znudziłoby się granie ciągle z tymi samymi drużynami. A poza tym, w tak dużym kraju jak Polska, byłoby to dość samobójcze zawężenie ekstraklasowego rynku.

Szesnaście drużyn to dalej za mało meczów. Chyba, że zrobi się podział na grupę mistrzowską i spadkową. 37 meczów to jednak za dużo. Zwłaszcza, że nie da się rozegrać tylu meczów we wrześniu, październiku, listopadzie, kwietniu i maju. Można też podzielić punkty, ale to niesprawiedliwe. Jeśli się ich nie podzieli, to liga będzie nieatrakcyjna, bo będzie za dużo meczów o nic, a jeśli się je podzieli, będzie nieatrakcyjna, bo będzie za dużo tymczasowości i panicznego działania, byle tylko nie spaść z ligi. Można by też rozszerzyć ligę do osiemnastu zespołów. Wtedy jednak okaże się, że nie ma na tyle dobrych drużyn, piłkarzy oraz przygotowanych infrastrukturalnie klubów. Gdy dopuści się do rozgrywek nieprzygotowany klub, podniesie się lament, że takich klubów nie można dopuszczać. Gdy się go nie dopuści, wywoła się oburzenie, że „przy zielonym stoliku” zabiera się sportowo wywalczony awans, brutalnie przekreślając marzenia lokalnej społeczności oraz piłkarzy. Pieniędzy, po podziale na osiemnaście, będzie jeszcze mniej. A poza tym, nie da się 34 meczów zmieścić tylko we wrześniu, październiku, listopadzie, kwietniu i maju.

Są też problemy pomniejsze. Jak ustalanie godzin rozgrywania meczów. Dobrych terminów jest niewiele. Piątek o 18.00 jest beznadziejny, bo ludzie nie są w stanie dojechać z pracy na stadion i stoją w korkach. Podobnie poniedziałek o 18.00. Gdyby jednak grać w te dni o 20.30, to też nie byłoby lepiej, bo dzień później trzeba rano wstać do pracy, a przecież w ten sposób w domu będzie się po 23.00. Nie mówiąc już o kibicach jeżdżących na wyjazdy. No i w listopadzie czy w kwietniu o 20.30 może być jednak zimno. Wykluczona jest też sobota o 20.30, bo wtedy po pierwsze jest zimno, a po drugie w wielu miastach już nie w każdy zakątek da się dojechać komunikacją miejską około 23.00. Nie mówiąc już o dojeżdżaniu poza miasto. A w ogóle, to w listopadzie i w kwietniu o 20.30 może być zdecydowanie za zimno. W grę wchodziłyby więc sobota i niedziela o 15.30 oraz 18.00. Ale wtedy kilka meczów musiałoby być rozgrywanych jednocześnie. Co nie podoba się telewizjom.

Nie wiem, jaki system rozgrywek będzie za dziesięć lat. Na pewno inny, niż dziś. Na pewno nie taki, jaki powinien być. I na pewno, gdyby go zmienić, polski futbol wreszcie byłby na miarę potencjału.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: