Czy Milik jest za słaby na Bundesligę

Tytułowe pytanie zadali tydzień temu w magazynie “Total Fussball” moi redakcyjni koledzy. Oni uważali, że tak.

Ja uważam, że nie. A właściwie, że wciąż jeszcze nie wiadomo.

Byłem znów na meczu Augsburga i znów widziałem Milika wchodzącego z ławki. Przez pierwsze 20 minut kopnął piłkę dosłownie trzy razy. Kolejny już raz wgapiałem się na niego bardziej niż w jakąkolwiek dziewczynę i stwierdzałem, że zachowuje się tak, jak ja prawdopodobnie zachowywałbym się, gdyby mnie wpuścili na mecz Bundesligi: dużo bezproduktywnie biegać, walczyć, zapie…ć bez żadnego pożytku, a gdy się już dostanie piłkę, to w panice i lekko niedokładnie oddać ją od razu najbliższemu. Tak gra w Augsburgu Arek Milik. Nawet gdy z Moenchengladbach zaliczał jedyną bramkową akcję w Bundeslidze, to rozpoczął ją koszmarnym dośrodkowaniem, które tylko ambicją wyratował kolega z drużyny. A nie musiał. Miał pełne prawo odpuścić i pozwolić piłce wyjść na aut, bo podanie było beznadziejne. Milik miałby dalej na koncie okrągłe zero, a my nie mówilibyśmy, że zaczął i skończył akcję, po której Augsburg wyrównał.

W Leverkusen nie miał szans ruszyć pozycji Stefana Kiesslinga, trener Hyypia mówił, że nie ma drugiego napastnika. Bayer to dla niego w tym momencie zdecydowanie za wysokie progi. Jeśli Milik po transferze z Górnika mówił, że Leverkusen jest tylko przystankiem, to miał chyba na myśli, że szybko się zorientują, że to nie ten rozmiar kapelusza.

W Augburg miało być lepiej, ale tu też wchodzi z ławki. Raz strzelił gola, wczoraj miał dobrą końcówkę, w której wreszcie zachowywał się jak piłkarz Bundesligi. Minął bramkarza w sytuacji sam na sam i tylko faul powstrzymał go od strzelenia gola. Wypracował jednak czerwoną kartkę, oddał groźny strzał, mógł zaliczyć asystę. Ostatnie osiem minut napawa nadzieją, ale tak naprawdę: co to zmieni?

Wszystko, co piszę wskazuje na to, że moi redakcyjni koledzy mieli rację. Skoro nawet w Augsburgu Milik się nie łapie, to jest za słaby na Bundesligę.

Augsburg to drużyna dla futbolowych hipsterów, więc pewnie nie wszyscy ją śledzą. Ja tak, bo mam blisko. Już od kilku meczów widzę, że Szwabów napędza trójkąt – środkowy defensywny pomocnik i skrzydła.

Środkowy defensywny pomocnik Daniel Baier jest centrum dowodzącym Augsburga. To jego mierzone na centymetr podania uruchamiają dynamicznych i przebojowych skrzydłowych – Hahna i Wernera, albo też ofensywnie usposobionego lewego obrońcę Matthiasa Ostrzolka. Główne ofensywne zagrożenie stanowią właśnie skrzydłowi. Gdy Baier zagrywa im prostopadłą piłkę, jak w niedzielę przy pierwszej bramce Hahnowi, zwykle nie ma czego zbierać.

Gorzej, gdy Werner, Hahn lub Ostrzolek dostaną piłkę na bok i muszą dośrodkowywać. Wtedy kluczowa jest rola napastnika, który ma wpakować piłkę do siatki. I tu dochodzimy do sedna – Augsburg nie może wykorzystać pełni potencjału swoich skrzydłowych, bo ma tylko jeden skuteczny sposób rozegrania – zejście do środka. Gdyby miał napastnika, który potrafi wykorzystać ten potencjał, miałby parę punktów więcej.

To truizm.

27 lutego 2012 roku mój ulubiony Czadoblog tak pisał o Górniku Zabrze:

W Górniku od pewnego czasu niezwykle istotna jest gra skrzydłami. Czterech ludzi po obu stronach nadaje się do hasania wzdłuż linii. (…) Żeby cała układanka się poukładała (…) potrzebny jest jeszcze jeden element. Ten element jest mozolnie szlifowany i na razie jeszcze nie jest idealnie, ale kiedy zaskoczy, parę ptaszków zostanie strawionych:-)

Przy tak agresywnych i mających taki potencjał skrzydłach idealnie byłoby, gdyby Górnik dysponował wyrazistym, skutecznym centrem. (…) Wtedy te wykonywane z dużą częstotliwością, mocno bite bilardowe dośrodkowania przyniosą efekt. Tam na środku pola karnego musi być napadzior, który będzie potrafił uderzyć głową albo odegrać. 

I taki napadzior już w Zabrzu… jest! Musicie się tylko uzbroić w cierpliwość. Nie jest łatwo spełniać tak odpowiedzialną rolę, jaką nakreśliłem, mając zaledwie 18 lat (tak się składa, że te wyjątkowe urodziny chłopak o którym piszę będzie świętował akurat jutro!). Jednak Arkadiusz Milik ma wszelkie dane żeby podołać zadaniu. (…) Niektórzy już wyliczają, że bajtel jeszcze nie zdobył gola, ale zważcie, że przy jego sposobie gry (ciągłe przepychanie jest niezwykle wyczerpujące) i niedużym na razie doświadczeniu te wszystkie fochy i anse są jedynie… nieeleganckie. Poczekajcie; już za chwileczkę, już za momencik:-)

Brzmi bardzo podobnie, prawda? Różnica jest taka, że dziś to nie Milik jest tym, na którego się stawia.

W Augsburgu niemal we wszystkich meczach gra Sascha Moelders. Silny, wysoki i co z tego? W tym sezonie zdobył jedną bramkę, czyli tyle, co jego zmiennik Milik. Nie asystuje. Niby się zastawia, ale też nie jakoś wybitnie, głową też za wiele nie wygrywa. Są napastnicy, którzy nie strzelają goli, a mają niemożliwy wręcz wpływ na drużynę (wczesny Demjan). W schemacie gry Augsburga, Moelders zawadza. Gra ofensywna odbywa się we wspomnianym trójkącie, Moelders byłby potrzebny tylko do wykończenia dośrodkowań, a że tego nie robi, to pożytek z niego właściwie żaden.

Nie mogę zrozumieć ciągłego stawiania na Moeldersa i nie ma w tym żadnego podtekstu polskiego. Rozmawiałem z niemieckimi dziennikarzami i kibicami i oni też dziwią się, że Milik czy Bobadilla (był kontuzjowany, teraz wraca do treningów) nie dostają prawdziwej szansy. Pech Milika polega na tym, że trener tak ślepo stawia na jego konkurenta, jak Adam Nawałka stawiał na Milika. Tyle, że on był młody i można go było dobrze sprzedać, a Moelders ma 28 lat i wyżej już nie pójdzie.

Mimo wszystko, moim zdaniem z ferowaniem wyroków potrzeba cierpliwości. Milik, mając trochę więcej pewności, którą prezentował choćby w końcówce meczu z Mainz, jest w stanie być ważnym ogniwem tej drużyny, bo ma większe umiejętności piłkarskie od swojego konkurenta. Milik w każdym meczu regularnie pojawia się na boisku, często jako pierwszy rezerwowy. Jest więc 12-14 zawodnikiem w kadrze zespołu z najlepszej ligi świata w wieku 19 lat! To nie jest facet, który ogląda Bundesligę z trybun jak Stępiński czy swego czasu Klich. On nie wypadł z obiegu, tylko cały czas jest blisko.

Mam wrażenie, że w przypadku Milika akurat zbyt często zapomina się o wieku. Nam się wydaje, że w Niemczech grają same niepełnoletnie chłystki. Nie. Owszem jest ich trochę, ale zwykle miejscowych, niemieckich, od śliniaczka szykowanych do Bundesligi. Takich, którzy mając 19 lat zdążyli zagrać półtora sezonu w swojej lidze, przebić się do reprezentacji i zaliczyć występy w dwóch klubach Bundesligi, nie ma za wielu. Mamy chłopakowi za złe, że nie podbił Niemiec szturmem jak Robert Lewandowski. Tyle, że Lewandowski w wieku Milika grał w Zniczu Pruszków. Zanim “Lewy” nauczył się w Niemczech przestawiać wszystkich, to on częściej leżał niż stał. Adaptacja trwa.

Oczywiście wielu było w lepszych miejscach niż Lewandowski w wieku 19 lat, a jednak nie rozwinęło się jak on (Krkić, Dos Santos), ale bierzmy poprawkę, że akurat Milik rozwija się – nie tylko na warunki naszego futbolu – wyjątkowo szybko.

Milik zaczynając w Górniku Zabrze nie potrafił przepchnąć polskich obrońców. Nawałka wciągnął go na pierwszy poziom mocnego stania na nogach, co przy jego wieku i umiejętnościach piłkarskich popchnęło go do Niemiec. Teraz Milik pracuje nad drugim poziomem mocnego stania na nogach. Gdy na niego wskoczy, zacznie grać w podstawowym składzie. Jestem tego pewny.

Daleko nie trzeba szukać. Rok temu, zimą 23-letni Andre Hahn przeszedł z III-ligowego Kickers Offenbach do Augsburga. Przez pół roku grał ogony, można by mówić, że przepadł, że jest za słaby na Bundesligę, a przecież był już znacząco starszy. Okrzepł, wywalczył miejsce w składzie, od końca września zdobył już cztery gole i wyrasta na gwiazdę drużyny. To się wszystko nie dzieje od razu.

Augsburg to klub, w którym Milik w końcu dostanie szansę. Dopiero wtedy dowiemy się, czy jest za słaby na Bundesligę.

Podziel się wpisem: