Szkoła przetrwania, czyli dlaczego Wisła nie potrzebuje nowego napastnika

Dziesięć dni temu o tej porze Wisła Kraków nie miała podpisanej umowy na żaden stadion. Nie było stuprocentowej pewności, że wystartuje w ekstraklasie, a już tym bardziej nie wiadomo było, czy nie będzie się musiała wyprowadzić z Krakowa. Aktualnie Wisła ma podpisaną umowę jeszcze na dwa mecze – piątkowy z Miedzią Legnica i 10 sierpnia z Wisłą Płock. Gdzie Wisła zagra pod koniec sierpnia z Górnikiem Zabrze – nie wiadomo. Można zakładać, że przy Reymonta, ale pewności co do tego mieć nie można. Miesiąc temu też zakładano, że miasto nie będzie robić problemów. A jednak zrobiło. To nauczka. Trzeba zakładać najbardziej pesymistyczny, a nie optymistyczny wariant.

Klub okrojony z przychodów

Zgodnie z wynegocjowanymi warunkami, klub będzie musiał na czterdzieści osiem godzin przed każdym meczem przelewać 123 tysiące złotych za wynajem stadionu przy ulicy Reymonta Zarządowi Infrastruktury Sportowej w Krakowie. Pieniądze z Ekstraklasy S.A. ujrzy tylko w części, bo sporo będzie przelewane bezpośrednio na konto Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie. Pieniądze z praw telewizyjnych ujrzy tylko w części, bo sporo będzie przelewane bezpośrednio na konto „Tele-Foniki”, czyli poprzedniego właściciela. Polskie kluby żyją w większości z praw telewizyjnych, premii za wyniki sportowe i zasiłków z miasta. Wisła z miasta nie dostaje praktycznie nic i płaci jeden z najwyższych czynszów za stadion w lidze. Na premii za wyniki sportowe i na prawach telewizyjnych ręce położyli wierzyciele. Dodatkowo Wisła musi spłacać ugody z Milanem Jovaniciem i Markiem Jovanoviciem, byłym piłkarzami klubu, dawną agencją marketingową UFA, musi płacić Kiko Ramirezowi, którego kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2019, bardzo możliwe, że będzie musiała płacić Dariuszowi Wdowczykowi i Joanowi Carrillo (horrendalnie wysoką pensję sto tysięcy złotych miesięcznie). Do tego musi płacić miastu Myślenice ciężkie pieniądze za wynajem bazy treningowej i spłacać zaciągnięte pożyczki u różnych prywatnych podmiotów.

Nobel za przetrwanie

To wszystko sprawia, że klub czeka ARCYTRUDNY finansowo sezon. Jeśli uda się go przetrwać w ekstraklasie, z licencją na kolejny sezon, z podpisaną umową na stadion na kolejne rozgrywki, bez żadnego piłkarza, który odszedł z winy klubu, z mniejszymi niż dotąd długami, bez ujemnych punktów, będzie to gigantycznym sukcesem. By go osiągnąć, wymagane będą żelazna dyscyplina budżetowa, umiejętności negocjacyjne i sporo szczęścia. Jeśli się uda, prezes Marzena Sarapata zasłuży na ekonomicznego Nobla. Wydawałoby się, że dla osoby śledzącej losy Wisły to oczywistość. A jednak wystarczył jeden niezły mecz z Arką Gdynia, bezbramkowo zremisowany, nie wiadomo, ile mówiący, bo nie znamy jeszcze siły drużyn i nie wiemy, czy Arka nie będzie od teraz przegrywać meczu za meczem, by nastroje się odwróciły. Sporo kibiców poczuło chyba, że wcale nie będzie tak źle, zakładany przed sezonem minimalizm można schować w kieszeń i wrócić do gry o pierwszą ósemkę. Przynajmniej.

Skuteczny napastnik to nie mus

Nagle problemem w dyskusjach o Wiśle, także medialnych, stała się obsada pozycji napastnika. Bo Zdenek Ondrašek i Marko Kolar mają być nie wystarczająco dobrzy. Owszem, żaden z nich nie strzeli w sezonie dwudziestu czterech goli, tak jak żaden napastnik Wisły nie strzelał tyle, między szczytowym Pawłem Brożkiem a szczytowym Carlitosem. Nie przeszkadzało to klubowi zajmować zwykle miejsca w górnej części tabeli. Sezon przed przybyciem Carlitosa do Krakowa, najlepszym strzelcem Wisły został – z dwunastoma bramkami – Rafał Boguski. Wystarczyło to jednak do zajęcia szóstego miejsca w lidze. Takiego samego jak z Carlitosem. Obecność skutecznego napastnika pomaga w osiąganiu niezłych wyników, ale nie jest do nich niezbędna.

Taką mamy ligę

Nie mam zamiaru przekonywać, że Ondrašek i Kolar to świetna para, nawiązująca do duetu Tomasz Frankowski – Maciej Żurawski. Nie, ale to para wystarczająca, by myśleć o pozostaniu w lidze. Cracovia atakuje ligę duetem Gerard Oliva – Filip Piszczek. Zagłębie Sosnowiec Szymonem Lewickim i Vamarą Sanogo. Wisła Płock Karolem Angielskim i Oskarem Zawadą. Korona Kielce Elią Soriano i Maciejem Górskim. Miedź Legnica Fabianem Piaseckim i Mateuszem Piątkowskim. Arka Gdynia Aleksandyrem Kolewem i Rafałem Siemaszką. Para Wisły Kraków nie jest rewelacyjna, ale nie odstaje od par w ataku połowy klubów ekstraklasowych. Zwraca się uwagę, że Ondrašek i Kolar nie strzelali w ostatnim roku goli, ale nie zwraca się uwagi, że jeden był przez większość sezonu kontuzjowany, a drugi prawie nie grał. Wystepując regularnie po 90 minut te pięć-sześć goli w sezonie pewnie strzelą. Żadne to cuda, ale większość napastników w lidze strzela właśnie po pięć-sześć goli. Piszczek i Kolew strzelili w Sandecji odpowiednio sześć i siedem, co wystarczyło, by zapracować na gotówkowe transfery do lepszych klubów. Taką mamy ligę. Pomijam, że Ondrašek ze swoją siłą, umiejętnością zastawiania się, walecznością, nie musi wcale strzelać goli, by być pożytecznym i ułatwiać grę Rafałowi Boguskiemu, Jesusowi Imazowi czy Patrykowi Małeckiemu. Ale nie w tym rzecz, czy Ondrašek jest dobry. Ważniejsze, że Wisły nie stać, by na niego wybrzydzać.

Zbiórka na Portugalczyka

Dobrze poinformowany Twitterowicz Janekx89 napisał, że Wisła chce pozyskać Rafaela Guimaraesa, 27-letniego Portugalczyka, który ostatnio grał w Omonii Nikozja. Oczywiście nie mam pojęcia, jaki to zawodnik. Widzę tylko, że w rekordowym sezonie, siedem lat temu, w II lidze portugalskiej strzelił dziesięć goli (rekord życiowy Ondraška to piętnaście goli, Kolara osiem). Nie kwestionuję jednak konieczności pozyskania tego akurat zawodnika, a jakiegokolwiek. Owszem, gdyby się dało, gdyby Wisła miała wolne pieniądze na zbyciu, można by kogoś ściągnąć. Zakładam, że nowy, zagraniczny, napastnik nie przyjdzie do Polski grać za mniej niż dwadzieścia tysięcy złotych miesięcznie (5 tysięcy euro). Zakładam, że kwota będzie raczej bliższa dziesięciu tysiącom euro, czyli czterdziestu tysiącom złotych miesięcznie. Ale przyjmijmy, że będzie to dwadzieścia tysięcy miesięcznie i podpisze kontrakt na rok. Nie doliczając żadnych premii czy prowizji menedżerskich, kosztów wynajmu mieszkania itp., które przecież będą, sama goła pensja napastnika kosztowałaby Wisłę dwieście czterdzieści tysięcy złotych. W chwalebnej akcji kibiców #WisłaTylkoPrzyReymonta, w której fani zbierają pieniądze na ratowanie klubu, uzbierano aktualnie dwieście trzydzieści tysięcy złotych. Jako że do końca akcji jest jeszcze trochę czasu, można zakładać, że zebrana kwota pozwoli pokryć pensję nowego Portugalczyka. Czy naprawdę o to chodziło w tej akcji, by jakiś Rafael Guimaraes Lopes mógł przez rok dłużej zarabiać, a Wisła dalej była w tym samym miejscu?

Oczywiście, że trener Maciej Stolarczyk i dyrektor sportowy Arkadiusz Głowacki podkreślają, że wciąż szukają wzmocnień. To zrozumiałe. Są w dziale sportowym i muszą dbać o to, by zespół był jak najsilniejszy. Mam jednak nadzieję, że tym razem nie zostanie popełniony błąd z poprzedniego sezonu i potrzeby działu sportowego nie okażą się ważniejsze niż potrzeby klubu. W rozmowach o wzmocnieniach przewija się “czekanie na okazję”. Okazją można uznać dobrego zawodnika, który zgodzi się w Krakowie grać za półdarmo. Mam dziwne przeczucie, że żaden 27-letni Portugalczyk, który rzeczywiście mógłby się Wiśle przydać na boisku, się na to nie zgodzi. Mówi się, że trzeba się wzmocnić sportowo, by zająć wyższe miejsce w tabeli i dostać większą premię z Ekstraklasy, ale dla mnie to dokładnie takie samo myślenie, jak zimowe ściąganie Carrillo, by awansować do pucharów czy – sprzed kilku lat – budowanie klubu w oparciu o pieniądze z awansu do Ligi Mistrzów, który nigdy nie nastąpił. To wszystko doprowadziło do sytuacji, w której Wisła musi wydawać tylko te pieniądze, które naprawdę ma, a nie te, które liczy, że będzie miała, jeśli wszystko dobrze pójdzie.

Jeśli spojrzeć na obecną kadrę Wisły, mając na uwadze, że celem jest przede wszystkim bezpieczne przetrwanie sezonu, nie widzę pozycji, na której Wisła koniecznie i nadwyrężając budżet, potrzebowałaby wzmocnień:

BRAMKA: Lis, Buchalik, Chorążka. Bez dyskusji. Jest kim grać.

PRAWA OBRONA: Jakub Bartkowski, Jakub Bartosz, Matej Palčič. Palčiča można by się swobodnie pozbyć, w klubie zresztą mają takie plany. W razie potrzeby na prawej obronie może też zagrać Zoran Arsenić. Brak potrzeby wzmocnień.

ŚRODEK OBRONY: Marcin Wasilewski – Maciej Sadlok, czyli podstawowa para z meczu z Arką. Do tego Zoran Arsenić, ewentualnie przesunięty z prawej strony Jakub Bartkowski. No i Piotr Świąko, który kiedyś może dostać szansę. Pozycja zabezpieczona.

LEWA OBRONA: Rafał Pietrzak, Marcin Grabowski, a do tego Maciej Sadlok, który po powrocie Arsenicia do zdrowia pewnie wróci na tę pozycję. W razie potrzeby da się tam też przesunąć Arsenicia lub Bartkowskiego.

ŚRODKOWI POMOCNICY: Vullnet Basha i Dawid Kort wspierani przez ściągniętego latem Riccarda Gryma i Patryka Plewkę, który dobrze prezentował się w sparingach. W razie potrzeby da się tu też cofnąć Tibora Halilovicia czy nawet Rafała Boguskiego.

PRAWA POMOC: Rafał Boguski i Martin Koštal.

OFENSYWNI POMOCNICY: Kamil Wojtkowski i Tibor Halilović, obaj ponoć bardzo utalentowani. A przecież w ostatnim meczu grał tam Imaz, może grać Koštal, może Boguski, a w razie potrzeby także Kort. Spora uniwersalność pomocników sprawia, że pozycja dobrze obsadzona.

LEWA POMOC: Patryk Małecki, Jesus Imaz, a do tego choćby Koštal. Da się też przesunąć na tę pozycję Pietrzaka.

ATAK: Zdenek Ondrašek, czyli najbardziej klasyczna z dziewiątek w systemie 4-2-3-1. Wysoki, silny, dobrze grający głową i tyłem do bramki. Marko Kolar, czyli niewiadoma. Twierdzi, że jest dziewiątką, ale raczej lepiej odnalazłby się w systemie z dwoma napastnikami. Do tego mogący awaryjnie zagrać w ataku Małecki, Boguski czy Imaz.

A w rozpisce, oprócz Plewki i Świątki, nie uwzględniłem wiślackiej młodzieży, która właśnie teraz miała dostawać szansę.

To nie jest kadra na mistrzostwo Polski. Ani na puchary. Na górną ósemkę tylko przy dużym szczęściu. Ale taki skład raczej wystarczy na utrzymanie w lidze. Dopiero, jeśli Wisła kogoś sprzeda, z kimś się rozstanie, powstanie realna potrzeba ściągnięcia dodatkowego zawodnika. Choć pieniądze z ewentualnych transferów i tak powinno się chomikować na spłatę zaległości czy na wypłacanie zawodnikom pensji w terminie. W zimie kończy się kontrakt Ondraška, zarabiającego około 70 tysięcy złotych miesięcznie. Wtedy będzie potrzeba ściągnięcia za niego napastnika. Aktualnie, ważniejsze niż nowy napastnik, jest zbieranie pieniędzy na pensje dla obecnych piłkarzy i na raty za stadion. Kibice i działacze Wisły powinni sobie to wyryć na pulpitach laptopów. Obiecujący mecz z Arką nic nie zmienił: celem, wcale niełatwym do zrealizowania, nadal jest przetrwanie.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: