"Nie zabolała mnie strata Leroya Sanego. Za rok mógłby przejść do Bayernu"

Po dwóch z rzędu rozczarowujących sezonach, Schalke 04  znów zaczyna wszystko od nowa. Ma nowego trenera oraz dyrektora sportowego i chce wreszcie zacząć  gonić dystans do uciekającej z roku na rok ścisłej czołówki. O nowej odsłonie klubu z Gelsenkirchen mówi Marcin Borzęcki, dziennikarz Weszło i fan Schalke.

W ostatnich latach nie było łatwo kibicować Schalke. Czy masz jeszcze jakieś nadzieje przed nowym sezonem?

Marcin BORZĘCKI: – Nigdy nie było łatwo kibicować Schalke. Nastroje mam mocno ambiwalentne, bo takiej niewiadomej, jak w tym sezonie, jeszcze nie było. Na górze zmieniło się właściwie wszystko – zarówno dyrektor sportowy, jak i trener. Jest wielu nowych zawodników, więc ciężko powiedzieć, jak to będzie wyglądało. Na pewno jestem spokojniejszy niż przed każdym poprzednim sezonem. Markus Weinzierl nie jest moim wymarzonym trenerem, ale to część planu. A wcześniej dominowały w Schalke doraźne sposoby zaleczenia problemów – jak nie Roberto Di Matteo, to Andre Breitenreiter. Dyrektor sportowy Christian Heidel to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nie mam wielkich oczekiwań na ten sezon, ale wierzę, że z czasem jego praca będzie przynosić efekty.

Jesteś przekonany, że Heidel będzie tak samo skuteczny, jak był w Moguncji?

 – Na początku był pewien niepokój, jak poradzi sobie z dostępem do dużej gotówki, ale te pierwsze ruchy świadczą o nim bardzo dobrze. Porusza się po rynku transferowym naprawdę sprawnie, mądrze dysponuje pieniędzmi. Gdy czytam wywiady z nim, sprawia wrażenie gościa rozsądnego i konkretnego. Horst Heldt, jego poprzednik, wszystko robił trochę po omacku, na farta, a tu wszystko jest przemyślane. Mocno przygotował się do swojej roboty. To projekt na lata.

Wiadomo, że w Schalke ścierają się różne frakcje. Nie obawiasz się, że Heidel nie dostanie pełnej władzy?

– Na pewno wokół klubu kręci się sporo podpowiadaczy, mądre głowy, które dorzucają swoje trzy grosze, ale myślę, że charakter Heidela nie pozwoli na to, by ktoś ingerował w jego pracę. To gość z jajami. Nie da sobie przeprowadzać dużych transferów na ostatnią chwilę, jak Heldt z Kevinem-Princem Boatengiem. Heidel pewnie będzie się starał dążyć do autorytarnej władzy. W jego działce nikt nie będzie mógł na pewno mieszać.

Wspomniałeś, że Weinzierl to nie jest twój wymarzony trener. Dlaczego?

– Nie jest wymarzony, ale z drugiej strony, gdy zastanawiałem się kto byłby wolny, w zasięgu, wpisujący się w plany klubu, to nie znalazłem nikogo lepszego. Mam pewne obawy czy nie okaże się to Breitenreiter bis, ale ich doświadczenia są jednak nieporównywalne. Weinzierl prowadził Augsburg przez długi czas, grał z nim w Lidze Europy. Ciężko ich porównywać, choć Weinzierl też jest sporą niewiadomą. Ale jestem optymistą. 

Czego twoim zdaniem należy realnie oczekiwać po Schalke?

Zadowoliłoby mnie miejsce w pierwszej czwórce i taki wymóg bym stawiał. Wydaje mi się to w miarę w zasięgu, choć gdy patrzę na wzmocnienia Leverkusen czy Wolfsburga, jestem trochę przerażony. A jest przecież jeszcze Gladbach. Mimo to myślę, że czwórka byłaby w zasięgu. Ale nie o to chodzi. Nie chcę patrzeć krótkowzrocznie. Pracę Heidela czy Weinzierla powinniśmy oceniać w perspektywie kilku lat. Dałbym im czas. Jako kibic Schalke, jestem tak wyposzczony, że jestem w stanie dać dużo czasu i ogromne wotum zaufania, byleby spokojnie popracowali i w długim okresie coś poprawili. Gdyby okazało się, że znów będzie tylko Liga Europy, to nie będę narzekał. Nie zawieszam wysoko poprzeczki. 

Wielu spodziewało się po Schalke sporej aktywności transferowej. Tymczasem Heidel chyba chce zobaczyć, jak na niektórych zawodników wpłynie zmiana trenera.

– Po części się zgadzam, bo obserwując okres sparingowy, zwróciłem uwagę, że np. Eric-Maxim Choupo-Moting spisywał się doskonale. To był zawodnik, którego nie poznawałem. Poprzednio był chimeryczny, a teraz grał świetnie. Może Weinzierl z Heidelem chcą poczekać i ocenić z bliska niektórych piłkarzy. Czy spodziewałem się szaleństwa? Miałem pewnie cichą nadzieję na sporo transferów, ale wiem, że Schalke ma nadal spore długi i nie może sobie pozwolić na rozrzucanie pieniędzy na lewo i prawo. Ale coś się jeszcze może wydarzyć przed końcem okienka.

A z obecnych transferów jesteś zadowolony?

– Jak najbardziej. Niedosyt pozostawia oczywiście kontuzja Kokego, po którym wiele sobie obiecywałem. Świetnym ruchem było rozbicie transferu Breela Embola na trzy raty po około osiem milionów, przez co budżet klubu tak mocno tego nie odczuje. Naldo w sparingach pokazał, że może wnieść wartość większą niż Joel Matip. Możemy bardzo szybko zapomnieć o Kameruńczyku. Świetnie gra w destrukcji, a do tego bardzo dużo podpowiada innym. W tym sezonie to może być najważniejszy transfer. Bo Embola traktuję jednak jako wzmocnienie głównie na przyszłość.

O drużynie Schalke mówiło się, że jest za grzeczna. Czy to się zmieniło?

 – Chciałbym w drużynie takiego doświadczonego pomocnika z jajami. Przywołam znowu Koke. Kibice Sevilli podkreślali, że to nie był zawodnik, który trafiał na czołówki gazet, ale był pierwszy do pracy. To podobno dusza i serce zespołu, dlatego fajnie jakby był jak najszybciej do dyspozycji. Poza zasięgiem jest Bastian Schweinsteiger, ale o kimś takim w Schalke bym marzył. Chociaż nie wiem, jak wtedy Weinzierl pomieściłby w składzie jeszcze Leona Goretzkę, Johannesa Geisa i Maksa Meyera. Ale to problem tylko hipotetyczny.

Na ile zabolała cię strata Leroya Sanego?

 – Nie zabolała mnie. Kocham go oglądać i na pewno będę regularnie oglądał dla niego mecze Manchesteru City, ale jestem świadom tego, że za rok mógłby odejść do Bayernu Monachium, a tego bym nie przeżył. Już po Manuelu Neuerze długo się zbierałem. Jego sprzedaż cieszy mnie tym bardziej, że udało się wyciągnąć za niego kolosalne pieniądze. Kosztował więcej milionów niż rozegrał meczów w Bundeslidze.

 Nie boisz się, że wzmocnienia wzmocnieniami, a znów wszystko będzie zależeć od dyspozycji Klaasa-Jana Huntelaara?

 – Punktem wyjścia jest to, jak Weinzierl to ustawi. W sparingach grał na jednego albo dwóch napastników. Za Breitenreitera napastnicy też czasem grali w linii, ale tutaj zawsze jeden z nich cofał się po piłkę. Nie jestem zbytnio fanem Huntelaara, widać, że nie ma już żadnej dynamiki. Być może jest rozpatrywany jako mentor dla Embola. Wierzę, że z racji obecności w klubie Szwajcara oraz Franca Di Santa, odpowiedzialność za strzelanie goli trochę się rozłoży. Liczę, że Argentyńczyk, po fatalnym sezonie, wróci do poziomu prezentowanego w Werderze Brema. Przydałby się jeszcze jakiś skrzydłowy. Wtedy, grając rozsądnie i z głową w obronie, nie powinniśmy być uzależnieni od tego czy Huntelaar trafi do bramki.

PRZECZYTAJ TAKŻE 

Bayern nie potrzebuje pieniędzy z transferu Lewandowskiego. Potrzebuje Lewandowskiego” – rozmowa z Michałem Jeziornym.

“Piszczek opiera się odmłodzeniu w Borussii. Błaszczykowski musiał odejść” – rozmowa z Pawłem Musiałem.

“To może być przełomowy sezon Bayeru Leverkusen” – wywiad z Martinem Huciem.

 

Podziel się wpisem: