Boreckiego zarzynanie tożsamości

Być małym to nie grzech, skoro można być dużym. Podbeskidzi nie ma wielkich tradycji, to można je zbudować. Nie ma wielkiej historii, ale ta wielka historia się z każdym rokiem tworzy. Przede wszystkim jednak klub i jego wielkość tworzą ludzie.

 Hiszpański Real Oviedo nie był wielki prehistorią, choć kiedyś grał w La Liga. Nie był wielki aktualnymi sukcesami. Ba leżał w czwartej lidze z potężnymi długami, które nie pozwoliłyby przetrwać jutra. Ale gdy wystosował dramatyczny apel o pomoc do swoich kibiców i sympatyków, wsparli go finansowo ludzie z całego świata. Przetrwał, bo okazał się wielki siłą ludzi. Kiedy czytam, że nad przyszłością Hamburger SV radziło w Hamburgu w ostatni weekend blisko 10 tysięcy osób, to też myślę, że to jest wielki klub. Mimo że od lat spada coraz niżej i że przeskakują go zespoły z coraz mniejszych miasteczek i wsi. Ale takiego potencjału ludzkiego w dłuższej perspektywie nie da się zmarnować.

 Chodzi o kibiców, ludzi, którzy ten klub kochają i coś dla niego robią. Robią to, w czym są dobrzy. Ktoś jest dobry w wymyślaniu przyśpiewek i robieniu opraw, więc jest ultrasem, ktoś dobrze maluje ściany, więc pomaga w remoncie klubowego sekretariatu, ktoś dobrze odpowiada na trudne pytania – jest jego rzecznikiem, ktoś dobrze robi zdjęcia, jest fotografem.

 Podbeskidzie ten potencjał ludzki ma minimalny. Oczywiście bzdurna jest popularna śpiewka, że to klub bez kibiców, bo kibiców oczywiście trochę jest. Ale ludzi autentycznie zdolnych działać dla TEGO akurat klubu, tylko dlatego, że to TEN klub, a nie dlatego, że płaci więcej, jest ledwie garstka. I tę garstkę trzeba sobie szanować, chuchać na nią i dmuchać. W biznesie, który produkuje emocje, jest wartością dodaną, gdy ktoś z klubem jest związany jeszcze emocjonalnie.

 Żebyście mnie źle nie zrozumieli. Nie chodzi o to, że w ekstraklasowym klubie mają pracować kibice, tylko dlatego, że kochają klub. Nie. Ale jeśli do wyboru mam dwóch ludzi, którzy jednakowo dobrze malują ściany, to jednak cenię sobie pana Mietka, który zawsze siedzi na trybunie B i jest dla niego wielkim zaszczytem, że mógł pomalować ściany swojemu klubowi, a przy okazji Darek Łatka powiedział mu dzień dobry.

 Podbeskidzie od momentu awansu do ekstraklasy pozbywa się kolejnych osób, o których powiedziałbym, że traktowały je jako więcej niż klub. Celowo pomijam kierownicze stanowiska, bo nie o to chodzi. Chodzi o ludzi, których mrówcza codzienna praca jest pomijana, ale jednak piłki zawsze ktoś po treningu znajdzie i napompuje, ktoś pojedzie na drugi koniec Polski, by nagrać mecz, umożliwiając sztabowi szkoleniowemu analizę.

 Wymieniam z pamięci, na szybko. Od awansu z klubu z różnych przyczyn odeszli, albo pozbyto się: wieloletniego spikera, wieloletniego prowadzący oficjalną stronę, wieloletniego rzecznika prasowego, operatora kamery, szefa marketingu, członka działu sportowego w klubie, niejednokrotnie wisiała na włosku posada legendarnego już kierownika drużyny. Dzisiaj pozbyto się fotografa Skoro klub nie zdołał zbudować struktur, zrobić wyniku w ekstraklasie, stabilności finansowej, stworzyć jakiegkolwiek działu marketingu, jeśli pod ŻADNYM względem nie poszedł do przodu, to niech chociaż po tej ekstraklasie zostaną zdjęcia.

 Fotograf usłyszał, że prezes Borecki nie jest zadowolony z jakości wykonywanych przez niego zdjęć. Prezes Borecki ma taką dziwną manię, że uważa, iż klub na wszystko, co nie strzela goli, albo nie robi wślizgów, nie powinien wydawać pieniędzy. A nie, na to też nie wydaje…

Na lekcji ekonomii coś usłyszał o tym, że równowagę można osiągnąć minimalizując wydatki, ale wagarował na zajęciach ze zwiększania przychodów.

To dlatego dział marketingu, który w momencie awansu do ekstraklasy zaczynał jakoś wyglądać, dzisiaj sprzedaje jedną koszulkę w okresie przedświątecznym, a na stronie internetowej dobre są tylko zdjęcia i telewizja. Obie robione za śmieszne pieniądze, które w klubach grających w tej samej lidze robią ludzie na nieźle płatnych etatach. Problemem nie jest więc, że trzeba wydać dużo, tylko że trzeba wydać cokolwiek.

 Podbeskidzie płaci za udawanie, że trener może być prezesem, bo Wojciechowi Boreckiemu przez ten ponad rok dobrze wychodziło tylko to, na czym się zna, czyli zatrudnianie trenerów. Mam dziwne wrażenie, że jest jeszcze kilka miejsc w klubie, w których można by pokusić się o oszczędności. Np. rzetelne ocenienie przydatności zawodników do zespołu. Szczerze, gdyby tylko trochę umiejętniej poruszał się Borecki w polityce transferowej, to znalazłyby się pieniądze na dziesięciu fotografów. Wystarczyłby pewnie sam kotrakt Luki Gusicia czy innego Marko Ćetkovicia.

 Boreckiemu świetnie jeszcze wychodzi zrażanie do klubu tych ostatnich ludzi, którzy jeszcze nie byli do niego zrażeni. Jednych zraża odwdzięczając im się za ponadprzeciętne zaangażowanie zwolnieniami z pracy, innych zraża obwieszczając, że bez fuzji z BKS-em będą maluczcy. Zarzyna identyfikację. Po Boreckim będzie się w Bielsku sprzątać dłużej niż się to komukolwiek wydaje. Trzeba będzie nie tylko odbudowywać struktury, ale coś dużo większego. Zaufanie.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: