Juergen Klopp w Liverpoolu. Kibicuję i mam obawy

Muszę przyznać, że decyzją o wzięciu Liverpoolu, Juergen Klopp mnie zaskoczył. Z jakiegoś powodu, po jego odejściu z Borussii Dortmund, wszyscy spodziewali się, że weźmie jakiś romantyczny, trochę podupadły, klub z duszą, twierdząc, że do nowoczesnej piłkarskiej korporacji nie pasuje. Myślałem, że to naiwne myślenie, byłem niemal pewny, że trafi raczej prędzej niż później do Bayernu Monachium, a jednak Klopp pozytywnie mnie zaskoczył. Nie poszedł na łatwiznę. Wziął klub niewątpliwie wielki, ale nie tak wielki jak mógłby wziąć. To ładne. Podtrzymuje jego wizerunek swojskiego gościa, który pójście do Bayernu niewątpliwie by nadszarpnęło.

Na to, że Klopp wyląduje w Anglii, wskazywało wiele czynników. Po pierwsze, sam trener podkreślał, że nie wyobraża sobie pracy w kraju, którego języka nie zna. Z tego powodu raczej odpadała Hiszpania – bo wiemy, że po hiszpańsku umiał tylko zamówić piwo, a w grę wchodziła Anglia i Niemcy. A że w Niemczech sens miałoby jedynie pójście do Bayernu, ale nie pasowałoby do jego wizerunku, Anglia wydaje się naturalnym kierunkiem. Po drugie, już od dawna pomiędzy Kloppem a angielskimi mediami dało się wyczuć szaleństwo. Angielska prasa uwielbiała Kloppa od wielu lat. Uwielbiała tak bardzo, jak żadnego trenera od czasów wczesnego Mourinho w Chelsea. Jestem absolutnie przekonany, że jego konferencje prasowe w pierwszych miesiącach będą hitami. To dla Kloppa miejsce, w którym będzie się czuł doskonale.

Z drugiej strony, obawiam się o niego. Obawiam się, że Anglicy nie będą potrafili się z Kloppem obchodzić. Sposobem zarządzania, większość klubów Premier League nie dorasta do pięt klubom Niemieckim. Są chaotyczne, przepłacone, miotające się od ściany, żądające natychmiastowych wyników. Liverpool, owszem, dał Brendanowi Rodgersowi sporo czasu, ale obawiam się, że Kloppa wita się w klubie jak Jezusa. Cudotwórcę, który wszystko od razu odmieni. Obawiam się, co się stanie, gdy nie okaże się Jezusem i nie wszystko odmieni. Liverpool nigdy nie wygrał Premier League. Ma lata zapóźnień. W drużynie nie ma dziś ani jednej gwiazdy światowego czy choćby europejskiego formatu, którymi przepełnione są kluby konkurencyjne. Jeśli Liverpool bierze trenera na lata, robi doskonały ruch. Jeśli nie odda się mu w pełni, może się okazać, że wyrzuca pieniądze w błoto.

Pamiętajmy, że Kloppowi zdarzyło się spaść z ligi. Że zanim podbił Bundesligę, najpierw zajął z Borussią szóste miejsce, później piąte, a dopiero w trzecim sezonie pierwsze. Że zanim awansował do Ligi Mistrzów, słabo spisał się z Dortmundem w Lidze Europy. Zanim podbił Ligę Mistrzów, odpadł z Borussią w fazie grupowej. Historia Kloppa w Dortmundzie była dlatego piękna, że była PROCESEM stopniowego wzrostu piłkarzy, trenera i klubu. Procesem, a nie magicznym dotknięciem, którego – mam wrażenie – Anglicy oczekują.

Zagadką pozostaje też struktura samego klubu. Nie zaniżając zasług Kloppa, bo te są ogromne, nie on sam dźwignął klub na nogi. Klopp miał w Dortmundzie największe skarby – mądrego i cierpliwego prezesa oraz skutecznego i sensownego dyrektora sportowego. Był w Dortmundzie idealnie dobranym bardzo ważnym, ale jednak tylko elementem układanki, która doprowadziła do sukcesu. Jeśli Liverpool nie ma wypracowanych takich struktur, wcale nie jest pewne, że Kloppowi się powiedzie. Poza tym, w Niemczech Klopp pracował tylko jako trener. W Anglii dostanie pewnie pełnię władzy, bez żadnego dyrektora sportowego nad sobą. Będzie musiał się zajmować całym klubem, a nie tylko samą drużyną. Nikt nie jest w stanie na ten moment powiedzieć, jak sobie z tym poradzi, ale nie jeden znakomity trener już w tym modelu sobie nie poradził. Nie jest przypadkiem, że dotychczas w Premier League pracował tylko jeden niemiecki trener – Felix Magath – który na dodatek spadł z ligi. Modele pracy w obu ligach są skrajnie różne, trudno przeskakiwać pomiędzy jednym a drugim.

Liverpool kupuje sobie w osobie Kloppa fantastyczne narzędzie. Jeśli będzie w stanie się nim umiejętnie posługiwać, tylko zyska. Ale Premier League jest ligą tak wynaturzoną, że wcale nie jest to pewne. Wiadomo natomiast, że jedno Liverpoolowi pod Kloppem uda się osiągnąć już od pierwszego wejrzenia: znaczny wzrost sympatii dla klubu na całym świecie. Nie wiem czy Liverpool wziął najlepszego trenera na świecie, ale na pewno najfajniejszego. Każdy kibic chciałby go w swojej drużynie. Fani Liverpoolu, wiedzcie: zazdroszczę wam. Nie zmarnujcie tej szansy.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: