E VIVA ESPANA!

 

Po 44 latach oczekiwania, upokorzeń, niespełnionych nadziei, zwycięstw tylko w piłce klubowej, zespół Hiszpanii wreszcie został mistrzem Europy.

Niewielu spodziewało się tego przed turniejem: zawsze mówi się o Hiszpanach, że będą się liczyć, ale jednak wszyscy wiedzą, że w końcu ( zawsze po pięknej grze ) odpadną. Nie wzięło się znikąd powiedzenie hiszpańskich kibiców: “Grają pięknie jak nigdy, przegrywają jak zawsze”. Tym razem można je sparafrazować: “Grają pięknie jak zawsze, wygrywają jak nigdy”. Trener Luis Aragones triumfuje. 70 letni szkoleniowiec już pod koniec swojej bogatej kariery odniósł największy sukces w karierze, tym sukcesem zamknął usta krytykom. Trudno jednak nie żałować Raula, który uczestniczył we wszystkich turniejach mistrzowskich od Mundialu w 1998 i jego drużyna nigdy nie doszła dalej niż do ćwierćfinału-nie ma go zdobywa mistrzostwo. Coś w tym jest.

Finał był przede wszystkim pokazem Fernando Torresa. Akcja w której oszukał Lahma i Lehmanna była rewelacyjna. El Nino jest piłkarzem bardzo przebojowym, to wiedzieliśmy od dawna, ale nie wszyscy potrafią tak zagrać w meczu o najwyższą stawkę. Cała drużyna hiszpańska prezentowała bardzo wysoki poziom i zasłużenie wygrała cały turniej.

W bramce Casillas, będący niezmiennie w wielkiej formie, w obronie Ramos, który wprawdzie dopiero w półfinale zaczął grać na odpowiednim poziomie, ale ten poziom jest najwyższy na świecie, popełniający mało błędów stoperzy Puyol ( jak zawsze ofiarny ) i Marchena, lewa obrona Joan Capdevila-chyba najmniej znany zawodnik w ekipie, nie rzucający się w oczy, ale zawsze pracujący za dwóch. W pomocy genialny Marcos Senna, bez którego zdobycie tytułu byłoby niemożliwe, gdyż ubezpieczał świetnych ofensywnych pomocników, ale też włączał się do akcji ofensywnych. Przed nim ustawieni byli Xavi, Silva i Iniesta.Pierwszy był mózgiem drużyny,drugi siał bardzo dużo zamieszania. Iniesta był o dziwo chyba najsłabszym punktem jedenastki Hiszpanów, ale to tylko świadczy o jej sile. I w końcu para napastników David Villa i Fernando Torres. Napastnik Valencii został królem strzelców turnieju, był jego jednym z najlepszych piłkarzy, a co ważne świetnie uzupełniał się z Fernando Torresem. To bardzo ważne, że obaj snajperzy potrafią grać nie tylko osobno, ale przede wszystkim razem. Oto 11 bohaterów EURO 2008!!!

PS. A już za 4 lata mecz otwarcia na stadionie w Warszawie:)
Podziel się wpisem: