Paulinho? Z samych siebie się śmiejmy

Od kiedy Paulinho przeszedł do Tottenhamu i stał się podstawowym zawodnikiem reprezentacji Brazylii, podniósł się śmiech z polskich trenerów, którzy nie widzieli w nim wielkiego potencjału, gdy grał w Łódzkim KS-ie.

To nie jest przypadek Michaela Essiena, który – jak głosi legenda – miał kiedyś nie przejść testów w Zagłębiu Lubin. Nie wiadomo czy to prawda, ale tak się mówi.

Polskich trenerów jest za co krytykować, nie mam żadnych wątpliwości. Ale najpierw trzeba patrzeć na siebie. Paulinho zagrał w Polsce w 17 meczach. Ilu z was, patrząc na niego wtedy, powiedziała: Boże, toż to piłkarski diament i facet na reprezentację Brazylii?

Kto z nas po 11 meczach Gorana Popova w Odrze Wodzisław, złapał się za głowę i powiedział: ten gość kiedyś będzie grał w Premier League! A kto patrząc na Carlo Costly’ego w GKS-ie Bełchatów powiedziałby, że dwa razy pojedzie na mundial i będzie podstawowym zawodnikiem swojej reprezentacji? I że Junior Diaz z Wisły Kraków będzie regularnie występował w zespole, który awansował z Bundesligi do europejskich pucharów?

Regularnie – jako środowisko – zachwycaliśmy się piłkarskimi półproduktami, które błyszczą tylko w Polsce, jak Semir Stilić, Maor Melikson, Manuel Arboleda czy Roger Guerreiro. Jednocześnie nie potrafimy ocenić potencjału innych zawodników. Trenerzy są śmieszni? Może i tak. Ale my też. Gapiliśmy się w tego nieszczęsnego Paulinho i widzieliśmy gościa z ŁKS-u, a nie środkowego pomocnika reprezentacji Brazylii na mundial.

Podziel się wpisem: