Kluczowa sztuka bronienia

Po mundialach, w głowach zostają przeważnie akcje ofensywne. Gole Michaela Owena i Denisa Bergkampa z Argentyną w 1998, bramka Andresa Iniesty w finale z Holandią w 2010 czy Robina Van Persiego z Hiszpanią w 2014. Wiemy już mniej więcej, które momenty zapadną w pamięć po tegorocznym mundialu. Będziemy wracać wspomnieniami do rajdu Kyliana Mbappe czy trafienia Benjamina Pavarda z Argentyną, albo do tej cudownej belgijskiej kontry w ostatnich sekundach meczu z Japonią. Przed mistrzostwami opieramy przewidywania głównie na ofensywnej klasie zawodników. Siłę Belgów mierzymy umiejętnościami Edena Hazarda, a nie Jana Vertonghena. Siłę Brazylijczyków Neymarem, a nie Mirandą, siłę Francuzów Antoinem Griezmannem, a nie Samuelem Umtitim. Kolejne turnieje pokazują, że to błąd. Włosi w 2006 roku wygrali przede wszystkim żelazną defensywą. Hiszpanie w 2010 w fazie pucharowej nie stracili ani jednego gola. Niemcy przetrwali 1/8 finału wygranego mundialu dzięki popisowi bramkarza, a w kolejnych trzech meczach stracili tylko jednego gola, już przy stanie 7:0. Wiele utartych prawd w piłce się nie sprawdza, ale zaczerpnięte z NBA powiedzenie „Defense wins chamiponships” jest trafne jak mało które. Zwłaszcza na mundialach, gdzie kilka meczów decyduje o triumfie. Zwłaszcza w fazie pucharowej, w której jeden błąd niweczy czasem cały wysiłek. Dlatego w dniu zakończenia 1/8 finału, gdy w stawce zostaje już tylko dziesięć drużyn, warto zapomnieć na chwilę o umiejętnościach ofensywnych asów, a skupić się na tym, jak bronią poszczególne zespoły, bo to prawdopodobnie więcej powie nam o ich szansach na sukces.

Znaczenie bloków

Trudno to, z braku archiwalnych danych, potwierdzić liczbowo, ale można odnieść wrażenie, że w futbolu, podobnie jak w siatkówce, coraz większe znaczenie zaczyna mieć blokowanie. Obserwując mecze Niemców ze Szwedami, Koreańczykami i Meksykanami, można było zauważyć, że mistrzowie świata praktycznie nie oddawali strzałów z czystych pozycji. Niemal zawsze między strzelającym a bramkarzem stał rywal lub rywale. Niejednokrotnie rzucał się do piłki, blokując strzał i wyręczając bramkarza. Nie odnosi się to zresztą tylko do strzałów. Wyspecjalizowane w zsynchronizowanym przesuwaniu drużyny potrafią też dobrze blokować dośrodkowania, a nawet podania. Patrząc na to, intuicyjnie, nazywamy te zespoły „niewygodnymi rywalami”. Ich przeciwnicy nie są w stanie podać, bo zawsze na linii podania ktoś stoi. Nie są w stanie wrzucić w pole karne, bo ktoś ciągle odbija piłkę. Nie są w stanie oddać strzału z dystansu, bo pod nogi rzuca się trzech rywali. Narasta frustracja drużyny atakującej, co sprawia, że łatwiej o błędy.

Zazwyczaj dobre bloki rzucały się w oczy u drużyn skupionych na defensywie – Szwedów, Irańczyków, Islandczyków czy Japończyków. Jednak w meczu z Meksykiem zaimponowali pod tym względem Brazylijczycy. Co z tego, że rywale wyprowadzali kilka groźnie wyglądających kontr, skoro Canarinhos zablokowali aż osiem z szesnastu meksykańskich strzałów i dołożyli do tego jeszcze osiem zablokowanych dośrodkowań. To sprawiało, że meksykanie sprawiali dobre wrażenie jedynie do linii pola karnego. Piłki niemal nie dolatywały w okolice bramki Alissona Beckera.

Imponująca Brazylia

Widząc w Brazylii głównego faworyta mistrzostw, warto więc zwracać uwagę nie tylko na Neymara, Coutinho czy Williana, ale przede wszystkim na to, jak świetnie broni drużyna Titego. Jeśli chodzi o blokowane strzały, dośrodkowania i podania jest najlepszą drużyną, która gra dalej w turnieju, wyprzedzając choćby Szwedów. Znajduje się też w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o odebrane piłki na mecz (18,5, lepsza tylko Szwajcaria), próby odbiorów (26,8 na mecz, lepsza tylko Szwajcaria) i przegrywane pojedynki w defensywie (osiem na mecz, mniej tylko Francja). Brazylia jest głównym faworytem do zdobycia tytułu nie dlatego, że ma fantastycznych graczy ofensywnych, bo to ma prawie na każdym turnieju, nie dlatego, że jej obrońcy są wysokiej klasy, bo wbrew pozorom Brazylia często ma dobrych defensorów, ale dlatego, że wszyscy, łącznie z największymi gwiazdami, mocno pracują w obronie i tworzą spójny system. Nie rzuca się to w oczy tak mocno, jak u Irańczyków czy Islandczyków, bo Brazylijczycy przykrywają to popisami w ofensywie. Bronią jednak znakomicie, a jedynego gola w turnieju stracili po rzucie rożnym. Z gry bardzo trudno się do nich dobrać.

Przechwyty Urugwaju

Pod względem gry obronnej, niewiele Brazylijczykom ustępuje Urugwaj, absolutny lider, jeśli chodzi o przechwytywane piłki (16,5 na mecz). W większości defensywnych statystyk Urugwajczycy należą do najlepszych drużyn turnieju, co nie jest zaskoczeniem. Przeciętnie wyglądają tylko jeśli chodzi o piłki wybijane z pola karnego, ale prawdopodobnie jest to przede wszystkim efekt tego, że niewiele piłek w ogóle dociera w szesnastkę Fernanda Muslery. Większość akcji na urugwajską bramkę kończy się na wcześniejszym etapie – blokiem, przechwytem, lub wygranym defensywnym pojedynkiem na skrzydle.

Zorganizowana Rosja

Pewną niespodzianką, jeśli chodzi o jakość gry defensywnej, może być Rosja. W fazie grupowej można to było tłumaczyć niskimi umiejętnościami grupowych rywali – Arabii Saudyjskiej i Egiptu. Teoretycznie, Urugwajczycy obnażyli braki zespołu Stanisława Czerczesowa, wygrywając gładko 3:0. Nie można jednak nie zauważyć, że Rosjanie przez godzinę grali w dziesiątkę, a sam trener nie wystawił wszystkich najlepszych zawodników. Mecz z Hiszpanią w 1/8 finału potwierdził to, co o Czerczesowie wiedzieliśmy już gdy prowadził Legię: potrafi zorganizować zespół. Warszawianie pod jego wodzą nie błyszczeli indywidualnymi umiejętnościami i wielką klasą. Potrafili jednak zwykle popełniać mniej prostych błędów, niż rywale. Na Ekstraklasę to wystarczyło. Na ćwierćfinał mundialu także. Jeden z telewizyjnych ekspertów określił występ Rosjan przeciwko Hiszpanii jako „żenujący”, z czym nie można się zgodzić, jeśli spojrzy się na grę w obronie. Gospodarze to ścisła czołówka turnieju, jeśli chodzi o przechwyty, przegrywają niewiele pojedynków w obronie i właściwie w każdym ze wskaźników znajdują się w czołowej piątce zespołów, które grają dalej. Ich defensywne statystyki wyglądają znacznie lepiej, niż np. chorwackie. Zawodnicy Zlatka Dalicia wybijają sporo piłek z własnego pola karnego, ale na wcześniejszych etapach często nie są w stanie zatrzymać akcji. A że w meczu ćwierćfinłaowym tych zespołów Rosjanie będą mieli do dyspozycji świetnie grającego głową Artioma Dziubę, wygrana Chorwacji nie jest tak pewna, jak się intuicyjnie może wydawać.

Różne sposoby Szwedów i Szwajcarów

Na bardzo zacięte zapowiada się starcie Szwajcarów ze Szwedami. Szwedzi to liderzy, jeśli chodzi o wybijanie piłek z własnego pola karnego i ścisła czołówka w blokowaniu wszelkich ataków rywala. Stosunkowo rzadko podejmują próby odbiorów. Stosunkowo często dają się ogrywać. Bronią głęboko, ale we własnej szesnastce potrafią tworzyć zasieki. Szwajcarzy bronią zupełnie inaczej. Nikt tak często jak oni nie próbuje odbierać rywalom piłki. Nikomu tak często się to nie udaje. Ale z ryzyka podejmowanego w grze obronnej wynika też fakt, że nikt tak często nie daje się ogrywać w pojedynkach. Zawodnicy Vladimira Petkovicia dość dobrze przechwytują też piłki. Są zespołem, który broni bramki przede wszystkim w środkowej strefie. I tam robi to dobrze. Gdy jednak uda się rywalom przez nią przedrzeć w pole karne Yanna Sommera, szanse na sukces rosną. Szwajcarzy ani nie potrafią specjalnie blokować strzałów i dośrodkowań, ani nie wybijają z własnego pola karnego zbyt wielu piłek.

Belgijskie słabości

Drugim biegun zespołów, które grają w turnieju dalej, stanowią zwycięzcy grupy G, czyli Belgowie i Anglicy. W porównaniu do wszystkich innych drużyn, w obronie wypadają bardzo blado. Patrząc na ich defensywne statystyki, można odnieść wrażenie, że w mistrzostwach są dalej, ponieważ nie zostali w grupie dostatecznie wystawieni na próbę. Panama i Tunezja były zespołami, które można było zmiażdżyć siłą ofensywną, niespecjalnie przejmując się obroną. Ale i tak trzeba zauważyć, że Belgowie dopuścili Tunezyjczyków nie tylko do dwóch goli, ale też aż do szesnastu strzałów. Przeciwko Japończykom obronne słabości Belgów zostały już dość mocno wyeksponowane, ale udało się je przykryć ofensywnym zrywem. Przeciwko Brazylijczykom w ćwierćfinale to się już nie uda. Nikt z grającej dalej dziesiątki nie blokuje gorzej niż Belgowie. Nikt nie próbuje rzadziej odebrać piłki rywalom. Tylko Anglicy rzadziej ją odbierają i przechwytują. Pod tym względem Belgowie przypominają Hiszpanów. Gdy chodzi o pokazanie indywidualnej klasy, czyli wygranie pojedynku w defensywie, belgijscy obrońcy radzą sobie nieźle. Gdy jednak chodzi o współpracę defensywną całej drużyny, są bardzo słabi. I to największa szansa Brazylijczyków.

Czy Anglicy wjadą na autostradę?

Anglicy wypadają jeszcze gorzej. Popisy Harry’ego Kane’a mogą nie wystarczyć, gdy trzeba się będzie zmierzyć z rywalem potrafiącym wykorzystać obronne słabości Anglików. Układ drabinki sprawia, że w Anglii pojawił się entuzjazm związany z tzw. „autostradą do finału”. To na pewno czynnik, który ułatwia marzenia, ale gra obronna zespołu Garetha Southgate’a może nie wystarczyć, skorzystać z darów losu. Faza pucharowa mundialu to etap, w którym często premiowana jest solidność. O angielskim zespole można powiedzieć, że ma w sobie wiele talentu, ale solidnym na razie nie można go nazwać. Pod tym względem zarówno Kolumbia, jak i Szwecja, Szwajcaria, Chorwacja i Rosja, czyli potencjalne przeszkody Anglików w drodze do finału wyglądają lepiej. Defensywa może sprawić, że powiedzenie „football is coming home” będzie prawdziwe już po 1/8 finału.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: