Problem ekstraklasy: połowa obcokrajowców to rezerwowi

Nie jest problemem ekstraklasy to, że błyszczą w niej trzecioligowi Hiszpanie. Ani to, że najlepszym strzelcem Lecha jest Duńczyk, a Lechii Portugalczyk. Jeśli Wisły Kraków nie stać na Bartosza Śpiączkę, lepiej, że jest w stanie zamiast niego ściągnąć Carlitosa, a nie Polaka gorszego od Śpiączki. Nie jest problemem ekstraklasy to, że bryluje w niej wielu obcokrajowców. Jeśli brylują, to znaczy, że są lepsi od miejscowych. A więc podnoszą poziom ligi. W dyskusji o stawianiu na młodzież, o małej liczbie Polaków, o zalewie kiepskich zagranicznych piłkarzy, trzeba się więc skupiać nie na zagranicznych piłkarzach jako takich, ale na kiepskich. Zbyt kiepskich, by przebić się w swoich klubach.

Dlaczego weryfikacja minutowa

Weryfikowanie umiejętności i przydatności zawodników jest trudne. Ilu skautów, trenerów, kibiców, tyle opinii. Nie ma więc idealnego narzędzia do odsiania obcokrajowców pożytecznych od zbędnych. Jednak mocnym, podstawowym filtrem, jest sama obecność w podstawowym składzie swojej drużyny. Można założyć, że żaden trener nie wystawia graczy słabszych, kosztem lepszych, bo nie jest ani samobójcą, ani idiotą. Jako że większość drużyn w lidze miało już w tym sezonie przynajmniej dwóch trenerów, liczba minut spędzonych na boisku jest tym bardziej miarodajnym wskaźnikiem. Jeśli dwóch różnych trenerów uznawało danego zawodnika za wystarczająco dobrego, by grał, to znaczy, że prawdopodobnie w klubie nie było lepszych.

Wady zestawienia

Od razu trzeba zaznaczyć, że liczba rozegranych minut jest ułomnym wskaźnikiem. Nie uwzględnia długotrwałych, pechowych kontuzji (co sprawia, że według zestawienia Lukas Haraslin jest zbędny Lechii, a Julian Cuesta Wiśle Kraków). Nie uwzględnia, czy ktoś grał dobrze, czy źle (Igors Tarasovs czy Tim Rieder jako przydatni dla Śląska). Nie uwzględnia, że ktoś mógł przez ponad połowę sezonu siedzieć na ławce, a później fantastycznie wystrzelić (Milan Dimun). Dlatego czynnik ludzki przy podejmowaniu decyzji jest konieczny. To dyrektorzy sportowi na końcu zadecydują, komu w częstszym graniu przeszkodziły kontuzje, komu pech, kto jeszcze dobrze rokuje, by w przyszłym sezonie grać regularnie. Same liczby nie powiedzą nam ze stuprocentową pewnością, kto jest zbędny, a kto nie. Mogą jednak wskazać pewne tendencje. Niepokojące.

Problemem ekstraklasy jest to, że niemal połowa obcokrajowców to w swoich klubach notoryczni rezerwowi.

Przyjęty filtr jest prosty: jeśli dany piłkarz, od początku sezonu (albo od momentu, gdy podpisał kontrakt z klubem, jeśli podpisał już w trakcie sezonu) rozegrał ponad połowę możliwych minut, trafiał do kategorii obcokrajowców przydatnych dla swoich klubów. Jeśli rozegrał mniej, niezależnie od przyczyn, trafiał do grona obcokrajowców, bez których kluby spokojnie by sobie poradziły.

Pary mieszane

Nie byłoby w polskiej piłce problemu nadmiaru obcokrajowców, gdyby kluby ściągały zagraniczne gwiazdy, czy solidnych zawodników podnoszących jakość. Kłopot polega na tym, że obcokrajowcy nie grają, a przesiadują na ławkach rezerwowych i trybunach. Idealnym rozwiązaniem, jeśli zgodzimy się, że praktycznie nie da się zbudować dobrej drużyny za małe pieniądze bez jakichkolwiek obcokrajowców, jest tworzenie na danych pozycjach par obcokrajowiec i rywalizujący z nim Polak (najlepiej młody). Przykłady takich par to Wołodymir Kostewycz i Piotr Tomasik (choć już nie młody) na lewej obronie Lecha czy Michal Siplak i Kamil Pestka na lewej obronie Cracovii. Sytuacja, w której o miejsce na jednej pozycji rywalizuje dwóch obcokrajowców, jest już niekorzystna, bo od razu zakłada, że jeden z nich będzie notorycznym rezerwowym. Np. jak w przypadku pary Diego Ferraresso – Matic Fink na prawej obronie Cracovii. Można jeszcze wierzyć Pasom, że nie stać ich, by znaleźć polskiego prawego obrońcę lepszego od tej dwójki, ale trudno uwierzyć, że nie da się znaleźć Polaka, który byłby przynajmniej zmiennikiem dla Ferraressa lub Finka.

Statystyki z minionych 34 kolejek pokazują, że ze 173 obcokrajowców będących aktualnie zgłoszonych do ekstraklasy, aż osiemdziesięciu dwóch przez ponad połowę możliwego czasu siedziało na ławkach rezerwowych. To oznacza, że 47 procent obcokrajowców w ekstraklasie to przez większość sezonu zmiennicy.

Płocki wzór

W lidze nie ma ani jednego klubu bez obcokrajowca. Najkorzystniej, jeśli chodzi o sprowadzanie zagranicznych piłkarzy, wypada w tym sezonie regularnie ostatnio chwalona Wisła Płock. „Nafciarze” mają na kontraktach pięciu obcokrajowców i każdy to podstawowy piłkarz zespołu. Nico Varela, Semir Stilić, Giorgi Merebaszwili, Jose Kante, a nawet Thomas Daehne podnoszą jakość zespołu. Żaden z nich nie przegrywa regularnie rywalizacji na swojej pozycji. Stuprocentowej skuteczności, jeśli chodzi o sprowadzanie obcokrajowców, nie ma żaden inny klub w lidze.

Skuteczny beniaminek

Wysoki odsetek piłkarzy zagranicznych względem zbędnych mają tylko nieliczni. Dość zaskakującym wiceliderem jest Sandecja Nowy Sącz. Jej obcokrajowcy nie są gwiazdami ligi, bo biedny beniaminek musi szukać w mocno przebranym „towarze”. Jednak aż 87% tych, którzy ostatecznie do Nowego Sącza trafili, wskoczyło do podstawowego składu ekip Radosława Mroczkowskiego i Kazimierza Moskala. Jedynym z ośmiu obcokrajowców, których Sandecja mogła sobie oszczędzić, jest Jakub Gric. Pozostali są, jacy są, ale lepszych w zespole nie ma. A o to w ściąganiu obcokrajowców przecież chodzi. Jedną pomyłkę zaliczyła też Pogoń, w postaci Duńczyka Mortena Rasmussena, jednak pozostali – Lasza Dwali, Ricardo Nunes, Cornel Rapa i Spas Delew – grają regularnie. Przyzwoicie – z 64-procentową skutecznością – wygląda też Jagiellonia, w której na ławce przesiadują Guti, Bodvar Bodvarsson, Dejan Lazarević i Cilian Sheridan, ale większość zagranicznych piłkarzy ma jednak miejsce w składzie Ireneusza Mamrota. Większość drużyn ligi kręci się pomiędzy 40 a 55% przydatnych obcokrajowców, co oznacza, że z połową swoich zagranicznych piłkarzy mogłyby się lekką ręką rozstać, bez wielkiej straty dla jakości zespołów.

Przeludniona Arka

Najgorzej w lidze wypadają Bruk-Bet Termalica Nieciecza (38%) i  Arka Gdynia (33%). Gdynianie mają w składzie dziewięciu obcokrajowców, ale tylko trzej – Antoni Bohdanow, Frederik Helstrup i Pavels Steinbors – mieszczą się regularnie w drużynie Leszka Ojrzyńskiego. W Niecieczy większość możliwego czasu gry spędzili na boisku Jan Mucha, Artem Putiwcew, Samuel Stefanik, Martin Mikovic i Joona Toivio, choć obecność tego ostatniego wśród pożytecznych pokazuje pewną ułomność zestawienia.

Przed letnim oknem transferowym należy więc życzyć ekstraklasie nie masowego stawiania na młodzież, nie stadnego kupowania Polaków, bo to utopia. Pierwszym krokiem w dobrą stronę byłoby takie planowanie kadr, by o miejsce na jednej pozycji rywalizowali obcokrajowiec i Polak. W takiej sytuacji nawet, gdy zagraniczny piłkarz będzie numerem jeden, w przypadku kontuzji, kartek czy słabszej formy, będzie w jego miejsce wskakiwał polski zawodnik i skład narodowościowy ligi nie będzie aż tak mocno i niekorzystnie dla polskiej piłki przechylony w stronę zagranicy.

Pełne zestawienie wygląda następująco:

  1. Wisła Płock – 100% obcokrajowców z ponad połową możliwego czasu gry

  2. Sandecja – 87%

  3. Pogoń – 80%

  4. Jagiellonia – 64%

  5. Legia – 54%

  6. Zagłębie – 50%

  7. Lech i Cracovia – po 46%

  1. Wisła K. i Śląsk – po 44%

  1. Korona – 43%

  2. Lechia i Piast – po 42%

  1. Górnik – 40%

  2. Nieciecza – 38%

  3. Arka – 33%

A tak szczegóły dla każdego klubu:

WISŁA P.: Grający: Daehne, Varela, Stilić, Merebaszwili, Kante. Rezerwowi:

SANDECJA: Grający: Benga, Kraczunow, Piter-Bucko, Mraz, Ksionz, Sovsić, Kolew. Rezerwowy: Gric.

POGOŃ: Grający: Dwali, Nunes, Rapa, Delew. Rezerwowy: Rasmussen.

JAGIELLONIA: Grający: Kelemen, Runje, Mitrović, Guilherme, Pospisil, Novikovas, Bezjak. Rezerwowi: Guti, Bodvarsson, Lazarević, Sheridan.

LEGIA: Grający: Remy, Astiz, Hlousek, Vesović, Phillips, Antolić, Hamalainen. Rezerwowi: Kudiavcevs, Mauricio, Cafu, Pasquato, Iloski, Eduardo.

ZAGŁĘBIE: Grający: Guldan, Mares. Rezerwowi: Todorovski, Nespor.

LECH: Grający: Putnocky, Dilaver, Kostewycz, Jevtić, Situm, Gytkjaer. Rezerwowi: Rogne, Vujadinović, De Marco, Radut, Barkroth, Chobłenko, Koljić.

CRACOVIA: Grający: Dytiatjew, Fink, Covilo, Hernandez, Zenjov, Rakels. Rezerwowi: Peskovic, Siplak, Ferraresso, Dimun, Culina, Brock-Madsen, Datković.

WISŁA K.: Grający: Arsenić, Palcić, Brlek, Llonch, Mitrović, Imaz, Carlitos. Rezerwowi: Cuesta, Gonzalez, Velez, Basha, Halilović, Kostal, Ondrasek, Bałaniuk, Kolar.

ŚLĄSK: Grający: Rieder, Tarasovs, Riera, Pich. Rezerwowi: Cotra, Augusto, Jović, Vacek, Srnić.

KORONA: Grający: Alomerović, Kovacević, Kallaste, Cvijanović, Janjić, Kaczarawa. Rezerwowi: Diaw, Dejmek, Kecskes, Petrak, Jukić, Aankour, Soriano, Kapidzić.

LECHIA: Grający: Kuciak, Nunes, Sławczew, Flavio i Marco Paixao. Rezerwowi: Zelenika, Vitoria, Milos, Krasić, Oliveira, Haraslin, Romario.

PIAST: Grający: Sedlar, Korun, Hateley, Żivec, Papadopulos. Rezerwowi: Plach, Kirkeskov, Rugasević, Bukata, Vassiljev, Badia, Valencia.

GÓRNIK: Grający: Suarez, Angulo. Rezerwowi: Szeweluchin, Arcon, Grendel.

NIECIECZA: Grający: Mucha, Toivio, Putiwcew, Stefanik, Mikovic. Rezerwowi: Maksimenko, Matei, Purece, Kwantaliani, Gergel, Guba, Iancu, Gutkovskis.

ARKA: Grający: Bohdanow, Helstrup, Steinbors. Rezerwowi: Esqueda, Poungouras, Kakoko, Kriwiec, Zarandia, Jurado.

Podziel się wpisem: