Układ sił w światowej piłce

Naszła mnie przed meczem Polski z Senegalem myśl, dlaczego właściwie tak bardzo obawiam się Senegalu? Na jakiej podstawie, skoro nie widziałem ani jednego ich meczu eliminacyjnego, ani żadnego przedturniejowego starcia towarzyskiego? Skoro na co dzień oglądam z tej drużyny tylko Salifa Sanego, a od święta Sadia Manego i Kalidou Koulibaly’ego? Nic o nich nie wiem, a jednak zakładam, że będzie to bardzo trudny rywal. Podobne refleksje przybywały przy meczach Chorwatów czy Serbów, których uznawałem za silnych i zdolnych do ogrania każdego. Właściwie dlaczego, skoro, jak sobie później uświadomiłem, nie widziałem ani jednego mundialu, na którym te drużyny wyszłyby z grupy? Dlaczego myślę, że Nigeria musi być mocna i myślałbym tak samo o Kamerunie, gdyby zakwalifikował się na mistrzostwa?

Wydaje się, że musi to być wpływ dzieciństwa. Medalowej Chorwacji 1998 nie pamiętam, ale jako że piłką zacząłem się interesować krótko potem, sporo dobrego się o niej wtedy mówiło. Podobnie jak o Serbii – wtedy Jugosławii – nazywanej „Brazylijczykami Europy”. Kamerun i Nigeria w latach 90. były najsilniejszymi afrykańskimi drużynami, rozgrywały dobre mundiale. Gdy więc zaczynałem powoli wsiąkać w futbol, słyszałem od otoczenia, że Kamerun i Nigeria są silne. O Senegalu przekonałem się sam, gdy kraj, o którym wcześniej nie słyszałem, ot tak ograł Francję, o której wiedziałem, że jest najsilniejsza na świecie. Z tego samego powodu zawsze będę się bał Turcji.

Na międzynarodową piłkę dalej mocno patrzy się przez pryzmat stereotypów. Niektóre kraje po prostu uznaje się za „zawsze groźne”, jakby nie zauważając, że od czasu, gdy naprawdę były groźne, minęło już wiele lat. Piłka klubowa daje co roku okazję sprawdzania siły. Są europejskie puchary, ligi krajowe, rozgrywane przez cały sezon. Hierarchia jest ciągle aktualizowana. Najlepsze reprezentacje świata mierzą się ze sobą raz na cztery lata, w krótkim, bo ledwie miesięcznym, turnieju. Zły los, kiepska forma, kontuzja liderów może sprawić, że turniej się nie uda, trochę szczęścia, korzystny układ drabinki i trafienie z formą może dać wielki sukces. Spektakularne osiągnięcia pozostają długo w pamięci, robią wrażenie, wywołują emocje. Porównywanie siły reprezentacji jest trudne, bo, by wygrać mundial, trzeba pokonać ledwie sześciu rywali z trzydziestu dwóch. Większość krajów w ogóle się ze sobą nie mierzy. Ranking FIFA prowadzony jest na absurdalnych zasadach. Mistrzostwa świata to jedyna okazja, by w miarę realnie sprawdzić układ sił, ale jeden turniej nie mówi też wszystkiego o sile kraju. Klęska Francji w 2002, Hiszpanii w 2014 czy Niemiec w 2018, nie oznacza, że w tych krajach zapomniano, jak się gra w piłkę.

Skoro jeden turniej to za mało, można spojrzeć całościowo, na wszystkie mistrzostwa świata, ułożyć tabelę wszech czasów, jak robi się w rozmaitych skarbach kibica. To też jednak nie może powiedzieć zbyt wiele. Trzeba by uznać Urugwaj (dwa tytuły mistrza świata) za większą potęgę od Hiszpanii (jeden). Turnieje przed-i tuż powojenne były rozgrywane na tak dziwnych zasadach, że także nie mogą oddawać realnej siły.

Uznałem więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie coś na wzór rankingu pięcioletniego, na podstawie którego ustala się hierarchię w piłce klubowej. Ranking z ostatnich pięciu mundiali, czyli pomiędzy 2002 a 2018 rokiem, pozwala oddać w miarę współczesny światowy układ sił. Okres pięciu turniejów pozwala już zobaczyć, kto miał tylko jedno dobre pokolenie i szczęście na turnieju, a kto regularnie osiąga dobre wyniki. Zestawienie oczywiście nie oddaje aktualnej siły zespołów, ale ma pokazać, jaki mniej więcej, jest w czasach współczesnych, czyli w XXI wieku, układ sił w światowej piłce.

Które kraje najczęściej wychodzą z grupy?

5 razy: Brazylia i Meksyk

4 razy: Hiszpania, Argentyna, Anglia, Niemcy

3 razy: Urugwaj, Portugalia, Francja, Szwajcaria, Szwecja, Belgia, Holandia, USA, Japonia

2 razy: Dania, Chile, Ghana, Paragwaj, Korea Południowa, Włochy, Kolumbia.

1 raz: Rosja, Chorwacja, Grecja, Kostaryka, Nigeria, Algieria, Słowacja, Ekwador, Australia, Ukraina, Senegal, Turcja, Irlandia.

O ile Brazylia nie jest zaskoczeniem, o tyle Meksykanie prezentują godną podziwu regularność. Do tego roku w tym gronie byli również Niemcy. Do ostatnich chwil ich meczu z Koreą Południową ważyło się, czy to oni, czy Meksykanie, odpadną z grona zespołów, które na pięciu mundialach zawsze były w fazie pucharowej. Ostatecznie stuprocentową skuteczność zachowali Meksykanie. Co jednak równie zadziwiające, ani razu nie przetrwali 1/8 finału. Jako że teraz wpadli na Brazylię, ryzyko powtórki jest bardzo duże. Zaskakiwać może też dobra skuteczność Szwajcarii, Belgii, Japonii czy Stanów Zjednoczonych, wychodzących z grupy równie często, co Portugalia czy Francja.

Drużyny z których kontynentów najczęściej wychodzą z grupy?

Ameryka Płd: 19 awansów do fazy pucharowej. 76% zespołów przechodzi dalej.

Europa: 41 – 59% przechodzi dalej.

Ameryka Północna: 9 – 53% przechodzi dalej.

Oceania: 1 – 50% przechodzi dalej

Azja: 5 – 24 procent.

Afryka: 5 – 19% przechodzi dalej.

Najczęściej w fazie pucharowej grają drużyny europejskie, ale tylko dlatego, że – dopóki obowiązują aktualne zasady – jest ich na turnieju najwięcej. Zdecydowanie najlepszą skuteczność ma Ameryka Południowa, z której do fazy pucharowej przechodziło na ostatnich turniejach prawie 3/4 biorących udział zespołów. Dobrze radzi sobie Ameryka Północna i Środkowa, która ma wyraźną specyfikę – Meksyk i Stany Zjednoczone zwykle są silne, zamieszać potrafi Kostaryka, ale poza tymi trzema drużynami, każdy, kto awansuje (Panama, Honduras, Trynidad i Tobago) robi za dostarczyciela punktów. Niską skuteczność mają Afrykanie i Azjaci. Wysoką pozycję Oceania zawdzięcza Australii z 2006 roku, gdy ten kraj nie należał jeszcze do konfederacji azjatyckiej. Od tego czasu jeszcze tylko raz drużyna z Oceanii przetrwała kwalifikacje. Nowa Zelandia w 2010 roku nie wyszła z grupy, ale nie przegrała żadnego meczu.

Jak wygląda ranking krajowy z ostatnich pięciu turniejów?

Ranking powstał poprzez zsumowanie wszystkich punktów zdobywanych na pięciu ostatnich mundialach (3 punkty za zwycięstwo, punkt za remis lub odpadnięcie po rzutach karnych w fazie pucharowej, 2 punkty za awans po rzutach karnych w fazie pucharowej). W przypadku równej liczby punktów decydujący był najświeższy dobry wynik na mundialu.

  1. Niemcy 70 punktów
  2. Brazylia 62
  3. Argentyna 48
  4. Hiszpania 47
  5. Holandia: 43
  6. Anglia 31
  7. Portugalia 31
  8. Urugwaj 29
  9. Francja 29
  10. Meksyk 28
  11. Włochy 27
  12. Belgia 26
  13. Szwajcaria 24
  14. Korea Południowa 24
  15. Japonia 20
  16. Kolumbia 18
  17. Chorwacja 17
  18. USA 17
  19. Szwecja: 16
  20. Dania 15
  21. Ghana 15
  22. Kostaryka 14
  23. Paragwaj 14
  24. Chile 13
  25. Ekwador 13
  26. Turcja 13
  27. Senegal 12
  28. Rosja 11
  29. Nigeria 10
  30. WKS 10
  31. Polska 9
  32. Australia 9
  33. Grecja 8
  34. RPA 8
  35. Ukraina 7
  36. Iran 6
  37. Serbia 6
  38. Irlandia 6
  39. Algieria 5
  40. Tunezja 4
  41. Arabia Saudyjska 4
  42. Kamerun 4
  43. Słowacja 4
  44. Słowenia 4
  45. Peru 3
  46. Bośnia i Hercegowina 3
  47. Nowa Zelandia 3
  48. Czechy 3
  49. Angola 2
  50. Maroko 1
  51. Islandia 1
  52. Honduras 1
  53. Trynidad i Tobago 1
  54. Egipt 0
  55. Panama 0
  56. Korea Północna 0
  57. Togo 0
  58. Chiny 0

Jeśli Brazylia dojdzie do finału bez konieczności wykonywania rzutów karnych, zostanie po turnieju w Rosji nowym liderem światowego układu sił. Zaskakuje wysoka pozycja Holandii, która w XXI wieku aż dwa razy nie zakwalifikowała się na mundiale, ale gdy już na nich grała, raczej radziła sobie dobrze. Inne – dla mnie – niespodzianki: Urugwaj na poziomie Francji, Meksyk lepszy od Włochów (to już dwanaście lat odkąd Włosi wyszli z grupy na mundialu; tylko raz na pięć ostatnich mundiali doszli przynajmniej do ćwierćfinału. Czy nadal można ich w ogóle nazywać potęgą?!), Szwajcaria lepsza od Chorwacji, niska pozycja Czechów. Mam wrażenie, że współcześnie raczej zazdrościliśmy sąsiadom z południa ich futbolu. Jednak w XXI wieku tylko raz byli na mundialu i uzbierali nędzne trzy punkty, co w światowym rankingu lokuje ich gdzieś między Nową Zelandią a Angolą. Polska również wypada kiepsko, plasując się gdzieś na poziomie pomiędzy Australią a Wybrzeżem Kości Słoniowej.

Ranking kontynentalny:

Czyli zdobyte punkty podzielone przez liczbę uczestników z danego kontynentu. W ten sposób można uzyskać współczynnik siły danej konfederacji:

  1. Ameryka Południowa – 8
  2. Europa – 6,53
  3. Ameryka Północna i Środkowa: 3,58
  4. Azja – 2,76
  5. Afryka – 2,73

Zwraca uwagę, po raz kolejny, bardzo słaba pozycja Afryki. Dobre występy Nigerii i Kamerunu w latach 90. kazały sądzić, że to stamtąd będzie pochodził pierwszy mistrz świata nie będący drużyną z Europy lub Ameryki Południowej. Kolejne lata każą jednak o tym myśleć inaczej. Afrykańskie drużyny rzadko wychodzą z grup, gromadzą niewiele punktów. W tym roku po raz pierwszy od trzydziestu sześciu lat żadna nie dotrwała do fazy pucharowej. Przede wszystkim rzuca się w oczy duża niestabilność tego kontynentu. Podczas gdy z Azji, Ameryki Południowej, Północnej, mających podobną liczbę miejsc, jeżdżą ciągle mniej więcej te same zespoły, w Afryce wymienność jest ogromna. Na pięciu ostatnich mundialach było aż dziesięć różnych afrykańskich drużyn. To nie sprzyja zbieraniu doświadczeń i gruntowaniu swojej pozycji. Zwykle któremuś z zespołów udaje się wyjść z grupy, ale często na kolejny mundial już nie jedzie. Algieria cztery lata temu omal nie wyeliminowała Niemców w 1/8 finału, dziś jej nie ma. Senegal po ćwierćfinale z 2002 roku przez szesnaście lat nie mógł się zakwalifikować. Ghany osiem lat po tym jak o mały włos nie weszła do półfinału, nie ma w gronie najlepszych, Maroko czekało na wyjazd dwadzieścia lat. Jeśli miałoby się wskazać potencjalnego mistrza świata z miejsca innego niż Europa czy Ameryka Południowa, dziś nie byłaby to żadna afrykańska reprezentacja, a Meksyk, rankingowo w XXI wieku dziesiąta siła świata. By jednak tak się stało, Meksykanie musieliby dołożyć zdolność rozgrywania kilku znakomitych meczów w krótkim odstępie. Mecze z Niemcami (1:0) i Szwecją (0:3) pokazały, że to na razie raczej jeszcze nie ten moment.

Podziel się wpisem: