Dlaczego nie chcę Ostrzolka w kadrze

Znacie na pewno ten typ ludzi, który nie tylko potrafi wypowiedzieć się na każdy temat, ale ma też taką wewnętrzną potrzebę. Zrzucony z samolotu do obcego miasta, podniósłby się, otrzepał i zagadnięty przez Japończyka, w którą stronę na pocztę, powiedziałby, że dwie przecznice prosto, a potem 200 metrów na lewo.

Szczególnie mają tak tzw. eksperci. Dla dziennikarzy są często zbawieniem i ostatnią deską ratującą tekst. Masz mieć rozmówkę o transferach śląskich drużyn na 20:00, jest 19:32 i dwóch ci nie odebrało, a trzech nie chciało rozmawiać? Telefon do Marka Motyki i:

– Przygotowuję tekst o transferach Piasta Gliwice. Jak pan je ocenia?

– Hm, a przypomniałby mi pan, kogo oni tam ściągnęli?

– Kornela Osyrę, Bartosza Szeligę…

– Aaaa! Nooo, Szeliga to ciekawy zawodnik, w Cracovii i Widzewie pokazywał się dobrze na…

– Ale to nie ten Szeliga, panie Marku!

– Aaa, Bartosz. Trener Brosz na pewno jakoś to poukłada i będzie dobrze.

Nie ma się czym chwalić, ale każdy, kto trochę liznął mediów sportowych to zna. Są ludzie, do których dzwoni się, gdy wszyscy inni zawiodą. Sądząc po ilości tematów, na które wypowiada się pan Marek, wiele redakcji ma go za koło ratunkowe.

W ostatnich dniach narobiłem trochę zamieszania (w dwóch krajach!) informacjami o tym, że PZPN próbuje przekonać do gry dla Polski Matthiasa Ostrzolka. Nagle okazało się, że w Polsce mamy pokaźną grupkę entuzjastów FC Augsburg, którzy chętnie wypowiedzieli się na temat wad i zalet 23-letniego obrońcy.

Oprócz nazwiska, zwykle niewiele się zgadza.

Jestem w tym sezonie jednym z nielicznych Polaków regularnie oglądających Augsburg, w dodatku oglądających na żywo i w dodatku mających za sobą rozmowę z Ostrzolkiem, pozwolę sobie więc dorzucić swoje trzy grosze.

Andrzej Juskowiak w rozmowie z Mateuszem Karoniem stwierdził, że Ostrzolek przyzwoicie wygląda w grze obronnej, ale nie radzi sobie z ofensywą. Podejrzewam, że były reprezentant Polski oglądał akurat mecze z Bayernem i Borussią. Na ich tle całkiem niewielu zawodników na świecie radzi sobie z grą ofensywną.

Już kiedyś pisałem, jak gra Augsburg – z zupełnym pominięciem środka i wielkim naciskiem na skrzydła. Do prostopadłych piłek zagrywanych przez Daniela Baiera schodzą zwykle do środka skrzydłowi Tobias Werner i Andre Hahn. Zadanie biegania od linii końcowej do linii końcowej spada na bocznych obrońców, z których Paul Verhaegh jest tym bardziej trzymającym głębię, a Ostrzolek grającym momentami właściwie na skrzydle. Moim zdaniem Ostrzolek może mieć problem, ale z nadążeniem z powrotem za akcją. W grze ofensywnej jest bardzo przydatny, bo szybki, przebojowy i bardzo dobrze dośrodkowujący lewą nogą. W tym sezonie zaliczył cztery asysty, co jak na bocznego obrońcę, “słabo radzącego sobie z grą ofensywną” jest – przyznacie – dość przyzwoitym wynikiem.

Pada też w cytowanej rozmowie stwierdzenie, że Boenisch w optymalnej formie jest lepszy od Ostrzolka, a Twitterowi “eksperci” dodają “znacznie lepszy”. Boenischa w optymalnej formie widziałem jakieś cztery lata temu, w Werderze Brema, albo w meczu z Australią w reprezentacji Polski, przed kontuzjami, 10 kilo temu. Wtedy był znacznie lepszy od Ostrzolka. Dziś jest na jednym poziomie. Chyba trochę lepiej atakuje (tak) i trochę gorzej broni. W tym sezonie Boenisch ma w Kickerze średnią not 3,71, a Ostrzolek 3,81. Tu nie ma różnicy klas.

Piłkarsko ten chłopak zasługuje na sprawdzenie, zwłaszcza, że gra na tak newralgicznej pozycji. Ja jednak widziałbym go w kadrze niechętnie. W imię zasad.

Nie cierpię nagonki na “farbowane lisy” i tego łatwego szafowania wyrokami, kto jest Polakiem, a kto nie (“gdy swoją krew i waszą sprawdzę, wierzcie mi – jedna będzie jucha”), a już nazywanie Ostrzolka “farbowanym lisem” zakrawa na kpinę. Kto jest Polakiem, skoro nie syn Polaka i Polki?

Niemniej, Matthias, który okazał się naprawdę niesamowicie sympatycznym chłopakiem, powiedział swego czasu jasno i wyraźnie, że nie czuje się Polakiem i chce reprezentować Niemcy. Super, brawo za otwartość. Oczekiwałem, że w środę powtórzy mi, że z panem Chorążykiem spotyka się tylko kurtuazyjnie, by osobiście przekonać, że chce walczyć o miejsce w kadrze Loewa.

Zamiast tego usłyszałem wykręcanie się, kombinowanie, kalkulacje. W takie coś się nie bawmy. Masz być zdecydowany na 100 procent. Dlatego tak podoba mi się postawa Daniela Ginczka, który od dawna, jako juniorski reprezentant Niemiec opowiadał, że gra w Polsce go nie interesuje i teraz, już będąc bardzo daleko od reprezentacji Niemiec, to zdanie podtrzymuje.

Takich przykładów będzie coraz więcej. Jak kluczysz, to klucz od początku do końca. Ale jak się już opowiesz po którejś stronie, to tego się trzymaj. Zyskasz szacunek w obu krajach.

Podziel się wpisem: