Dlaczego na sprawie Małeckiego tracą wszyscy

Trener jest szefem. Trener ma zawsze rację. Trener ma prawo dobierać sobie zawodników wedle własnego uznania. To on decyduje, kto znajduje się w podstawowym składzie, na jakiej gra pozycji, kto siedzi na ławce, a kto jest poza kadrą. To on widzi zawodników na treningach. I wie, czy pasują do jego wizji. Niezależnie od tego, jaki mają paszport i jakie zasługi dla klubu. Dlatego, gdy ktoś, jak Patryk Małecki, staje przed dziennikarzami i jawnie okazuje niezadowolenie z decyzji trenera oraz czuje, że o jego odstawieniu od kadry meczowej nie decydują względy sportowe, musi dojść do otwartego konfliktu. W tym konflikcie rację będzie miał trener. Bo ma zawsze rację. I klub będzie musiał stanąć po stronie trenera, bo inaczej zapanuje anarchia. Tu komentarz do sprawy Patryka Małeckiego mógłby się zakończyć. Jestem jednak zdania, że główną sztuką w zawodzie trenera jest zarządzanie ludźmi. Szatnią. Im większy klub, tym większe znaczenie ma ta umiejętność. Sprawianie, by przykładowy Małecki nie stanął przed dziennikarzami i nie powiedział tego, co powiedział. Dlatego komentarz do sprawy Małeckiego dopiero się zaczyna.

Embed from Getty Images

Decyzja się broni

W warstwie merytorycznej, czyli: czy decyzja o tym, by Małecki nie grał, jest słuszna, nie mam do Joana Carrilla większych pretensji. Małecki był jednym z czołowych zawodników Wisły wiosną dwa lata temu i przez większość poprzedniego sezonu. Tego nie. Gdy grał, raczej nie zachwycał. Do tego doszły problemy zdrowotne. Na jego pozycję jest Jesus Imaz, który strzelił w tym sezonie siedem goli i zaliczył dwie asysty. Decyzja o wystawianiu Imaza kosztem Małeckiego ze wszech miar się broni. Nie jest nawet kontrowersyjna.

Ostentacyjne odstawienie

Małeckiego od podstawowego składu można jednak odstawić subtelnie, albo ostentacyjnie. Gdy się odstawia subtelnie, jest szansa, że mało kto poczuje, że Małecki jest odstawiony. Jest szansa, że nawet Małecki tego nie poczuje. Tymczasem, po meczu z Lechią, który Małecki rozegrał w pierwszym składzie i – moim zdaniem, wbrew temu co mówi – nie spisał się nieźle, tylko kiepsko, rozegrał przez półtora miesiąca dwadzieścia minut. Od tego czasu cztery na sześć razy nie znalazł się nawet w kadrze meczowej. To odstawienie ostentacyjne. Niosące za sobą komunikat: „ja jestem szefem, nie ma świętych krów, nie będzie mi tu żaden Małecki podskakiwał”. Taki komunikat jest czasem konieczny i bywa, że klubom wychodzi na dobre. Dobrze tylko, jeśli jest to przemyślana strategia trenera, a nie strzelanie na oślep. Jeszcze lepiej, gdy to przemyślana strategia nie tylko trenera, ale i klubu, dającego przyzwolenie na poświęcenie jednego piłkarza, by pozytywnie wpłynąć na pozostałych. W tym przypadku raczej tak nie jest, skoro Wisła niedawno przedłużyła z Małeckim kontrakt. I to do 2020 roku.

Problem zarządzania szatnią

Na ławce rezerwowych jest siedem miejsc, ale jedno zwykle zajmuje rezerwowy bramkarz, jedno stoper, jedno boczny obrońca i jedno środkowy pomocnik, z czego robią się trzy miejsca dla napastników i skrzydłowych. Kosztem Małeckiego na mecze jeździli (liczę graczy, którzy mogą grać, jak Małecki, w przedniej trójce w systemie 4-3-3): Tibor Halilović, Marko Kolar, Denys Bałaniuk, Kamil Wojtkowski (Gliwice), Halilović, Bałaniuk, Paweł Brożek, Kolar (Korona), Halilović, Wojtkowski, Brożek (Jagiellonia i Śląsk), Wojtkowski, Brożek, Kolar (Legia). Za każdym z tych zawodników przemawiają albo umiejętności, albo forma, albo zasługi, albo doświadczenie, albo potencjał. Nie wypada trzymać długotrwale poza kadrą Halilovicia, Kolara, Bałaniuka czy Wojtkowskiego, bo to dobrzy, młodzi piłkarze, na których Wisła może zarobić. Nie wypada notorycznie trzymać poza kadrą Brożka, bo to legenda. A przecież są jeszcze Zdenek Ondrašek czy Martin Koštal. Tak, zarządzanie szatnią jest trudne. Zwłaszcza zarządzanie 27-osobową szatnią (nie liczę młodzieży, bo Carrillo też jej nie liczy), gdy ma się do rozegrania tylko szesnaście meczów. Tak, to trudne.

Trener mądrzejszy od piłkarzy

Jako że co mecz, jeśli nie ma żadnych kontuzji, trzeba odesłać na trybuny dziewięciu piłkarzy z umiejętnościami i ambicjami, wielu trenerów podkreśla, że największą uwagę trzeba poświęcać nie tym, którzy grają, ale tym, którzy nie grają. To tam bowiem decyduje się, czy trener osiągnie sukces, czy poniesie porażkę. Pierwsza jedenastka zwykle skacze za każdym trenerem w ogień. Gorzej z rezerwowymi i tymi, którzy są poza kadrą. Oni są w stanie rozsadzić każdą drużynę świata. Od okręgówki, po Ligę Mistrzów. Czy to nieprofesjonalne? Tak. Piłkarze są często mało profesjonalni w swoim egoizmie. Trener, opiekując się szerszym projektem, musi to wiedzieć i być od nich mądrzejszy. Musi się doskonale orientować w grupie i wiedzieć, jak w każdym zawodniku podtrzymać poczucie, że jest potrzebny. Wiedzieć, że przykładowy Koštal, jeśli przez trzy miesiące nie załapie się do kadry meczowej, zaciśnie zęby i będzie pracował dalej. I wiedzieć, że Małecki taki nie będzie. Ludzie się różnią. To prawdopodobnie wada Małeckiego. Ale ma też przydatne zalety. Niektórych trzeba skrytykować, niektórych pochwalić, z niektórymi porozmawiać, z innymi pójść na kolację. To także praca trenera.

Przykład Guardioli

Dlatego nawet jeśli aktualnie to Carrillo ma rację, nie uważam, by rozwiązał sprawę najlepiej, jak się dało. Gdyby raz odesłał poza kadrę Małeckiego, raz Brożka, raz Kolara, raz Bałaniuka itp., sytuacja wyglądałaby inaczej. Gdyby wpuścił Małeckiego na końcówkę częściej, niż raz na sześć meczów, Wisła też raczej nie spadłaby z ligi. Zwłaszcza, że sparing z Piastem Gliwice pokazał, że Małecki nie jest znowu w tak dramatycznej formie. Owszem, gliwiczanie grali w drugiej połowie dość eksperymentalnym składem. Ale jednak Małecki jednego gola strzelił, drugiego wypracował prostopadłym podaniem, był bliski strzelenia trzeciego, kiedy dobrym refleksem wykazał się bramkarz Piasta. Nieźle, jak na 53 minuty gry zawodnika spoza kadry. Jest też kilka zabiegów dodatkowych, stosowanych przez trenerów z całego świata. Np. wyjątkowo ciepło pochwalić piłkarza, który nie łapie się do kadry, na konferencji prasowej. Zwłaszcza, że Małecki jest zawodnikiem, o którego pyta się trenera praktycznie co tydzień, więc ma ku temu okazję. Mistrzem tego był Pep Guardiola, rodak Carrillo, który raczej był skłonny mówić o Rafinhii, niż o Lewandowskim, że jest „supersuper Spieler”. To nie rozwiązuje sprawy między trenerem, a zawodnikiem, ale przynajmniej usypia na chwilę czujność zainteresowanych klubem dziennikarzy i kibiców, dając trenerowi więcej czasu, na pokojowe rozwiązanie sprawy z zawodnikiem w zaciszu swojego gabinetu. Cyniczne? Być może. Ale trener musi się poruszać na tylu frontach, że powinien być także dobrym politykiem.

Embed from Getty Images

Dlaczego Małecki jest potrzebny

Małecki mówi, że nie jest piłkarzem, który chodzi do trenera pytać, dlaczego nie gra. Carrillo ewidentnie nie jest trenerem, który zaprasza do siebie piłkarzy, by im tłumaczyć, dlaczego nie grają. I teraz problem ma klub, który w listopadzie przedłużył z Małeckim kontrakt. Przypomnijmy, że Wisła chciała zatrzymać Małeckiego nie tylko dlatego, że uważa go za wyjątkowo dobrego skrzydłowego, ale także dlatego, że uważa za ważne, by w zespole pozostał akurat Małecki. Bardzo możliwe, że w lecie z zespołem pożegnają się Brożek, Arkadiusz Głowacki i Rafał Boguski. Małecki pozostałby jedynym łącznikiem dawnej Wisły z obecną. Kluby raczej starają się tego formatu postaci zatrzymywać, bo to ważne, by w klubie był ktoś, kto się z nim identyfikuje i z kim identyfikuje się przynajmniej część kibiców. Raczej nie ma perspektyw, by w Wiśle zaroiło się nagle od świeżych wychowanków. W klubie podkreślano, że Małecki jest ważny jako postać, a nie tylko jako piłkarz. Takie podejście przez lata było siłą Wisły. Był moment zapaści sportowo-finansowej, gdy tylko przywiązanie kilku piłkarzy, Brożka, Boguskiego, Głowackiego, ale też, w jakimś stopniu, Małeckiego, trzymało ten zespół sportowo na powierzchni. Nie brakuje przykładów klubów, w którym całkowite wyczyszczenie szatni z ikon źle się w dłuższej perspektywie kończy.

Wszystkie strony stratne

Carrillo się nie ugnie, Małecki będzie szedł w zaparte, w lecie zmieni klub. Za jakiś czas Carrillo w Krakowie nie będzie – przecież to jasne, tak działa trenerski świat – ale Małeckiego też nie będzie. W dobie, w której klubom dramatycznie brakuje postaci, które nie są tylko tymczasowymi najemnikami, chcąc odstawić Małeckiego od składu, trzeba to było zrobić wyjątkowo delikatnie i mądrze. Doprowadzono jednak do przeciągania liny, w którym obie strony muszą sobie pokazać, kto jest silniejszy. Każdy wyjdzie z niego na dłuższą metę osłabiony. Wisła, bo straci piłkarza, którego nie chciała stracić. Małecki, bo odejdzie z miejsca, w którym najlepiej się czuje. I Carrillo. Nawet jeśli na chwilę urośnie, pokazawszy siłę. Im dłużej trener pracuje w jednym miejscu, tym więcej ma zwykle wokół siebie niezadowolonych osób. Tempo, w jakim doszło do eskalacji sprawy z Małeckim, pokazuje, że nowy trener Wisły raczej nie jest mistrzem zarządzania szatnią. Co na dłuższą metę raczej źle się dla trenerów kończy.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: