Jerzy Dudek: Ciężko mi uwierzyć, że przeżyłem tyle historii

Tekst powstał w ramach współpracy “Z nogą w głowie” z magazynem “Four Four Two”.

Jerzemu Dudkowi, choć z żywotem zawodowego piłkarza pożegnał się już kilka lat temu, daleko do trybu życia typowego domatora. Mało tego, były bramkarz Liverpoolu i Realu pozostaje jednym z najbardziej zajętych przedstawicieli świata polskiego sportu. W najnowszym wydaniu FourFourTwo znajdziecie szczery wywiad, w którym opowiada o swoich pasjach i codziennych obowiązkach. Zdradza także, że już za kilka tygodni na rynku pojawi się jego biografia.

Mimo niespełna 42 lat na karku, Jerzy Dudek wciąż może imponować wysportowaną sylwetką. Nie może być jednak inaczej, skoro regularnie jest zapraszany na mecze pokazowe w gwiazdorskiej obsadzie w różnych częściach świata. Po niedawnych eskapadach choćby na terenie Azji, tym razem 60-krotny reprezentant Polski szykuje się do spotkania, które pod koniec kwietnia ma na Anfield Road upamiętnić wygrany przez Liverpool finał Ligi Mistrzów w 2005 roku z Milanem. – Założenie jest takie, że obie drużyny zagrają w takich samych składach jak dziesięć lat temu. Mam nadzieję, że mecz dojdzie do skutku, bo na pewno fajnie byłoby po dziesięciu latach odświeżyć pamięć o tym niesamowitym spotkaniu. Zwłaszcza że poza Stevenem Gerrardem chyba już nikt z uczestników tamtego spotkania nie gra profesjonalnie w piłkę – mówi Dudek. – Ja w każdym razie jestem w pełnej gotowości, trzymam formę i czekam na powołanie. Z okazji 10-lecia triumfu na pewno jest już za to potwierdzone pod koniec maja w Liverpoolu duże wydarzenie dla kibiców „The Reds”. Komplet biletów rozszedł się błyskawicznie, co zapowiada wyjątkowy wieczór.

Zaledwie kilka dni później Dudka czeka obowiązkowa obecność na finale Ligi Europy, który odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie. – To wielkie wyróżnienie, że UEFA wybrała akurat moją osobę na ambasadora tego wydarzenia. Obowiązków też jednak nie brakuje, bo muszę choćby uczestniczyć w losowaniu kolejnych rund Ligi Europy, które odbywają się w Nyonie – opowiada „Dudi”. – Nie powiem jednak, żebym narzekał. Dzięki losowaniom mam okazję porozmawiać sobie z wysłannikami poszczególnych klubów, w tym także niezwykle bliskich mi ekip – Liverpoolu oraz Feyenoordu. Nie ukrywam też, że już nie mogę się doczekać samego finału. Z jego okazji w Warszawie będzie wielka feta, porównywalna do tych, które obserwowaliśmy podczas Euro 2012.

W międzyczasie Dudek zamierza oddawać się nowej sportowej pasji, czyli golfowi. – Najpierw planuję otwarcie sezonu marcowymi zmaganiami dla amatorów w Hiszpanii, gdzie wybiera się silna ekipa z Polski, a później między innymi udział w Biznes Lidze, gdzie przedstawiciele różnych firm rywalizują między sobą o miano najlepszego. Czołówka pojedzie później na światowe finały do Portugalii. Mam nadzieję, że będę w tym gronie – nie ukrywa. – Moim podstawowym celem na ten sezon jest jednak po prostu grać więcej w golfa niż w ubiegłym roku, gdy momentami nie starczało mi na to czasu. Chciałbym również wystąpić w mistrzostwach Polski amatorów – indywidualnie i w parze z Mariuszem Czerkawskim. Być może pod koniec roku polecę jeszcze na mistrzostwa świata do RPA.

Na tym emocje sportowe z udziałem Dudka wcale jednak się nie kończą, bo coraz ważniejsze miejsce w jego życiu zajmują wyścigi samochodowe. – Od dwóch lat mam styczność z profesjonalnymi wyścigami i w tym roku znów mam zamiar wziąć udział w serii Volkswagen Golf Cup. Na pewno fajnie byłoby móc wykorzystać w tym sezonie te doświadczenia, które zebrałem w poprzednich latach. Tym bardziej że seria Volkswagen Golf Cup ma w tym roku startować razem z elitarną serią ADAC GT – podkreśla Dudek, którego marzeniem jest występ w Rajdzie Dakar za kilka lat.

Przy tak napiętym grafiku Dudek był zatem idealnym kandydatem na ambasadora firmy produkującej zegarki. Kwestią czasu było, że któryś z koncernów złoży mu taką propozycję. I faktycznie, od kilku tygodni jeden z najlepszych polskich bramkarzy w historii jest twarzą marki Citizen. – Jestem bardzo zadowolony z zegarka Citizen, z którego obecnie korzystam. A muszę powiedzieć, że jestem wymagający pod tym względem. Zwracam uwagę, nie tylko na to, jak zegarek chodzi, ale i jak wygląda. Często spoglądam na jego tarczę podczas meczów, ale także w czasie turniejów golfowych – śmieje się Dudek. – Bardzo cenię sobie też wytrzymałość nowego zegarka Citizen. U mnie zegarek jest na ręce 24 godziny na dobę, również wtedy, gdy idę popływać, siedzę w saunie, czy rąbię drzewo. Przyznam, że kilka zegarków zdarzyło mi się już uszkodzić, ale te, które dostałem ostatnio od firmy Citizen spisują się świetnie.

Dudek jest też ambasadorem projektu Liga Heineken, dzięki któremu internauci mogą przeżywać wieczory Ligi Mistrzów, dzieląc emocje z bramkarzem, który przeszedł do historii rozgrywek.
– Bardzo często wymieniam swoje doświadczenia z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych. Sami kibice widać, że również chętnie korzystają z tego kanału komunikacji z osobami, które lubią. Heineken, jeden z głównych sponsorów Ligi Mistrzów, zwrócił się do mnie, abyśmy wspólnie zrobili coś fajnego dla fanów. Takie interakcje z sympatykami futbolu są dla mnie bardzo miłe i dzięki firmie Heineken aż do końca tego sezonu będę korespondował regularnie z nimi odnośnie wydarzeń w najlepszych klubowych rozgrywkach piłkarskich na świecie – przyznaje Dudek.

Jak zdradził magazynowi FourFourTwo, już niedługo na rynku pojawi się druga część jego biografii. – Nowa książka jest już w 95 proc. gotowa, została tylko do opracowania jakaś kosmetyka. Od 2005 roku, kiedy zaczynałem pracę nad pierwszą książką, w moim życiu wydarzyło się jeszcze więcej niż do tamtego momentu. Aż ciężko mi nawet czasem w to uwierzyć, że przez te dziesięć lat przeżyłem tyle różnych historii, którymi mogę się teraz na spokojnie podzielić z kibicami i przyjaciółmi. Wątków jest wiele – od 2006 roku i braku powołania na mistrzostwa świata w Niemczech od Pawła Janasa, przez opuszczenie Liverpoolu i towarzyszące temu rozmaite spekulacje, po czas spędzony w Realu Madryt. Koledzy, którzy mieli okazję posłuchać różnych moich wspomnień, już od dawna powtarzali mi, że muszę usiąść nad drugą książkę. Posłuchałem ich i myślę, że faktycznie to będzie jeszcze lepsza pozycja niż „0:3 do przerwy”. Mam nadzieję, że będzie się to miło wszystkim czytało, a niektóre z opowieści pomogą też czytelnikom wyciągać w życiu odpowiednie wnioski i czegoś przy okazji nauczą.

Podziel się wpisem: