Dortmund. Najlepsze miejsce na świecie

Całkiem przypadkowo tułaczkę dookoła Zagłębia Ruhry spinały wizyty w dwóch najbardziej piłkarskich miastach: na początek Gelsenkirchen, na koniec Dortmund. Przez cały tydzień regularnie podszczypywałem kibiców Borussii, pisząc, że w porównaniu do innych klubów, atmosfera na jej stadionie wcale nie jest jakoś obłędna, pisząc, że fani Fortuny Duesseldorf przekrzyczeliby fanów Borussii i że nikt nie kocha swoich piłkarzy bardziej niż Schalke.

To tylko przypominajki, że Borussia Dortmund nie jest ósmym cudem świata, choć jednym z cudów świata niewątpliwie jest. Pod względem piłkarskim to stolica regionu i jedno z najważniejszych miast dla niemieckiej piłki. Dlatego to właśnie tu znajduje się najlepsze miejsce na świecie. Uwaga: nie jest to stadion Borussii Dortmund.

Będąc w Dortmundzie w kwietniu, zapowiadałem, że wkrótce zostanie tam otwarte miejsce, które dla mnie i mi podobnych będzie rajem. Raj jest już od października otwarty. To Muzeum Niemieckiego Futbolu.

Tak jak Kolonia przedstawia gościom swoją największą atrakcję już od pierwszego wejrzenia, tak robi też Dortmund. Muzeum powstało dokładnie naprzeciwko dworca głównego.

Gdy tam wszedłem, całkiem poważnie rozważałem czy jeszcze kiedyś wracać do Polski. Jednocześnie byłem wdzięczny losowi, że nie wszedłem tam pierwszego dnia wyjazdu. Pierwszy nocleg zaliczyłem przecież w Dortmundzie. Przechodziłem koło tego muzeum. Ale odłożyłem wejście na czwartek. Gdybym tego nie zrobił, nie byłoby wizyt w Gelsenkirchen, Moenchengladbach, Bochum, Duesseldorfie i Leverkusen.

Siedziałbym cały tydzień w muzeum.

Żeby być interesującym dla współczesnego klienta, muzeum potrzebuje działać wielokanałowo. Nie tylko pokazywać eksponaty i podpisy do nich, ale wypuszczać też inne bodźce. W centrach nauki, typu warszawskiego czy monachijskiego, łatwiej jest zaangażować odwiedzającego, zachęcając do naciskania, dotykania, sprawdzania samemu. Bo to nauka. Jak to zrobić z piłką nożną? Niemcom się udało.

Zaczyna się od długiego wyjazdu ruchomymi schodami. Schody są w tunelu. Po obu bokach widzimy zdjęcia kibiców wszystkich drużyn Bundesligi, z transparentami, z głośników słyszymy przedmeczowy gwar znany z niemieckich pociągów.

Później, żeby skorzystać ze wszystkiego, trzeba by tam siedzieć tydzień. Będąc tam, czułem się jakbym przeżywał na nowo książkę “Tor”. Historia każdego triumfu w mistrzostwach świata, piłka, którą Rahn wbił do bramki w Bernie w 1954, oczywiście komentarz radiowy Herberta Zimmermanna, wspólne oglądanie półfinału Niemców z Brazylią sprzed roku (nie da się obok tego przejść obojętne),  oglądanie butów Goetzego czy zwiedzanie autobusu reprezentacji Niemiec – to rzeczy dość standardowe. Każdy, kto wymyślałby muzeum futbolu, wybrałby mniej więcej taką formę.

Co jest wyjątkowego? Np. quiz z niezapomnianych cytatów Seppa Herbergera, możliwość patrzenia na mecz oczami sędziego i konieczność podjęcia poprawnej decyzji w ciągu trzech sekund, szansa wzięcia udziału w karaoke z przyśpiewkami niemieckich klubów (!) czy możliwość telewizyjnego skomentowania meczu. Przy tym wszystkim niesamowite materiały wideo. Cała masa materiałów wideo z najciekawszymi momentami z historii Bundesligi. Wiele epizodów z lat 60. czy 70., o których tylko czytałem, teraz była szansa zobaczyć.

To nie jest muzeum stricte historyczne. To muzeum całego niemieckiego futbolu, rozebranego do cząstek elementarnych. Poświęcające uwagę i każdemu aspektowi piłki nożnej. Od nowinek taktycznych, statystycznych, żywienie, przez sędziowanie aż po chociażby prasę sportową, której też jest poświęcony jeden dział czy ośmiornicę Paul (!), która swoim typowaniem wyników wprawiała w zachwyt cały świat w 2010 roku. No i dżinsowe kamizelki, bez których nie byłoby niemieckiej kultury futbolowej.

Gdy będziecie w Nadrenii-Północnej Westfalii, możecie odpuścić Kolonię, Duesseldorf, Leverkusen, Gelsenkirchen, Moenchengladbach, Bochum. Ale tego muzeum nie można odpuścić. Trudno mi sobie wyobrazić, że na świecie może być jakieś lepsze miejsce.

Okolicznościowy Trabant z okazji zjednoczenia Niemiec.

Podziel się wpisem: