Stechert a Wisła Kraków. Od komunikacji zależy wszystko

Z każdym dniem sytuacja właścicielska wokół Wisły Kraków robi się coraz bardziej niejasna, choć właściwie powinna być klarowna. Wszystkie karty ma w ręku firma Stechert. Jeśli ma wobec klubu uczciwe zamiary, nie powinno być najmniejszym problemem rozwianie wątpliwości Marzeny Sarapaty, prezes Wisły Kraków, czy wysłany w piątek do klubu przedstawiciel, faktycznie miał odpowiednie pełnomocnictwa, wykazanie, że firma istnieje i ma pieniądze potrzebne na zakup klubu. Jeśli Stechert naprawdę chce kupić Wisłę i ma wobec niej ambitne plany, nie powinien być najmniejszym problemem przyjazd do Krakowa, umówienie się na rozmowę z panią prezes i rozwianie jej wszelkich wątpliwości. Gdy tak się stanie, Sarapata nie będzie mieć dalszych argumentów, by blokować Stechertowi przeprowadzenie audytu. Wreszcie jeśli Stechert ma uczciwe zamiary, po przeprowadzeniu audytu przeleje, bez zwłoki i jednorazowo, ponad 40 milionów złotych na wskazane konto i temat się zakończy. Skoro aż 16 milionów miałoby trafić na konto TS-u, pokrywając z nawiązką całe zadłużenie Towarzystwa, nikt nie będzie kurczowo blokował transakcji, bo dla TS-u oznaczałoby to wejście na zupełnie inny poziom. 16 milionów jest silniejsze niż każda chęć utrzymania się na stanowisku. Nawet gdyby Sarapata chciała się za wszelką cenę trzymać na stołku, jej współpracownicy, zaślepieni 16 milionami dla TS-u, szybko znaleźliby sposób, by ją od tego odwieść.

Tylko Stechert może się uwiarygodnić

Sytuacja przestaje być klarowna dopiero wtedy, gdy Stechert zacznie kręcić, zwodzić, oszukiwać, zwlekać ze wskazaniem żądanych dokumentów, unikać kontaktu (Sarapata twierdzi, że to ostatnie już robi). To oczywiste, że Tele-Fonika będzie robić wszystko, by do sprzedaży doszło, bo na myślenicką firmę, właściwie z nieba, spłynęłyby nagle 24 miliony. Były właściciel Wisły będzie więc robić wszystko, by uwiarygodnić niemieckiego partnera. Ale niemiecki partner może się uwiarygodnić jedynie sam – przyjeżdżając do Krakowa, podejmując rozmowy, prezentując dokumenty i gwarancje, wreszcie przelewając pieniądze. Każdy dzień milczenia będzie potęgował wątpliwości.

Uniknąć konfliktu z TS-em

Po wtorkowej konferencji zarządu TS-u pojawiło się sporo opinii, że Sarapata nie chce oddać klubu, mimo że ktoś daje za niego 40 milionów złotych. Na razie Sarapata nie chce oddać klubu komuś, kto mówi, że da za niego 40 milionów złotych. To różnica. Jeśli Sarapata ma wątpliwości, czy osoba, która w piątek złożyła w klubie ofertę, była przedstawicielem firmy Stechert, firma Stechert powinna je rozwiać. Jeśli Sarapata ma wątpliwości, czy firma Stechert istnieje, firma Stechert powinna je rozwiać. Jeśli Sarapacie nie podoba się sposób, w jaki złożono ofertę, firmie Stechert powinno zależeć na tym, by się uwiarygodnić. Oczywiście, to Tele-Fonika ma być głównym negocjatorem. Ale zdając sobie sprawę z sytuacji, wiedząc o tym, przez jakie problemy przeszła Wisła przed rokiem i jaki strach budzi z tego powodu każda zmiana właścicielska, to firmie Stechert powinno zależeć na jak największej transparentności i udowodnieniu dobrej woli. Nie jest w interesie Stecherta przejmowanie klubu w atmosferze konfliktu z TS-em, czyli, jak napisał w swojej powieści Jakub Meresiński, „Wrogie przejęcie”. W TS-ie są ludzie mający duże wpływy na trybunach. Ostatnia rzecz, jaką chce nowy inwestor, to wchodzenie do bagna, przy atmosferze pełnej wrogiego nastawienia i rozmaitych protestach. Jest w interesie Stecherta, by jasno i klarownie się uwiarygodnić. Jeśli firma ma uczciwe zamiary wobec Wisły. Gdy to zrobi, jestem przekonany, że Sarapata ani nikt z TS-u nie będzie zmiany właściciela blokować, bo byłoby to szkodliwe zarówno dla spółki, jak i dla TS-u. Dopóki tego nie zrobi, aktualni właściciele Wisły mają pełne prawo mieć wątpliwości. To właśnie brak wątpliwości i zbyt duża łatwowierność sprawiły, że Wisła rok temu znalazła się na krawędzi bankructwa. Nie ma niczego złego w zadawaniu pytań i prześwietlaniu nowego właściela. Jeśli Stechertowi naprawdę zależy i jeśli ma naprawdę czyste intencje, firmie nie powinno to w żaden sposób przeszkadzać.

 Po co Stechertowi Wisła?

Inna sprawa, to pytania, po co Stechertowi klub w Polsce, skoro już go potrzebuje, dlaczego chce przejąć zadłużoną Wisłę za horrendalne pieniądze, zamiast np. Śląsk Wrocław za grosze (większy stadion, bliżej do Niemiec, bardziej przyjazna atmosfera wokół przejęcia)? Być może Stechert ma jakieś konkretne powody, dla których taka transakcja, akurat w Krakowie, mu się opłaca. Jeśli tak, przedstawienie ich też mogłoby rozwiać narastające wątpliwości. Na razie trudno oceniać, czy rację ma Tele-Fonika, garnąc się do sprzedaży klubu, czy TS, podchodząc do niej ostrożnie. Wyłącznie od Stecherta i jego sposobu komunikacji z Tele-Foniką, TS-em i opinią publiczną, zależy, w którą stronę sprawy zajdą.

Podziel się wpisem: