“Neuer Vertrag” zamiast “auf Wiedersehen”. Docenić Gina Lettieriego

Łatwo natrząsać się, że od niedzieli do środy codziennie pracę tracił jakiś ekstraklasowy trener. Wchodząc jednak głębiej w szczegóły, można dojść do wniosku, że prezesi Legii, Lecha, Arki i Wisły Płock się ze swych decyzji wybronią. A wręcz, że były to wybory racjonalne. W Legii bezsensowne było podpisanie z Ricardo Sa Pinto kontraktu na trzy lata, ale o zwolnienie go prosiło się już od jakiegoś czasu.

W Lechu, jeśli faktycznie była to ostatnia szansa, by rozstać się z Adamem Nawałką względnie tanio, należało to zrobić właśnie teraz, zamiast brnąć w coś, do czego szefowie klubu nie mieli przekonania.

W Wiśle Płock obie próby zbudowania zespołu, który będzie dominował i wygrywał mecze atakiem pozycyjnym, przy słabości kadry były absurdalne, więc zarówno rozstanie z Dariuszem Dźwigałą, jak i Kibu Vicuną, miało sens. Dopiero teraz w Leszku Ojrzyńskim zatrudniono trenera, którego sposób na piłkę rzeczywiście pasuje do zasobów.

W Gdyni było dość podobnie. Patos Zbigniewa Smółki przez parę miesięcy jeszcze robił jakieś wrażenie, ale potem przestał działać. Dalsze trwanie w tym układzie wiodło prosto do spadku z ligi.

Embed from Getty Images

Ze zdumieniem obserwuję natomiast rozwój sytuacji w Kielcach. Po wtorkowym meczu z Cracovią, kibice Korony skandowali w kierunku trenera Gina Lettieriego „Auf wiedersehen“, a potem jeszcze mocniej. Kielczanie w Krakowie przegrali pechowo, tracąc gola z rzutu karnego w doliczonym czasie gry, po typowym błędzie indywidualnym (stoper machnął ręką w kierunku piłki we własnym polu karnym. To jedna z rzeczy, na które trener nie ma absolutnie żadnego wpływu). Korona we wtorek nie była słabsza od Cracovii. Nie dopuściła jej do wielu sytuacji. Sama, gdyby nie dobra forma Michala Peskovicia, powinna była strzelić więcej goli. Wcześniej kielczanie zremisowali z Lechem, będąc stroną przeważającą i ograli na wyjeździe wicemistrza Polski. W tabeli mają czterdzieści punktów. To:

  • dwa więcej niż w tym samym momencie sezonu przed dwoma laty miała na koncie drużyna Macieja Bartoszka, który potem został wybrany Trenerem Sezonu w ekstraklasie;

  • dziewięć więcej niż za Marcina Brosza;

  • cztery więcej niż za Ryszarda Tarasiewicza;

  • sześć więcej niż za Pachety;

  • pięć więcej niż w drugim sezonie Leszka Ojrzyńskiego;

  • Osiem MNIEJ niż w pierwszym sezonie Leszka Ojrzyńskiego;

  • sześć więcej niż w drugim sezonie Marcina Sasala;

  • siedem więcej niż w pierwszym sezonie Marcina Sasala;

  • dziesięć MNIEJ niż za Jacka Zielińskiego;

  • sześć MNIEJ niż za Ryszarda Wieczorka;

  • trzy MNIEJ niż w pierwszym ekstraklasowym sezonie Ryszarda Wieczorka.

Spośród wszystkich sezonów, jakie Korona spędziła w ekstraklasie, lepszych od obecnego było pięć – trzy za czasów, gdy klub należał do firmy Kolporter i był w zupełnie nieporównywalnych finansowo realiach do obecnych. Jeden przed siedmioma laty za Leszka Ojrzyńskiego i jeden przed rokiem, gdy zespół Lettieriego miał o punkt więcej niż obecnie. W erze postkolporterowej w Koronie tylko Ojrzyński, w jednym sezonie, zdołał przebić wynik Lettieriego z tego sezonu. W drugim nie był już w stanie.

Embed from Getty Images

Jeśli spojrzeć na tabelę z całego okresu rządów Włocha w województwie świętokrzyskim, wyjdzie, że Korona zajmuje ósme miejsce, przy czym trzeba pamiętać, że wyprzedzające kielczan o kilka punktów Lechia Gdańsk i Cracovia w tym czasie rywalizowały w grupie spadkowej, gdzie łatwiej o punkty niż w grupie mistrzowskiej, gdzie była Korona. Zespół pod wodzą Lettieriego jest stabilnie w mniej więcej tym samym miejscu. W środku tabeli, bez plątania się choćby przez moment w okolicach strefy spadkowej. Na granicy dwóch ósemek.

Sklejona kadra

Gdy we wtorek rzuciłem na Twitterze, że kibice powinni skandować “neuer Vertrag, neuer Vertrag, Gino, Gino, neuer Vertrag” (“nowy kontrakt, nowy kontrakt…”), doszły mnie głosy, że skład Korony wcale nie jest tak słaby. Traf chciał, że trzy dni przed startem sezonu byłem w Kielcach na długim wywiadzie z Lettierim, który przeprowadzaliśmy wspólnie z Łukaszem Grabowskim. Lettieri mówił wówczas, że jeśli w kolejnych dniach do zespołu nie trafi trzech-czterech piłkarzy, Korona będzie jednym z kandydatów do spadku.

Już sezon wcześniej kielecka kadra nie wyglądała najlepiej. I tak została jednak jeszcze osłabiona. Nabil Aankour i Goran Cvijanović przeszli do Arki Gdynia. Zlatana Alomerovicia wzięła sobie Lechia Gdańsk. Nika Kaczarawa wyjechał na Cypr. Odszedł też Jacek Kiełb, który zagrał w większości meczów i kilku piłkarzy, którzy nie odgrywali większej roli i odpowiadali jedynie za frekwencję na treningach.

Kto przyszedł w ich miejsce? 20-latek z ligi gruzińskiej, napastnik Ślęzy Wrocław, lewy obrońca Stali Rzeszów, prawy obrońca Błękitnych Stargard, bramkarz z drużyny U-18 Manchesteru City, pomocnik GKS-u Katowice i napastnik Chojniczanki. Za realne wzmocnienia na już można było uznać Michała Miśkiewicza, choć trzeba pamiętać, że miał za sobą ponad pół roku bez gry, a do zespołu dołączył dopiero po szóstej kolejce, Felicia Browna Forbesa, Mateja Puckę, choć ściągnięto go po pięciu kolejkach i Ivana Marqueza (po czterech). Korona startowała w sezon z czternastoma-piętnastoma piłkarzami uzupełnionych kilkoma juniorami oraz zawodnikami z niższych lig. Dopiero w trakcie rundy jesiennej skład zaczął wyglądać trochę lepiej, choć musiał upłynąć czas, by zawodnicy doszli do dyspozycji. W zimie dostał ściągniętych za darmo trzech zawodników, ale stracił Elhadjiego Diawa, podstawowego stopera. Zdobycie w tych warunkach tylko punktu mniej niż Jagiellonia, to sukces, a nie porażka Lettieriego.

Skład, jaki udało się w ten sposób zbudować, to połączenie niedobitków z poprzednich lat, z zawodnikami, których dokooptowano w trakcie sezonu. Matthias Hamrol przy Macieju Gostomskim i Zlatanie Alomeroviciu był zaledwie trzecim bramkarzem. Dziś jest jedynką. Bartosz Rymaniak, Jakub Żubrowski, Adnan Kovacević, Łukasz Kosakiewicz, Michael Gardawski czy Oliver Petrak byli już w klubie w zeszłym sezonie. Browna Forbesa, Puckę, Arweladzego czy Marqueza Lettieri musiał odbudowywać w warunkach bojowych. To w żaden sposób nie jest samograj, z którym absolutnie trzeba awansować do górnej ósemki. To wręcz zespół, który przy gorszym trenerze miałby spore szanse spaść z ligi.

Kłopot komunikacyjny

Jak zwykle bywa w takich sytuacjach, pojawiają się głosy, że kibicom wcale nie chodzi o wyniki, a o to, że Lettieri jest toksyczny, konfliktowy, wybuchowy, trudny w codziennych relacjach i doprowadził do zwolnienia wieloletniego rzecznika prasowego. Oczywiście, po półtora roku pracy w danym kraju można by zacząć wymagać od trenera, by zaczął się choć trochę porozumiewać w miejscowym języku. Skoro tak nie jest, można też jednak zrozumieć złość trenera, którego słowa na oficjalnej stronie przeinaczono. Nie musi to być wina rzecznika, może być tłumacza, ale przede wszystkim jest winą klubu, który nie potrafi zapewnić odpowiedniej komunikacji między trenerem a pracownikami. Skoro bowiem przeinaczane są wypowiedzi trenera z konferencji prasowej, tym bardziej mogą być przeinaczane jego wskazówki taktyczne.

Koszmarny PR

Być może wiąże się z tym drugi problem. Nie sposób nie zauważyć, że Lettieri ma od początku w Kielcach koszmarny PR. Niewykluczone, że dotychczasowy tłumacz nie potrafił odpowiednio wyjaśnić publicznie decyzji podejmowanych przez trenera. Przeprowadziłem z nim dwa duże wywiady bez obecności tłumacza i za każdym razem Lettieri sprawiał wrażenie bardzo sensownego trenera, który wszystko potrafi uargumentować.

Medialnie pod górkę miał od samego początku. Nie zdążył jeszcze poprowadzić ani jednego meczu, a już na weszlo.com powstał paszkwil na jego temat, który stanowił zbiór nieprzychylnych opinii z Niemiec na jego temat. Kibice Korony mieli po takiej lekturze pełne prawo spodziewać się nieudacznika. Problem w tym, że do Polski z Niemiec przyjeżdżają wyłącznie trenerzy na tamtym rynku wielokrotnie przegrani, wypluci przez niego, niezatrudnialni, uznawani za zbyt słabych, by prowadzić tamtejsze zespoły. I to, że w Niemczech o kimś mówią same złe rzeczy, w żaden sposób nie oznacza, że w Polsce nie będzie robił za świetnego trenera.

Wielokrotnie wałkowana afera klapkowa także nie poprawiła sytuacji. Trener od początku miał ciężko przede wszystkim przez decyzję klubu, który zdecydował się go zatrudnić tuż po tym, jak Bartoszek wyrównał najlepszy wynik w historii Korony, co dla wielu było bardzo trudne do zrozumienia. Nadspodziewanie dobrą pracą przez poprzednie półtora roku Lettieri ukręcił na siebie bat. Dziś, gdy zespół drugi rok z rzędu słabiej wygląda wiosną, już chce się go zwalniać, bo kibice i spora część kieleckiego środowiska ulegli rozbudzonym dobrą jesienią ambicjom.

Embed from Getty Images

Cenna uwaga z Rakowa

Michał Świerczewski, właściciel Rakowa Częstochowa, napisał w ostatnich dniach na Twitterze kilka bardzo ważnych zdań: „Łatwo jest z perspektywy kibica naśmiewać się z prezesów lub trenerów klubów. Ogromna presja z boku powoduje często, że pewne ruchy wykonywane są zbyt pochopnie. Uwierzcie mi, że czasami to jest tak duże obciążenie psychiczne, że trudno wytrzymać“. Trafił w sedno. Za częste zmiany trenerów obwinia się często prezesów, jednak bardzo duży, niedoceniany wpływ na tymczasowość naszej ligi ma też otoczenie zewnętrzne, czyli kibice, media oraz wszelkiego rodzaju „doradcy“, których prezesi spotykają na korytarzach i w których towarzystwie oglądają mecze w lożach. Trzeba mieć naprawdę grubą skórę, by słysząc podszeptywania do uszu, skandujące trybuny, niecierpliwe nagłówki mediów, zadziałać wbrew wszystkim i dać trenerowi szansę wyjścia z kryzysu.

Wyjątkowe okoliczności

Władze Korony na razie zapewniają, że nie rozważają zmiany szkoleniowca. Co jednak nie oznacza, że go nie zmienią. Jeśli presja zrobi się zbyt duża, nie będą zważać na codzienne realia, w jakich pracuje Lettieri, na skład, jaki dano mu do dyspozycji i na okoliczności, na które nie ma wpływu. Z aktualnym dorobkiem przed dwoma laty Lettieri zajmowałby szóste miejsce. Dziś zajmuje dziesiąte. Nie jest jego winą, że w tym roku do awansu do grupy mistrzowskiej potrzeba ekstremalnie dużo punktów, więcej niż kiedykolwiek w historii ligi. Nawet jeśli z tego powodu zajmie dziesiąte miejsce, nie powinno to mieć wpływu na ocenę jego pracy. Czy Lettieri jest miły i sympatyczny, czy nie, drugi rok z rzędu udowadnia, że zna się na fachu. Na miejscu prezesów klubów lepszych od Korony, miałbym nadzieję, że w Kielcach zadziałają irracjonalnie i jednak zwolnią Lettieriego, bo to oznaczałoby, że na rynku będzie dostępny bardzo dobry trener.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: