Atletico z koszmarów Guardioli

Doprawdy, futbol nie oszczędza nam w tym roku emocji. Jeszcze całkiem nie doszliśmy do siebie po nieziemskim starciu Liverpoolu z Borussią, a właśnie spadła na nas jak donica z balkonu wiadomość, że w półfinale Ligi Mistrzów Bayern zagra z Atletico.

W emocjach bloguję, może się okazać, że za tydzień, jak już trochę ochłonę, zobaczę jakiś cień szansy dla Bayernu i rysę słabości na Atletico. Na ten moment wszelkiej nadziei się wyzbyłem. Jeśli wielu przez lata czuło, że drużyny Pepa Guardioli nie są idealne i mają pewne słabości, to chyba los właśnie daje wszystkim sceptykom względem tego trenera koronne argumenty.

Atletico jawi się w mojej głowie jako drużyna wprost stworzona do ogrywania Bayernu. Z hordą Diego Simeone nie lubi grać nikt na świecie, ale najbardziej nie będą tego lubiły drużyny Guardioli. Szczęśliwie dla reputacji Pepa, póki co udawało mu się praktycznie unikać starć z Simeone. Gdyby zebrać wszelkie drobne słabostki, chwiejne momenty Bayernu i z całego świata zmontować ekipę, która spróbowałaby je wykorzystać, wyszłoby nam Atletico Madryt. Każdy, kto pokonywał Barcelonę w ostatnich latach, robił to stosując taktykę Atletico. A nikt nie doprowadził do takiego mistrzostwa taktyki Atletico jak samo Atletico.

Przez lata żyliśmy w świecie, w którym przeciwieństwem Guardioli był Jose Mourinho. Podczas gdy najprawdziwszym przeciwieństwem jest Diego Simeone. To antyteza najkompletniejsza. Jeśli Guardiola uczy, że w futbolu da się wygrywać tylko na jego modłę, to Simeone wygrywa robiąc wszystko odwrotnie. Starcie tych światów będzie fascynujące. Dotychczas obaj zmierzyli się tylko raz. W 2012 roku Barcelona schyłkowego Guardioli grała z wschodzącym Atletico Simeone. Barcelona wygrała, ale Simeone dopiero uczył swoich piłkarzy sztuki bronienia, którą dziś doprowadzili do perfekcji.

Już widzę oczami wyobraźni Bayern mający piłkę przez 176 ze 180 minut rywalizacji z Atletico. I wymieniający ją od lewa do prawa i prawa do lewa, nie potrafiąc znaleźć pół luki w murze madrytczyków. Widzę próby dryblingów Ribery’ego i Douglasa Costy, rozbijające się o potrojoną asekurację rywali. Widzę jak Lewandowski upada po każdym starciu z Godinem, a cały nadwiślański naród drży o jego zdrowie w kontekście Euro. Widzę jak Guardiola drapie się po głowie. Widzę jak wszyscy piszą: “Brakuje Robbena”. No i widzę jak w ciągu tych czterech minut, w których Bayern nie będzie miał piłki, daje się kontrować. Jak traci piłkę w środku pola, jak obrońcy dają się rozjeżdżać, jak bezradni są wobec kontrującego rywala. I jak jeden Arturo Vidal walczy przeciwko jedenastu Arturom Vidalom.

Tak, gdyby Bayern trafił na Manchester City, nastawiałbym się na spacerek. Gdyby trafił na Real, szanse dawałbym 50 na 50. Jako że trafił na Atletico, jedynej mikrej szansy Bayernu upatruję w Thomasie Müllerze. Jeśli ktoś ma znaleźć szparę w murze Atletico, to tylko on, Raumdeuter.

Te wpisy Cię zainteresują:

Podziel się wpisem: