Mundial w Bielsku-Białej, czyli polskie trybuny marzeń

Długo nie zanosiło się na to, że mistrzostwa świata do lat dwudziestu w Bielsku-Białej zakończą się sukcesem. Kilka lat wcześniej, mimo zaproszenia ze strony PZPN, miasto nie zdecydowało się na zorganizowanie mistrzostw Europy do lat 21, na czym skorzystały Tychy. Tym razem Bielsko też początkowo nie znalazło się w gronie sześciu organizatorów mistrzostw. Polskie władze piłkarskie wolały, by turniej został rozegrany w Lubinie, gdzie jednak zdaniem FIFA, infrastruktura hotelowa była zbyt uboga.

Problemy na każdym kroku

Gdy zajrzało się w okolice bielskiego stadion raptem na trochę ponad miesiąc przed turniejem, można było zrozumieć sygnały, że FIFA nie była specjalnie zadowolona z tego, co się działo wokół obiektu. Główna droga dojazdowa od strony Krakowa została całkowicie rozkopana. Podobnie jak najszersza z alej otaczających stadion. Nie było szans, by budowy zakończyły się w ciągu kilku tygodni, bo są zaplanowane na najbliższe kilka lat. Tuż przy samym stadionie straszył jeszcze lej po bombie, będący pozostałością po dawnej siedzibie policji i zaledwie zalążkiem przyszłego parkingu. I bez tych trwających w najbliższych okolicach obiektu robót było wiadomo, że stadion został zbudowany niemal całkowicie bez miejsc parkingowych, co jest problemem nawet na meczach Podbeskidzia, a co dopiero międzynarodowych. Komunikacja miejska w Bielsku-Białej od lat działa tak, by zachęcić jak najwięcej osób do przesiadania się na samochody. Nie najlepiej było też z boiskami. Piłkarze Podbeskidzia muszą wyjeżdżać na treningi poza miasto, bo w bezpośredniej okolicy stadionu nie pozostawiono żadnego obiektu treningowego. Baza w Dankowicach w miesiącach letnich sprawia niezłe wrażenie, jednak po kilku dniach deszczu zwykle znajduje się pod wodą. Tymczasem akurat w tygodniu poprzedzającym start turnieju region nawiedziła powódź, uniemożliwiając treningi nie tylko w Dankowicach, ale i na obiektach Rekordu oraz w Jaworzu. Przez jakiś czas z czterech boisk przeznaczonych na zajęcia dla uczestników mistrzostw, do treningów nadawało się tylko jedno, w Ligocie. Ale taki stan nie mógł potrwać zbyt długo, bo jedno nasiąknięte boisko nie dałoby rady wytrzymać przyjmowania dzień w dzień kilku drużyn. Problemy się piętrzyły.

Wyjątkowe widowiska

Osiem mundialowych meczów później klimat zupełnie się odmienił. Jeśli jakieś mecze z tego turnieju będzie się pamiętać po latach, to pewnie właśnie te rozegrane w Bielsku. To miasto miało szczęście do znakomitych spotkań. Tam zaczynało mistrzostwa dwóch przyszłych półfinalistów, których wtedy nikt nie podejrzewał, że mogą zajść tak daleko, czyli Ukraińcy i Koreańczycy. Tam odbył się hit fazy grupowej Argentyny z Portugalią, który obejrzała jak dotąd największa publiczność, jeśli chodzi o turniejowe mecze bez udziału Polaków. Tam znakomite studwudziestominutowe widowisko z golem wyrównującym w ostatniej akcji stworzyli Argentyńczycy i Malijczycy. To właśnie wtedy publika zakochała się w Malijczykach od pierwszego wejrzenia, dając im wsparcie, jakie rzadko dostawali bielscy piłkarze. W rankingu najbardziej kochanych przez bielski stadion drużyn Mali wskoczyło z miejsca do czołowej piątki, obok Podbeskidzia Kasperczyka, Brosza, Boreckiego (trenera) i BKS-u Stal Piechniczka. Wydawało się, że tego meczu nic nie przebije, zwłaszcza że ćwierćfinał Senegalu z Koreą Południową zapowiadał się wyjątkowo marnie. Zespoły, które do najlepszej ósemki przebiły się głównie świetną obroną i dyscypliną taktyczną, rozegrały spotkanie, w którym puściły wszelkie hamulce, a zwroty akcji następowały tak często, że nikomu nie życzyłbym pisania relacji na gwizdek. Tu również na trybunach nie było czuć sparingowej atmosfery, bo przejęli je w zaskakująco dużej liczbie Koreańczycy.

Embed from Getty Images

Lepiej niż w lidze

O ile piłkarski poziom meczów zdecydowanie przewyższał ten, do którego bielska publika jest przyzwyczajona ze spotkań I-ligowego Podbeskidzia i podczas starcia Argentyny z Portugalią było czuć kilka szmerów zachwytów, że centrę można tak łatwo odróżnić od strzału, o tyle największa różnica w porównaniu do codzienności dotyczyła tego, co się działo na trybunach. Tanie bilety, niecodzienne wydarzenie, dobrzy piłkarze oraz zachęcająca pogoda sprawiły, że frekwencja była zaskakująco dobra. Najniższa – 3143 osoby na Nigerii z Ukrainą — była lepsza niż na jakimkolwiek meczu Podbeskidzia w rundzie wiosennej. Mecz Koreańczyków z Senegalem obejrzało więcej osób niż w Gdyni Polaków z Włochami. Dwukrotnie w trakcie tych mistrzostw przy Rychlińskiego było ponad dziesięć tysięcy osób, podczas gdy na Podbeskidziu zdarzyło się to tylko raz w historii. Bielski klub na co dzień korzysta tylko z dwóch z czterech trybun. W ostatnich tygodniach była rzadka okazja, nie tyle, by zobaczyć je pełne, ile w ogóle otwarte.

Prowincja doceniła szansę

Świetnym rozwiązaniem było umieszczenie turnieju w miastach średniej wielkości, w których na co dzień nie ma nawet ekstraklasowej piłki. Do ćwierćfinałów, a więc w fazie, w której stopień atrakcyjności meczów był mniej więcej wyrównany, największa frekwencja była w Lublinie, gdzie na co dzień jest tylko piłka III-ligowa. Dopisała też publiczność z mających dotąd tylko I-ligowców Bielska-Białej, Tychów i Łodzi i III-ligowców w Bydgoszczy. Najmniej osób chodziło na mecze w Gdyni, gdzie jest ekstraklasowa Arka. W Tychach, Bielsku-Białej, Lublinie i Bydgoszczy średnia frekwencja na meczach mundialowych była wyższa niż na ligowych starciach najsilniejszego lokalnego klubu w minionym sezonie.

Inne trybuny

Inny niż zwykle był nie tylko stopień zapełnienia stadionu, ale też zachowanie publiczności. Wbrew obawom, na większości meczów nie panowała sparingowa cisza. Raczej znane z angielskich obiektów reagowanie na wydarzenia na boisku, czyli zrywanie się z dopingiem po udanej akcji drużyny, której się sprzyja, buczenie przy rzucie karnym przeciwko swoim faworytom i szmery zachwytu po szczególnie udanym zwodzie. Nie było zorganizowanych przyśpiewek ze słowami „aż po życia kres” i „kto nie wierzy ch… mu w dziób”. Nie było nikogo, kto w danym momencie kazałby innym wstawać i klaskać. Nie było działających na własną rękę krzykaczy, wyżywających się na sędziach i wołających „do budy!” w kierunku trenera wychylającego się ze swej strefy komfortu. Gdyby nie to, że na meczach domowych dorosłej reprezentacji oraz na Euro U21 przed dwoma laty było podobnie, można by pomyśleć, że takie zachowania na polskich obiektach nie są możliwe, bo tu wszędzie hasło „stadion to nie teatr” oznacza przyzwolenie na zachowania z rynsztoka.

Embed from Getty Images

Polski kibic nieznany klubom

O ile skauci i kibice patrzyli w trakcie mundialu na boiska, działacze polskich klubów powinni byli patrzeć na trybuny. Mieli na nich okazję zobaczyć ludzi interesujących się futbolem, którzy jednak na co dzień, gdy widzą stadion, przechodzą na drugą stronę ulicy. Oglądają w telewizji mecze kadry, śledzą ligi zagraniczne i Ligę Mistrzów, może nawet wiedzą, co się dzieje w ekstraklasie, ale nie mają ochoty płacić za wątpliwe doznania na stadionie. Publika z mundialu to grupa, o którą każdy polski klub powinien w dłuższej perspektywie walczyć. To zrozumiałe, że nie uda się jej zachęcić z dnia na dzień, ale dotarcie do tego kibica powinno być długofalowym celem Podbeskidzia, GKS-u Tychy, Motoru Lublin itd. To fan, który niekoniecznie oczekuje oglądania największych gwiazd. Wszak większość nazwisk z reprezentacji U-20 Portugalii czy Argentyny, nie mówiąc o Ukrainie czy Nigerii, jest na razie kompletnie anonimowa. Wystarczy dać mu jednak nadzieję choćby przyzwoitego futbolu, takiego, którego oglądanie nie będzie wypalało mu oczu, i już rozgląda się za biletami.

Bezpłatne badanie rynku

Oczywiście, że na imprezę typu mundial łatwiej ściągnąć ludzi na stadion, bo podobnego formatu turnieje nie odbywają się w Polsce co tydzień (choć i tak w ostatnich latach bardzo często), w przeciwieństwie do meczów ligowych, ale marketingowcy Podbeskidzia otrzymali od FIFA darmowe badanie rynku: docelowo w Bielsku-Białej i okolicach jest przynajmniej jedenaście tysięcy osób skłonnych raz za czas pojawić się na stadionie piłkarskim. Dowiedzieli się, że jeśli zatrudnią odpowiednio dobrych piłkarzy, będą grać z odpowiednio atrakcyjnymi rywalami, zbudują odpowiednio ciekawą drużynę, zapewnią na tyle przystępne ceny biletów i terminy meczów, właściwie rozreklamują wydarzenie i przekonają wszystkich, że nikt na trybunach nie będzie im mówił, co mają robić, wtedy są w stanie ściągać na stadion ponad dziesięć tysięcy osób. Jeśli przychodzi mniej, to znaczy, że któryś z warunków jeszcze nie został spełniony.

Odpowiednia pojemność

Gdy budowano stadion w Bielsku-Białej mówiono często, że to za duży obiekt. To, że w ciągu kilku lat od jego otwarcia ani razu nie udało się go zapełnić, sprawia, że niektórzy już twierdzą, iż udałoby się to tylko ojcu Bashoborze. Można jednak też widzieć ten stadion do połowy pełnym. Mimo że Podbeskidzia od trzech lat nie ma w ekstraklasie, już cztery razy udało się ściągnąć na odnowiony obiekt ponad dziesięć tysięcy widzów — dwa razy podczas mundialu, raz na spotkanie Podbeskidzia z GKS-em Katowice i raz na mecz towarzyski reprezentacji U-20 z Anglią. A to oznacza, że przy spełnieniu odpowiednich warunków w regionie jest możliwość przekonania do przyjścia na trybuny kilkunastu tysięcy osób, czyli pojemność obiektu jest w sam raz.

Turniej dla rodzin

Podbeskidziu mogłoby o spełnienie tych warunków być prościej niż innym klubom, wszak osoby uczestniczące w zorganizowanym dopingu stanowią w Bielsku-Białej drobny odsetek publiczności. Nie trzeba więc zrobić tak wiele, jak w niektórych miejscach, by przekształcić stadion w miejsce dla rodzin z dziećmi, którym zdecydowanie był w ostatnich tygodniach. Trudno sobie wyobrazić lepszą imprezę do ściągania na trybuny całych rodzin niż dobiegający końca mundial do lat dwudziestu. Bilety są tańsze i łatwiej dostępne niż na mecze seniorskich reprezentacji, które zresztą do Polski powiatowej raczej nie zaglądają. Na trybunach nie trzeba co chwilę odwracać uwagi dzieci, gdy akurat intonowany jest zorganizowany bluzg. A w futbolu na takich meczach jak Senegal – Korea zakochać się równie łatwo, a chyba nawet łatwiej niż na starciu Podbeskidzia z Wigrami Suwałki, choć ostatnie też skończyło się 3:3.

Embed from Getty Images

Podziel się wpisem: