Kolejny potentat samochodowy chce klubu w Bundeslidze

Gdy niemiecki kibic ma koszmary, śni mu się, że w Bundeslidze rządzą same kluby bez tradycji, z małych miast, ale wielkimi pieniędzmi. Koszmary kibiców w każdym kraju wyglądają zresztą w miarę podobnie. U nas rolę Buki spełniały Amica, Groclin a ostatnio Termalica. W Niemczech liga jak z Hitchcocka to taka zdominowana przez RB Lipsk, Wolfsburg, Leverkusen, Hoffenheim… No właśnie, wiele wskazuje na to, że lista będzie się rozrastać, bo akces do Bundesligi zgłasza kolejny wielki koncern.

Gdy jedziesz pociągiem z Norymbergi do Monachium, na środku drogi znajdziesz Ingolstadt. To pustynia pomiędzy dwoma oazami. W Monachium i okolicach mają Bayern i Augsburg w Bundeslidze, TSV 1860 w 2. Bundeslidze, a przez jakiś czas w najwyższej lidze było też Unterhaching. Po drugiej stronie, we wrogiej Frankonii, mają Norymbergę i Greuther Fuerth. A w środku przez lata była czarna dziura.

Jak na czarną dziurę, wygląda to całkiem przyjemnie. Po prawej stronie za oknem, przez długie kilometry ciągną się rzędy platform wypełnione nowiuśkimi Audi. Po lewej podobnie. Stoi tych wymarzonych aut tysiące. BMW, choć piękne, za bardzo kojarzy mi się z wiejskim lanserem. Mercedesa kupiłbym na 70. urodziny. O, a Audi byłoby w sam raz na teraz. Rozumiecie, że ciężko się tamtędy jeździło. Tu tysiące aut stoi i moknie, więc może by tak jedno… wicie, rozumicie… i tak nikt nie zauważy…

Audi to słowo klucz. Do 2004 roku po Ingolstadt ganiały się po lasach marne drużynki, które w chwilach najwyższej chwały, za czasów gdy Uli Hoeness był dopiero początkującym menedżerem, grały w 2. lidze. A potem kryzys zmusił je do połączenia w jeden podmiot. Powstało FC Ingolstadt, a w nowy projekt zdecydowało się zainwestować miejscowe Audi. Ma swój klub w Bundeslidze Mercedes (Stuttgart), ma pośrednio BMW (Bayern), ma całkiem bezpośrednio Volkswagen (wiadomo), to może i Audi.

Na pustyni postawiono 15-tysięczny nowoczesny stadion “Audi Sportpark”. Postawiono też, nowiutką jak te Audi przy torach, bazę treningową dla młodzieży. I zaczęto budować drużynę. Nikt w Ingolstadt nie ma planów podboju cywilizacji w stylu Red Bulla z Lipska, ale krok po kroku chciano iść do przodu. Startowano z pułapu IV ligi, ale od razu wzięto znane nazwiska. Dyrektorem sportowym mianowano Thomasa Linkego, byłego reprezentanta Niemiec. A trenerów w krótkiej historii klubu też się już trochę z Ingolstadt wybiło. Awans do 3. ligi wywalczył Thorsten Fink, późniejszy szkoleniowiec Bazylei i Hamburga, ponowny awans po spadku zrobił już Michael Wiesinger, znany z Norymbergi.

Co roku z większymi pieniędzmi, ale drużyna nie potrafiła póki co włączyć się do gry o Bundesligę. Ingolstadt co roku zajmuje miejsce w dolnej połówce tabeli – tak jak i w tym roku – i trzeba przyznać, że Linke nie bardzo sprawdza się jako dyrektor sportowy, skupując raczej podstarzałe, zmanierowane gwiazdki, zachęcone łatwymi pieniędzmi. W Ingolstadt planują jednak położyć kres przeciętniactwu i w najbliższych latach awansować do Bundesligi. Prezes Peter Jackwerth twierdzi, że “klub ma potencjał Freiburga czy Mainz” i chyba wie, co mówi. Musi tylko zacząć wydawać pieniądze tak mądrze jak Freiburg czy Mainz.

Nikt poważny nie będzie przepowiadał, że Bayernowi pod nosem wyrasta konkurencja, zwłaszcza, że Volkswagen i Audi to dziś jeden koncern, którego flagowym okrętem piłkarskim ma być bezsprzecznie Wolfsburg. Ale nikt nie powinien być zdziwiony, jeśli do Bundesligi w najbliższych latach awansuje kolejny tzw. “sztuczny twór”. Bayern, Augsburg, Norymberga, za chwilę Fuerth, gdzieś w odwodzie TSV 1860, Ingolstadt… Bawaria powoli robi się jak Zagłębie Ruhry. Gdzie spojrzysz – tam klub. Przypadku nie ma w tym żadnego, bo dziś to jeden z dwóch najbogatszych regionów w kraju.

PS Na przeglądowym Z nogą w głowie napisałem o najszybszym trenerskim upadku w Bundeslidze.

PPS A na slask.sport.pl o najtrudniejszej lidze świata, z której może spaść nawet 13 drużyn!

Podziel się wpisem: