Jak wielka jest Chorwacja

W Chorwacji futbol nie jest nigdy samym futbolem – napisał niedawno Aleksandar Holiga, najbardziej znany dziennikarz sportowy z tego kraju, pracujący dla „Guardiana”. Podobne zdanie można by odnieść prawdopodobnie także do innych krajów, ale w Chorwacji, która niedawno świętowała dopiero 27-lecie niepodległości, sport od początku i całkiem oficjalnie służył politycznym celom. Franjo Tudjman, pierwszy prezydent Chorwacji, podkreślał często, że piłkarskie zwycięstwa wpływają na tożsamość narodową niemal tak mocno, jak wojny. W sportowcach widział najważniejszych ambasadorów niepodległej Chorwacji. A ci, przez ćwierć wieku istnienia kraju, spisali się na medal. Wiele medali.

Pierwszy sygnał

Najważniejszy jest futbol. W 1993 roku, dwa lata po ogłoszeniu niepodległości, Chorwacja należała już do UEFA i FIFA. Było już za późno, by wystartować w eliminacjach mundialu w Stanach Zjednoczonych, więc imprezą, w której zadebiutowała reprezentacja Chorwacji, było Euro 1996. Zanim się to jednak stało, nowy kraj zaistniał w piłce klubowej. Już w 1994 roku miał pierwszego przedstawiciela w świeżo utworzonej Lidze Mistrzów. Hajduk Split osiągnął to szybciej niż jakikolwiek polski zespół. W eliminacjach rozbił zresztą Legię Warszawa (5:0 w dwumeczu). W fazie grupowej spisał się nad wyraz solidnie, wyprzedzając Steauę Bukareszt oraz Anderlecht i dochodząc do ćwierćfinału, w którym uległ Ajaksowi Amsterdam, późniejszemu triumfatorowi. Chorwacja szybko pokazała, że na europejskiej mapie będzie nową siłą.

Mundialowa potęga

Od 1998 roku odbyło się sześć piłkarskich mundiali. Na 1/3 z nich Chorwaci dochodzili do najlepszej czwórki. W Europie wyprzedzają ich pod tym względem tylko Niemcy, Francuzi i Holendrzy. Zapomnijcie o Hiszpanach, Portugalczykach czy Włochach. Oni mieli w tym czasie jedynie pojedyncze mundialowe wyskoki. Chorwaci w ciągu dwudziestu lat dorobili się już drugiego medalowego pokolenia. Na mistrzostwach Europy zawsze radzili sobie gorzej, co nie znaczy, że źle. Jeśli chodzi o obecność w fazie pucharowej mistrzostw Europy, zajmują ósme miejsce, za Portugalią, Francją, Hiszpanią, Anglią, Holandią, Niemcami i Włochami. To nie jest przypadek, a naturalna konsekwencja ich potężnej, jak na czteromilionowy naród, obecności we wszystkich aspektach europejskiej piłki klubowej.

Trenerska potęga

Od wielu lat nie możemy się doczekać polskiego trenera, który prowadziłby jakikolwiek względnie silny zespół europejski. W XXI wieku jeszcze żaden Polak nie trenował w lidze z europejskiej czołowej dziesiątki. Chorwaci tego nie znają. Ich myśl szkoleniowa jest zatrudniana chętnie, nawet w najsilniejszych ligach. Chorwat Niko Kovac właśnie rozpoczął pracę w Bayernie Monachium. Za asystenta ma Chorwata Roberta Kovaca. Trenerem bramkarzy Bayernu już od lat jest Chorwat Toni Tapalović. Kovacovie pracowali wcześniej w Eintrachcie Frankfurt, z którym zdobyli Puchar Niemiec. Epizod w VfB Stuttgart miał ich rodak Zvonimir Soldo. Anglicy najęli do Premier League Slavena Bilicia (West Ham) i Velimira Zajeca (Portsmouth). W La Liga Sergije Kresić prowadził aż sześć klubów (Numancja, Majorka, Las Palmas, Valladolid, Merida, Betis). Włosi powierzyli Genuę Ivanovi Juriciowi, a Udinese Igorowi Tudorowi, Francuzi zaś Marsylię Tomislavovi Iviciowi. Ivić prowadził też w Lidze Mistrzów FC Porto, Otto Barić Austrię Salzburg, a Nenad Bjelica Austrię Wiedeń. Co warte podkreślenia, nie mówimy o jednym specu, który wybił się ponad swój kraj i był chętnie zatrudniany w różnych miejscach. Na każdym rynku ceniony był inny chorwacki trener.

Chorwackie gwiazdy

Silna trenerska reprezentacja Chorwatów w europejskich ligach nijak się ma jednak do tego, jak cenieni są w Europie piłkarze z tego kraju. Od momentu powstania państwa, w ligach z europejskiej czołowej piątki było aż czterdziestu siedmiu Chorwatów, którzy rozegrali w nich ponad sto spotkań. Dla porównania: Polaków tylko dwudziestu ośmiu, mimo że jesteśmy narodem dziesięć razy większym. Jedyną ligą z czołowej piątki, w której w ostatnich dwudziestu latach Polacy byli wynajmowani chętniej niż Chorwaci, była Ligue1. Chorwaci dorobili się aż pięciu zawodników, którzy w Lidze Mistrzów zaliczyli więcej niż pięćdziesiąt występów (z Polaków tylko Robert Lewandowski) i trzech napastników, którzy strzelili w niej ponad dziesięć goli (Polska tylko jednego). Do tego aż czternaście razy wygrywali Ligę Mistrzów. Rekordzistami są Luka Modrić (4) i Mateo Kovacić (3) z Realu Madryt. Dwa razy po to trofeum sięgał z Milanem Dario Simić, a po razie Ivan Rakitić (Barcelona), Mario Mandżukić (Bayern), Davor Suker (Real), Zvonimir Boban (Milan) i Alen Boksić (Marsylia). Polacy w tym czasie mogli się cieszyć tylko z triumfów Jerzego Dudka i Tomasza Kuszczaka, a jeśli bardzo naciągać rzeczywistość, to także Sławomira Wojciechowskiego. Chorwaci w większości byli ważnymi postaciami swoich drużyn. Często potrafią błyszczeć w najważniejszych momentach, co potwierdza liczba królów strzelców wielkich turniejów. Po te wyróżnienia sięgali Davor Suker (1998) na mundialu i Mario Mandżukić (2012, wspólnie z Mariem Gomezem i Fernandem Torresem) na Euro. W ostatnim ćwierćwieczu tylko Niemcy mieli więcej królów strzelców.

Dinamo siłą regionu

Nie tylko Polacy nie nadążają za sukcesami piłkarskimi Chorwacji. Nie nadąża za nimi cały — szeroko pojęty — region zza dawnej żelaznej kurtyny. W niektórych, indywidualnych, aspektach równie dobrze radzą sobie Serbowie. To tyczy się choćby liczby zawodników sprzedanych za więcej niż dziesięć milionów euro. Chorwaci mieli takich dwudziestu czterech, Polacy tylko pięciu, a Serbowie aż dwudziestu siedmiu. W piłce klubowej z dawnych demoludów lepiej radzą sobie Rosjanie czy Ukraińcy, wspierani prywatnymi fortunami oligarchów. Chorwaci, którzy takich zastrzyków pieniędzy, i tak spisują się jednak całkiem nieźle. Dinamo Zagrzeb grało w Lidze Mistrzów sześciokrotnie. We wschodniej Europie przegrywa pod tym względem jedynie z Dynamem Kijów, moskiewskimi Spartakiem i CSKA, Szachtarem Donieck oraz Spartą Praga. Jeśli jednak chodzi o pakiet: sukcesy reprezentacyjne, klubowe i indywidualne poszczególnych zawodników, Chorwacja wygrywa ze wszystkimi bliższymi i dalszymi sąsiadami, mogąc się równać jedynie z tradycyjnymi piłkarskimi potęgami. Co jednak zaskakujące, dzieje się tak nie tylko w futbolu. Słowa Tudjmana potraktowali poważnie także przedstawiciele innych dyscyplin. Co sprawia, że o Chorwacji i jej sukcesach w krótkim czasie dowiedział się naprawdę cały świat.

Potęga zespołowa

W męskiej piłce ręcznej można Chorwatów zaliczyć do największych potęg. Na pięciu z dwunastu mundiali dochodzili do najlepszej czwórki. Trzy razy byli wicemistrzami świata. Mają też pięć medali mistrzostw Europy i dwa wygrane turnieje olimpijskie (1996 i 2004). W męskiej koszykówce już w 1992 roku zdobyli drugie miejsce, ustępując tylko słynnemu amerykańskiemu Dream Teamowi z Michaelem Jordanem. W 1993 i 1995 dołożyli do tego brązowe medale mistrzostw Europy, a w 1994 mistrzostw świata. Toni Kukoc z Chicago Bulls trzykrotnie wygrywał ligę NBA. W siatkówce Chorwatki w 1995, 1997 i 1999 roku sięgały po wicemistrzostwo Europy. Jedną z ich koronnych dyscyplin jest piłka wodna, w której w 2010 roku zostali wicemistrzami świata, w 2012 mistrzami, a w 1996 i 2016 wicemistrzami olimpijskimi.

Sukcesy indywidualne

Chorwacja to potęga właściwie wszelkich sportów drużynowych, w których wypada lepiej niż w indywidualnych, co jest całkowitym przeciwieństwem Polski. Z jedenastu złotych medali olimpijskich, aż trzy zdobyła w sportach zespołowych, podczas gdy polskie drużyny we wszelkich sportach zwykle w ogóle nie kwalifikują się na turnieje. W sportach indywidualnych Chorwaci też dorobili się jednak kilku gwiazd, o których moglibyśmy tylko pomarzyć. Dwóch Chorwatów ma już na koncie zwycięstwa w tenisowych turniejach wielkoszlemowych (Marin Cilić US Open w 2014, Goran Ivanisević Wimbledon w 2001), Janica Kostelić cztery razy zdobyła złoto olimpijskie w narciarstwie alpejskim, a medale przywoził też jej brat Ivica. Na Igrzyskach Olimpijskich Chorwaci długo odgrywali drugoplanowe role, ale cały czas idą w górę. W 2016 roku zdobyli w Rio de Janeiro pięć złotych medali, co dało im rekordowe siedemnaste miejsce w klasyfikacji medalowej (Polska była trzydziesta trzecia).

Wypromowana szachownica

Półfinał mistrzostw świata piłkarzy jest z całą pewnością wielkim sukcesem Chorwacji, ale też z ich perspektywy wcale nie tak niezwykłym. Chorwacki kibic praktycznie co roku ogląda rodaków, którzy odnoszą na świecie jakiś wielki sportowy sukces. Choć poglądy zmarłego w 1999 roku Tudjmana nawet w samej jego ojczyźnie były uznawane za kontrowersyjne, akurat w kwestii sportu się nie pomylił. Mimo że to dopiero dwudziesty ósmy pod względem liczby ludności kraj w Europie i sto dwudziesty siódmy na świecie, chorwacką biało-czerwoną szachownicę kojarzą już wszyscy.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: